Wiktoria jest z ciężko chorym Maksem w Barcelonie na leczeniu. Na Ukrainie została cała jej rodzina, mąż, dwójka pozostałych dzieci, mama, babcia, siostra.

 

- Nie mogą wyjść na ulicę, są w schronie, nie wiemy, co dalej będzie, jestem przerażona – Wiktoria płacze do słuchawki. Już rano dostała film, na którym widać, jak rosyjski samolot przelatuje nad ich domem. Ona w Hiszpanii jest sama, bez nikogo bliskiego. Do strachu o zdrowie Maksa doszedł lęk o zostawionych na Ukrainie bliskich.

 

Wiktoria z synem.

 

- Sytuacja tych matek jest teraz tragiczna, wiele z nich wyjechało z Ukrainy i są na leczeniu w różnych częściach Europy czy świata. Niektóre zostały bez pieniędzy, bo ukraińskie karty nie działają, nie można zrobić przelewów – mówi Agnieszka Żebrowska – Nowotna, która pomaga zebrać na leczenie ukraińskich dzieci w Polsce.

 

W takiej sytuacji jest Yana, mama Nikity. Jest z synem na leczeniu w Turcji. Powinna zapłacić za wynajęte mieszkanie, ale nie może wypłacić pieniędzy z karty. Jutro chce założyć konto w tureckim banku, ale boi się, że przelew z Ukrainy tez nie przejdzie.

 

- Mam informacje z domu, że bankomaty są puste, część banków nie pracuje, w sklepach brakuje podstawowych artykułów. W kraju jest chaos, brakuje leków w aptekach, niektórym udało się wyjechać, reszta nie wie, co ma dalej robić.

Yana z synem jest w Turcji.

 

Rodzina Yany jest w Białej Cerkwi niedaleko Kijowa. W nocy były strzały, w dzień było w miarę spokojnie. Ale wszyscy się boją, nie wiedzą co będzie dalej. Yana liczy na to, że uda się jakoś przetransferować pieniądze, bo inaczej będzie jej bardzo ciężko. Zbiórki na Ukrainie już nie prowadzi, bo i nie ma jak. Została ta w Fundacji Siepomaga w Polsce.

 

- Nikita nie czuje się najlepiej, do tego dochodzi strach o najbliższych. Nie wiem, co będzie dalej, chciałabym, żeby ta wojna się już skończyła – wzdycha ciężko Yana.

 

Irina, mama Mirona też martwi się o najbliższych. Jest z synem w Barcelonie, podobnie jak Wiktoria. Udało jej się przed atakiem Rosjan wysłać z ukraińskiej zbiórki pieniądze do barcelońskiej kliniki.

 

- Mamy uzbierane 75 procent na leczenie dziecka, na Ukrainie nie ma już szans, żeby cokolwiek nazbierać. Mam zbiórkę w Polsce, mogę liczyć już tylko na dobre serce Polaków – mówi Irina.

 

Irina martwi się o najbliższych.

 

Mieszkali w Doniecku, ale mężowi udało się wyjechać, co nie oznacza, że jest bezpieczny. Irina w Barcelonie jest już od dawna, czasami mąż przyjeżdżał do niej, choćby raz na kilka miesięcy. Teraz straciła nadzieję, że go szybko zobaczy.

 

Julia, która jest z synem Matvi w Turcji, mówi, że ma wieści z domu, że nocą ma być ostrzał od strony morza na Odessę. Bardzo się boi, bo pod Odessą jest cała jej rodzina.

 

- Rozmawiałam z nimi, strasznie się nadchodzącej nocy boją, dostaję od nich filmy. Widać pociski, jeden wybuchł koło naszego domu. Jesteśmy załamani, nie wiemy, co dalej będzie – mówi Julia.

 

Zdjęcie wysłane przez Julię.

 

 

Najbardziej chciałaby ściągnąć całą rodzinę do Turcji, ale wie, że to teraz niemożliwe.

 

Julia z synkiem.

 

Jedyna pociecha, że Matvi czuje się coraz lepiej. Ma za sobą trzy cykle chemioterapii, 4 marca ma mieć kontrolny tomograf. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, chłopiec w sierpniu weźmie ostatnią chemioterapię. Tylko, czy uda im się wrócić do domu? Czy rodzina będzie w komplecie?

 

 Możecie wspomóc chore dzieci wpłacając na ich zbiórki:

https://www.siepomaga.pl/matvi

https://www.siepomaga.pl/maks-nazarenko

https://www.siepomaga.pl/miron

https://www.siepomaga.pl/nikita-wozny

 

 

Tagi:

pomoc,  wojna,  ukraina,  społeczeństwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz