Partner: Logo KobietaXL.pl

- Cóż, trudno się nie załamać w takiej sytuacji. Dalej leczę się na depresję. Ale dzieci są całym moim światem i choć nie jest łatwo, chcę patrzeć na życie z optymizmem – mówi Daria.

 

Pierwszej ciąży nie planowała, sama była jeszcze prawie dzieckiem. Ale dbała bardzo o siebie, kiedy Patryk przyszedł na świat, stał się jej oczkiem w głowie. Chłopca wychowywała na początku sama, bo nie jest z biologicznym ojcem dziecka. Kiedy Daria poznała obecnego partnera, tak naprawdę to on stał się prawdziwym ojcem Patryka.

 

- I wszystko było w porządku. Patryk świetnie się rozwijał. Kiedy miał półtora roku dostał szczepienie na świnkę, odrę i różyczkę. Dokładnie 48 godzin po tym zaczął się dramat, spadł z kanapy, płakał, wymiotował, stracił przytomność – opowiada Daria. - Natychmiast pojechaliśmy do szpitala, dyżur miała nasza rodzinna lekarka, która zlecała szczepienie. Okazało się, że może mieć ono związek ze stanem Patryka. Syn dostał zapalenia mózgu, trafił natychmiast na OIOM do Gdańska.

 

 

Daria z chłopcami.

 

Zaczęły się ataki padaczki, doszedł do tego prawostronny niedowład. U Patryka wykryto wirusa cytomegalii i jak mówi Daria, lekarze twierdzą, że to był powód, że chłopiec tak mógł zareagować na szczepienie. Od tamtej pory nie dostał już żadnej szczepionki.

Choroba jednak pozostała z Patrykiem, chłopiec nie mówi, nie chodzi, nosi pieluchę. Często krzyczy bez powodu, jest nadpobudliwy. Powracające ataki padaczki potrafią zniweczyć całą pracę, którą w rehabilitację syna wkładają rodzice.

 

 Patryk z Jasiem.

 

- Ale dopóki Patryk był jedynakiem, miałam wrażenie, że dam radę wszystko to dźwigną. Zaszłam w kolejną ciążę, była wielka radość, że urodzę drugiego synka – opowiada Daria. - Za chwilę nadszedł kolejny cios. W 24. tygodniu ciąży podczas badań okazało się, że jelita Jasia są poza jego ciałem, że cierpi na tak zwane wytrzewienie. To był szok.

 

Już kilka godzin po porodzie, Jaś trafił na stół operacyjny.

 

- Przez wiele dni walczył o życie, a ja tak bardzo się bałam. Widok synka po operacji był bardzo ciężkim przeżyciem. Jaś urodził się 28 grudnia, do domu wróciliśmy dopiero w marcu. Niestety zaledwie na kilka dni, 27 marca Patryś dostał kolejnego ataku padaczki, tak silnego, że znalazł się znów na OIOM-ie. Potem znów szpital, Jaś zachorował na zapalenie płuc – opowiada Daria. - Tak naprawdę żyjemy między domem a szpitalem. Operacja się udała, ale Jaś wymaga specjalnej opieki, choć oczywiście jest duża szansa na to, że w przyszłości będzie zupełnie zdrowym chłopcem.

 

Jednak ciągła walka o zdrowie dzieci podkopała psychikę Darii. Szczególnie, że musi mierzyć się z hejtem, bo wiele osób ją obciąża winą za choroby synów.

 

- Na zbiórce, która założyłam na leczenie chłopców jest napisane, że jeden z nich cierpi na zespół abstynencyjny – wzdycha Daria. - Chodzi o Jasia, bo po operacji i długim pobycie w szpitalu, uzależnił się od leków przeciwbólowych. Ale każdy, kto to przeczyta, hejtuje mnie, że ćpałam albo piłam w ciąży. Nigdy niczego takiego bym nie zrobiła. Z tym też nie jest łatwo. Bo dla niektórych sam fakt, że jestem młodą matką nie oznacza, że dzieci nie kocham. A ja kocham ich nad życie, zrobiłabym dla nich dosłownie wszystko.

 

Daria i jej partner nie pracują, żyją z zasiłków pielęgnacyjnych. Nie ma mowy, by jedna osoba dała sobie radę z dwójka chorych dzieci. Daria ma problem z blizną po cesarskim cięciu, Jaś ma zaledwie 9 miesięcy, od dźwigania ponad trzyletniego Patryka już wysiada jej kręgosłup. Nie ma jednak za bardzo czasu, by zająć się swoim zdrowiem.

 

- Obaj wymagają troski i uwagi. Patryk ciągłej rehabilitacji, a ta kosztuje majątek. Jeździ na kilka godzin dziennie do przedszkola, jest moment wytchnienia – opowiada Daria. - Ale przecież w domu też trzeba wszystko ogarnąć. Zasiłki pielęgnacyjne wykluczają pójście do pracy. Mój partner chciałaby móc dorobić, nie ma jak. Liczymy na to, że jeśli się uda Patryka usprawnić, dam radę zając się dwójką dzieci, a wtedy on zacznie zarabiać.

 

 

Jaś i Patryk.

 

Dlatego Daria otworzyła zbiórkę na leczenie chłopców. Patryk potrzebuje pionizatora, specjalnego wózka, specjalnego krzesła, turnusów rehabilitacyjnych, a jeden turnus kosztuje 8 tysięcy złotych.

 

- Ja żyję jak na gigancie, ciągle drżę o dzieci. Kiedy Jaś zaczyna wymiotować, staje mi serce, kiedy Patryk ma atak padaczki, cierpię razem z nim. Patryk wymaga też dodatkowej diagnostyki, chcę wiedzieć, jak można mu pomóc. Ale nie chcę na to patrzeć w jakiś zły sposób – mówi Daria. - Jestem jeszcze młoda, muszę się wiele nauczyć. Czasami człowiek nie wytrzymuje i coś w nim pęka. Ale trzeba szybko stanąć na nogi. Będę walczyć o synów do końca.

 

Magdalena Gorostiza

 

Możecie wspomóc leczenie chłopców wpłacając na ich zbiórkę: https://www.siepomaga.pl/patryk-i-jas?fbclid=IwAR3-Sit8NinvSvxYw7w-GshtL0ccYl9j_AnaqjwCeUrdpyecmTK4ldmIBUM

 

 

 

Tagi:

pomoc ,  zbiórka ,  społeczeństwo , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót