Partner: Logo KobietaXL.pl

Pilot od samotnych misji

Frederic Grant Hargesheimer pochodził z Rochester w stanie Minnesota. Do lotnictwa wojskowego wstąpił w marcu 1941 roku, jeszcze przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej. Szkolenie ukończył rok później, a następnie trafił do jednostki, której piloci wykonywali jedne z najbardziej ryzykownych zadań na Pacyfiku. Był przydzielony do 8. Eskadry Rozpoznania Fotograficznego 5. Armii Powietrznej i latał samolotem F-5, czyli rozpoznawczą wersją P-38 Lightning. Maszyna nie służyła do walki powietrznej, lecz do wykonywania zdjęć z dużej wysokości,  miała trzy kamery używane do mapowania terenu z pułapu około 20 tys. stóp.

W praktyce oznaczało to loty bez typowej ochrony i bez możliwości szybkiego wsparcia. Pilot musiał utrzymać kurs nad obszarem kontrolowanym przez przeciwnika, wykonać zdjęcia portów, wybrzeży, jednostek pływających albo tras zaopatrzeniowych, a potem wrócić do bazy, zanim dopadną go myśliwce. W 1943 roku Nowa Brytania miała dla aliantów duże znaczenie strategiczne, bo była zajęta przez Japończyków i stanowiła jeden z ważnych punktów ich obecności w południowo-zachodniej części Pacyfiku. To właśnie tam Hargesheimer poleciał na misję, która miała być jego czterdziestym dziewiątym lotem bojowym.

 


Spotkanie z myśliwcem

5 czerwca 1943 roku Hargesheimer wystartował z lotniska Dobudura na Papui Nowej Gwinei. Leciał nad zachodnią częścią wyspy Nowej Brytanii, szukając oznak japońskiego ruchu barek i statków. Około godziny 14:00, nad rejonem Arawe, przekazał meldunek o pozycji i pogodzie, ale jego jednostka nie mogła go odczytać, ponieważ przed startem otrzymał niewłaściwą kartę kodową. Udało się jednak ustalić jego położenie na podstawie współrzędnych z mapy. Niedługo później sytuacja zmieniła się z rozpoznawczej misji w walkę o życie.

Japoński myśliwiec zaatakował go od tyłu. Pociski trafiły w maszynę, a lewy silnik stanął w płomieniach. Hargesheimer próbował otworzyć osłonę kabiny, lecz mechanizm zadziałał tylko częściowo. Odpiął pasy, podniósł się, aby wyrwać zablokowaną osłonę i został wyrzucony z samolotu siłą pędu. Spadochron otworzył się nad zwartą, wilgotną zielenią. Nie spadał na teren kontrolowany przez aliantów, ale w głąb wyspy, gdzie każdy odgłos mógł oznaczać japoński patrol.

Po lądowaniu stwierdził, że nie ma złamań, ale na głowie miał krwawiącą ranę, najpewniej po odłamku albo pocisku. Z fragmentów nylonowego spadochronu zrobił prowizoryczny opatrunek i sprawdził zestaw ratunkowy. Miał kompas, maczetę, dodatkową amunicję do pistoletu oraz dwie tabliczki skoncentrowanej czekolady. To był cały zapas jedzenia człowieka, który znalazł się na okupowanej wyspie, setki kilometrów od bezpiecznej bazy.

 


Sam w górach Nakanai

Hargesheimer wylądował na zboczach gór Nakanai, w miejscu pełnym stromych, błotnistych podejść, wysokich paproci, rzek, owadów i gęstej roślinności. Początkowo próbował iść na południe, licząc, że przedostanie się przez góry i dotrze do drugiego brzegu wyspy. Szybko zrozumiał, że ta droga jest ponad jego siły. Teren odbierał mu energię, a każdy metr marszu wymagał przeciskania się przez rośliny, ślizgania po błocie i ciągłego sprawdzania kierunku. W końcu zawrócił na północ, w stronę Morza Bismarcka.

Próbował wykorzystać małą nadmuchiwaną tratwę ze swojego wyposażenia i spłynąć jednym ze strumieni. Ten plan również szybko się załamał. Gdy w wodzie pojawił się krokodyl, Hargesheimer uciekł na brzeg i zrozumiał, że nawet rzeka nie daje mu bezpiecznej drogi. Została mu dżungla, kompas i nadzieja, że znajdzie polanę, ścieżkę albo ludzi, którzy nie wydadzą go Japończykom. W nocy chronił się pod prowizorycznym osłonięciem ze spadochronu, a w dzień ruszał dalej, coraz bardziej wycieńczony.

Po około dziesięciu dniach dotarł do nadrzecznej polany i pustego szałasu. Zatrzymał się tam, bo dalsza wędrówka mogła skończyć się utratą resztek sił. Rozpalił ogień zapałkami z zestawu ratunkowego i zaczął szukać czegokolwiek, co nadawało się do jedzenia. Najczęściej znajdował ślimaki w korycie rzeki, piekł je nad ogniem i jadł niemal codziennie. Organizm słabł, skóra była poraniona, pijawki przyczepiały się do ciała, a owady atakowały oczy i nos.

Najtrudniejsza była świadomość, że nikt nie wie, gdzie dokładnie spadł. Hargesheimer próbował utrzymać porządek myśli, odliczał dni i powtarzał z pamięci Psalm 23, którego nauczył się jeszcze w młodości. Nie miał pewności, czy amerykańskie dowództwo uznało go za zaginionego, czy za poległego. Nie wiedział też, że mieszkańcy północnego wybrzeża widzieli z daleka spadający samolot i podczas wypraw w górę rzeki wypatrywali śladów pilota.

 


Głosy nad rzeką

Trzydziestego pierwszego dnia pobytu w dżungli Hargesheimer usłyszał głosy dochodzące od strony rzeki. Był tak słaby, że nie mógł mieć pewności, czy zbliżają się ludzie gotowi mu pomóc, czy ktoś, przed kim powinien uciekać. Gdy łowcy dotarli do polany, zobaczyli brodatego, wychudzonego i skrajnie wyczerpanego lotnika. Według późniejszych relacji Hargesheimer rozpłakał się, bo po raz pierwszy od zestrzelenia przestał być całkowicie sam.

Mężczyźni, którzy go odnaleźli, należeli do ludu Nakanai. Przybyli z północnego wybrzeża, płynąc czółnem w górę rzeki. Dla Hargesheimera to spotkanie było początkiem kolejnego etapu wojennej historii: już nie samotnej walki z dżunglą, lecz miesięcy ukrywania na wyspie kontrolowanej przez Japończyków. Decyzja mieszkańców, by zabrać nieznajomego lotnika i nie wydać go patrolom, mogła narazić całą ich społeczność na śmiertelne ryzyko.

Łowcy z ludu Nakanai zabrali Hargesheimera z nadrzecznej polany i przewieźli go czółnem do nadmorskiej osady Ea Ea. Dla 27-letniego pilota nie był to jeszcze koniec strachu. Przed lotami nad okupowanym terenem aliantów ostrzegano, że po zestrzeleniu mogą trafić nie tylko na wrogie patrole, ale również na ludzi, których języka i intencji nie będą w stanie zrozumieć. Dopiero kolejne godziny pokazały mu, że znalazł się wśród osób gotowych podjąć dla niego ryzyko. "Los Angeles Times", powołując się na relację Associated Press, podawał, że mieszkańcy wyspy ukrywali go później przed japońskimi patrolami przez siedem miesięcy.

Pierwsze znaki zaufania pojawiły się jeszcze zanim dotarł do wioski. Według późniejszych relacji jeden z miejscowych przywódców miał pokazać mu wiadomość od australijskiego oficera, z której wynikało, że Nakanai pomagali już alianckim lotnikom. Hargesheimer wciąż był skrajnie osłabiony, ale zaczął rozumieć, że nie trafił w ręce ludzi, którzy chcą wydać go Japończykom. Kiedy usłyszał znaną melodię pieśni religijnej śpiewanej w miejscowym języku, poczuł, że po tygodniach samotności znalazł się bliżej świata, który potrafił rozpoznać.

 


Wioska pod obserwacją

Ea Ea znajdowała się na wyspie kontrolowanej przez wojska japońskie. Ocalenie amerykańskiego pilota oznaczało więc dla mieszkańców codzienne zagrożenie. Musieli go nakarmić, ukryć, leczyć i pilnować, by informacja o jego obecności nie dotarła do patroli. Nie mogli przewidzieć, jak długo potrwa wojna ani kiedy pojawi się szansa na ewakuację. Każdy dzień zwiększał ryzyko, że ktoś zauważy ślady obcego człowieka, usłyszy plotkę albo wymusi na wiosce odpowiedzi podczas przeszukania.

Hargesheimer wiele czasu spędzał w szałasie ukrytym na bagnistym terenie. Gdy w pobliżu pojawiało się niebezpieczeństwo, mieszkańcy używali ustalonych sygnałów. Dźwięk muszli ostrzegał go, że ma natychmiast zejść z widoku i ukryć się głębiej w zaroślach. Jeśli uciekał w butach i zostawiał ślady na piasku, dzieci zacierały je prowizorycznymi miotłami. W ten sposób cała społeczność uczestniczyła w ochronie człowieka, którego kilka tygodni wcześniej nikt z nich nie znał. 

Jednym z najbliższych opiekunów pilota był Joseph Gabu. Kiedy pewnego dnia alarm zastał Amerykanina poza kryjówką, Gabu zaprowadził go do lasu i kazał wspiąć się wysoko na drzewo eukaliptusowe. Hargesheimer spędził tam noc, nie mogąc zejść, dopóki nie minęło zagrożenie. Rano był pogryziony przez komary, ale nadal pozostawał poza zasięgiem żołnierzy. Takich sytuacji miało być więcej: krótkie sygnały, szybkie decyzje i zaufanie do ludzi, którzy znali teren znacznie lepiej niż on. 

 


Choroba i "susu"

Po tygodniach głodu i wysiłku organizm Hargesheimera zaczął odmawiać posłuszeństwa. Zachorował na malarię, miał silne dreszcze, gorączkę i tracił siły. W relacjach pojawia się również czerwonka, która dodatkowo wyniszczała go po czasie spędzonym w dżungli. Mieszkańcy Ea Ea karmili go i opiekowali się nim, ale w pewnym momencie nie był już w stanie przyjmować zwykłego jedzenia. Poprosił o mleko, którego w osadzie nie było.

Wtedy misjonarz Apelis zapytał, czy przyjmie "susu". Po chwili przyprowadził swoją żonę Idę, młodą matkę karmiącą miesięczne dziecko. Kobieta odciągała własne mleko do kubka i podawała je choremu lotnikowi. Według relacji przywoływanych przez amerykańskie media trwało to ponad dziesięć dni. Hargesheimer wspominał później ten gest jako jeden z momentów, które przesądziły o jego przeżyciu. Nie chodziło wyłącznie o pożywienie, ale o decyzję kobiety, która podzieliła się tym, co miała najcenniejszego dla własnego niemowlęcia. 

W osadzie nazywano go "Mastah Preddi", bo dzieci nie potrafiły wymówić jego imienia tak, jak brzmiało po angielsku. Z czasem przestał być tylko ukrywanym żołnierzem. Uczył się prostych słów w języku pidgin, obserwował codzienne życie Nakanai, uczestniczył w nabożeństwach prowadzonych przez miejscowych chrześcijańskich misjonarzy i próbował odzyskać siły. Nadal jednak był człowiekiem ściganym na okupowanej wyspie. Pomoc, którą otrzymywał, mogła kosztować mieszkańców znacznie więcej niż utratę żywności czy miejsca w szałasie.

 


Ewakuacja po miesiącach ukrywania

Za liniami wroga działali australijscy obserwatorzy wybrzeża i komandosi, którzy przekazywali aliantom informacje o ruchach Japończyków oraz pomagali wyprowadzać z wyspy ocalałych lotników. To dzięki nim zaczęto przygotowywać ewakuację Hargesheimera. Nie można było po prostu zabrać go z wioski w biały dzień. Trzeba było wybrać odpowiedni moment, skoordynować kontakt z morza i przeprowadzić wszystko tak, aby nie ściągnąć represji na Ea Ea.

W lutym 1944 roku, około osiem miesięcy po zestrzeleniu, Hargesheimer został doprowadzony na wybrzeże i zabrany przez amerykański okręt podwodny USS Gato. "Los Angeles Times" podawał, że operację przeprowadzono z pomocą australijskich komandosów działających za japońskimi liniami. Dla pilota był to powrót do alianckiego świata, a dla mieszkańców osady koniec wielu miesięcy napięcia, ukrywania i ostrożności.

Kiedy opuszczał Nową Brytanię, wiedział już, że nie przeżył wyłącznie dzięki własnej wytrzymałości. Najpierw utrzymał się przy życiu w dżungli, ale później jego los zależał od ludzi, którzy karmili go, leczyli, ostrzegali przed patrolami i nie wydali go mimo zagrożenia. Po wojnie mógł wrócić do Stanów Zjednoczonych i zamknąć ten rozdział. Zamiast tego pamięć o Ea Ea stała się początkiem zobowiązania, które miało zająć mu kolejne dekady życia.

 


Powrót

Po wojnie Fred Hargesheimer wrócił do Stanów Zjednoczonych. Był już żonaty z Dorothy Sheldon, a do 1949 roku miał troje dzieci: Richarda, Erica i Carol. W 1951 roku rozpoczął pracę w firmie z Minnesoty, która później stała się częścią branży komputerowej. Z zewnątrz jego życie mogło wyglądać jak spokojny powrót byłego pilota do cywilności, ale Nowa Brytania nie zniknęła z jego pamięci. Korespondował z misjonarzem, pytał o mieszkańców Ea Ea i coraz częściej wracał do pytania, jak może realnie pomóc ludziom, którzy w czasie wojny narażali dla niego własne bezpieczeństwo.

W 1960 roku odbył samotną podróż na Nową Brytanię. Wykorzystał rodzinne pieniądze przeznaczone na wakacje i przeleciał około 11 tys. mil, żeby po raz pierwszy od ewakuacji zobaczyć osadę, w której ukrywano go przed japońskimi patrolami. Gdy dotarł na miejsce, mieszkańcy czekali na brzegu. Spotkał m.in. Lauo, Josepha Gabu oraz Idę, kobietę, która podczas jego choroby karmiła go własnym mlekiem. Jej syn miał wtedy 16 lat. Dla Hargesheimera ta wizyta nie zakończyła się zwykłym podziękowaniem. Po rozmowach z misjonarzem zrozumiał, że najbardziej potrzebna jest w wiosce szkoła.

Po powrocie do Minnesoty zaczął zbierać fundusze. Odwiedzał krewnych, grupy kościelne i lokalne organizacje, opowiadając o wiosce na Pacyfiku, która w czasie wojny uratowała mu życie. W ciągu trzech lat zebrał 15 tys. dolarów, głównie z niewielkich wpłat po kilka i kilkanaście dolarów. W 1963 roku wrócił na wyspę z 17-letnim synem Richardem, aby rozpocząć budowę pierwszej stałej szkoły podstawowej w Ewasse, osadzie położonej niedaleko Ea Ea.

 


Szkoła, która zmieniła wioskę

Airmen’s Memorial School otwarto w 1964 roku. Budynek miał cztery klasy, betonową podłogę, metalowy dach i solidne ściany, co w tamtym miejscu oznaczało ogromną zmianę. Do pracy sprowadzono nauczycieli z Nowej Gwinei, wolontariuszy ze Stanów Zjednoczonych i australijskiego kierownika szkoły. Pierwszy rocznik liczył 40 uczniów. Dla dzieci z okolicznych osad była to szansa na edukację bez konieczności opuszczania własnej społeczności.

Na jednej placówce się nie skończyło. W 1969 roku fundusz Hargesheimera pomógł zbudować bibliotekę przy szkole oraz klinikę w Ewasse. W tym samym czasie szkolna działka z palmami olejowymi zaczęła mieć znaczenie gospodarcze. Uprawy otworzyły drogę do większej plantacji, która później dawała pracę mieszkańcom rejonu Bialla. Pomoc byłego pilota nie polegała więc wyłącznie na wysłaniu pieniędzy z daleka. Z czasem zaczęła wpływać na edukację, zdrowie i lokalne źródła utrzymania.

W 1970 roku, gdy dzieci Hargesheimerów były już dorosłe, Fred i Dorothy podjęli decyzję, która dla wielu Amerykanów mogła wydawać się niezrozumiała. Opuścili wygodne życie w Stanach Zjednoczonych i przenieśli się na Nową Brytanię. Przez cztery lata sami uczyli miejscowe dzieci oraz pomagali przy budowie kolejnej szkoły w Noau, u podnóża wulkanu Mount Ulawan. Dorothy wspominała później, że mimo problemów z transportem, zaopatrzeniem i różnicami kulturowymi, był to jeden z najlepszych okresów ich życia.

Małżonkowie opuścili Nową Brytanię w 1974 roku, ale kontakt z wyspą nie został przerwany. Po śmierci Dorothy w 1985 roku Fred nadal wracał tam co dwa lub trzy lata, przekazując kolejne środki i sprawdzając projekty, które pomagał tworzyć. Z czasem przestał być dla mieszkańców tylko dawnym lotnikiem z czasów wojny. Stał się człowiekiem, który konsekwentnie wracał do miejsca, w którym kiedyś dano mu drugą szansę.

 


Ostatnia podróż

W 2000 roku lud Nakanai uhonorował Hargesheimera tytułem Suara Auru, tłumaczonym jako "Chief Warrior" - wódz wojownik. Było to jedno z najwyższych wyróżnień, jakie mógł otrzymać od społeczności, która znała go od czasów wojny jako "Mastah Preddi". W tym samym okresie próbował także zamknąć osobisty wątek związany z dniem zestrzelenia. W 1999 roku, z pomocą pasjonatów historii II wojny światowej, dotarł do rodziny japońskiego pilota Mitsugu Hyakutomiego, którego wskazywano jako człowieka odpowiedzialnego za zestrzelenie jego samolotu. Żona Hyakutomiego przekazała mu, że jej mąż mówił kiedyś, iż nie strzelał do bezbronnych lotników opadających na spadochronach. 

Ostatnią podróż na Nową Brytanię Hargesheimer odbył w 2006 roku, mając 90 lat. Podczas tej wizyty zobaczył miejsce, w którym odnaleziono szczątki jego wojennego samolotu. Najpierw przetransportowano go helikopterem w rejon rzeki Pandi, a później mężczyźni z ludu Nakanai nieśli go w krześle przez dżunglę do wraku maszyny. Dla człowieka, który w 1943 roku wyskoczył z płonącego F-5 i przez ponad miesiąc nie wiedział, czy przeżyje, był to powrót do punktu, od którego zaczęła się cała historia.

Podczas tej samej wizyty uczestniczył w otwarciu nowej biblioteki przy szkole w Noau. Według relacji z 2008 roku, szkoły związane z jego fundacją miały łącznie około 500 uczniów i setki absolwentów, wśród których byli już ludzie z wyższym wykształceniem. Jedną z osób, które przejęły później odpowiedzialność za jego fundację w Nowej Gwinei, była Garua Peni - dawna uczennica, która zdobyła dyplom z lingwistyki w Australii. 

Fred Hargesheimer zmarł 23 grudnia 2010 roku w Lincoln w stanie Nebraska. Miał 94 lata. W amerykańskich nekrologach opisywano go jako pilota II wojny światowej, który po ocaleniu przez mieszkańców Nowej Brytanii poświęcił kolejne dekady na budowę szkół i wsparcie społeczności, która uratowała mu życie.

 


Źródła:

https://www.nbcnews.com/id/wbna40796005

https://www.latimes.com/local/obituaries/la-me-fred-hargesheimer-20101225-story.html

https://pl.findagrave.com/memorial/63256327/frederic-grant-hargesheimer

https://www.loc.gov/item/afc2001001.56930

https://www.nytimes.com/2010/12/24/world/24harg.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Fred_Hargesheimer

<

Tagi:

wojna ,  historia , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót