Decyzja o rozstaniu nigdy nie jest łatwa, szczególnie, gdy w grę wchodzi wieloletni związek, są często w nim dzieci, wspólny majątek. Czasami jednak trzeba. Jak to przetrwać?

Rozpad związku porównać można pod względem doświadczeń psychologicznych do procesu żałoby po śmierci bliskiej osoby. Wedle psychoterapeutki i psychiatry Elisabeth Kubler – Ross , pracującej z osobami śmiertelnie chorymi, proces żałoby podzielić możemy na kilka etapów: zaprzeczanie, gniew, targowanie, depresja i na końcu jest wreszcie akceptacja. Problem się nasilił, bo sytuacja ostatnich kilku miesięcy, „lockdown” spowodowany pandemią, przyczyniły się do pogorszenia jakości czy też rozpadu wielu związków i rodzin. By móc lepiej rozumieć i radzić sobie w tej niezwykle trudnej oraz kryzysowej sytuacji warto przyjrzeć się tym etapom i wynikających z nich  myślom, odczuciom, które podczas nim nam towarzyszą. To różne uczucia i stany emocjonalne: złość, gniew, rozżalenie, poczucie winy, wstydu, odrzucenia.

 

Ale zaczynamy od zaprzeczania? Dlaczego?

Nawet jeśli w waszym związku nie układało się już od dłuższego czasu dobrze, ostateczną decyzję o rozstaniu podejmuje najczęściej jedna ze stron. Niestety bardzo rzadko zdarza się, że rozstanie jest wspólną i zgodną decyzją obydwu partnerów, małżonków. Z reguły to jedna strona podejmuje decyzję, może być to moment, w którym jedna z osób decyduje się na złożenie oficjalnego pozwu o orzeczenie rozwodu, postanawia wyprowadzić się z wspólnego miejsca zamieszkania. Sytuacja ta często pokrywa się w czasie z chwilą, w której konflikt zaczyna eskalować i przybierać na sile. Ostateczna decyzja o rozstaniu stawia bowiem partnerów na dwóch przysłowiowych „krańcach barykady” – jedna osoba staje się porzucającą, druga porzuconą, co warunkuje poczucie krzywdy i wzbudza całą gamę negatywnych odczuć i emocji. Często wówczas przynajmniej u jednej ze stron pojawiać się może szok i niedowierzanie: Nie, to nie dzieje się naprawdę, to nie może być prawda, czy to naprawdę już koniec? Być może wasz związek już jakiś czas temu przestał zaspakajać wasze fizyczne, emocjonalne i psychiczne potrzeby, nie czuliście się w nim szczęśliwi, coraz częściej pojawiały się między wami kłótnie, konflikty lub wręcz przeciwnie, apatia i zobojętnienie. Niezależnie od tego jak długo taki stan rzeczy utrzymywał się pomiędzy wami – moment, w którym dochodzi do formalnego zakończenia związku jest zawsze kryzysowy. Z reguły bowiem jakaś część nas obawia się tego najbardziej i dąży do podtrzymania tzw. statusu quo, a więc tego co było, trwało, co mieliśmy dotychczas,  utrzymania nawet niesatysfakcjonującego już nas związku, dotychczasowego stanu rzeczy. Jest to efekt lęku przed zmianą, wolimy tkwić w tym co znamy, w tym do czego jesteśmy już w jakiś sposób przywiązani i przyzwyczajeni. Mechanizm psychologiczny warunkujący podtrzymanie statusu quo pojawiać się może w bardzo wielu sferach życia: jako lęk przed zmianą miejsca pracy, nawet jeśli z obecnej jesteśmy niezadowoleniu lub nie czujemy się w niej spełnieni, czy choćby jako niechęć do zmiany nawyków żywieniowych lub porzucenia podejmowania działań oraz zachowań, które nam nie służą. Dlaczego tak się dzieje? Zmiana jest trudniejsza niż pozostanie w tym co pewne i znajome. Zmiana przynosi bardzo nielubiane przez nas uczucie niepewności, wzbudza obawy dotyczące tego, że może się nam się najzwyczajniej w świecie nie udać – staniemy się trwale bezrobotni, nie będziemy w stanie wytrwać w naszych postanowieniach. W związku podtrzymanie statusu quo wiąże się z lękiem przed samotnością, obawiamy się, że po odejściu partnera czy od partnera już nigdy z nikim nie będziemy. Często przekonania te podsycane są przez dokonywaną przez nas wówczas ocenę norm społeczno – kulturowych – kto będzie chciał związać się z kobietą po 40, 50…? Kto będzie chciał być z samotną matką dwójki dzieci? Lęk przed samotnością oraz przekonania związane z tym, że już „nikt nas nigdy nie pokocha” często karzą nam trwać dalej w nieszczęśliwym związku, zamiast zaryzykować i realizować swoje szczęście gdzie indziej, inaczej i być może z kimś innym.

Etap zaprzeczania kończy się w momencie gdy uświadomisz sobie, że to naprawdę koniec, że wasz związek dobiegł do kresu swojego istnienia, gdy nie możesz już dłużej oszukiwać rzeczywistości. Moment ten jest jednocześnie początkiem kolejnego stadium tzw. gniewu.

 

Wtedy może zacząć się etap obwiniania partnera za wszelkie niepowodzenia, których doznaliśmy? Eskalacja „działań wojennych” się nasila?

Koniec  związku wiąże się z doświadczeniami całego spektrum uczuć i emocji – z reguły tych, które potocznie nazywamy „negatywnymi”, a więc złości, wściekłości, smutku, rozżalenia, przygnębienia, frustracji itp. W psychologii unikamy tak pejoratywnego podziału emocji na pozytywne i negatywne. Wszystkie emocje są nam bowiem potrzebne do sprawnego funkcjonowania i niosą ważne dla nas informacje. Smutek pojawiać się może w sytuacji, w której czujemy, że utraciliśmy coś co było dla nas ważne. Złość czy gniew mogą być związane z tym, że oceniamy, iż partner czy małżonek  nas oszukał, zawiódł nasze zaufanie, zdradził. Frustracja będzie oznaczała, że czujemy, iż nasza możliwość realizacji ważnych dla nas celów czy zaspakajania potrzeb wynikających z bycia w związku została zablokowana. Właśnie z tego powodu nie powinniśmy oceniać tych stanów emocjonalnych jako negatywnych, choć z całą pewnością są to uczucia, których wolelibyśmy unikać i doświadczać ich w swoim życiu jak najrzadziej. Niezależnie od tego jakich uczuć doświadczasz, warto zaakceptować ten stan rzeczy, przyjąć, że masz prawo tak właśnie się czuć. Jeżeli zaczniesz ignorować swoje odczucia, prędzej czy późnej one powrócą i mogą utrudniać ci dalsze funkcjonowanie czy po prostu życie.

Trzecim etapem żałoby pojawiającym się po zakończeniu związku jest targowanie się. Jeśli to nie ty zdecydowałaś o ostatecznym zakończeniu związku, w pewnym momencie może się pojawić się u Ciebie gotowość do podjęcia działań zmierzających do naprawy tego co się „popsuło”. Podejmujesz wówczas różnorodne często rozpaczliwe próby odzyskania partnera. Jeśli zakończenie związku były wynikiem twojej inicjatywy partner może podejmować różne próby odzyskania ciebie. Często może okazać się, że to próby są sprzeczne jeśli nie przynoszą pożądanych rezultatów np. z jednej strony partner przesyła ci prezenty, kwiaty, zaprasza na wspólny wyjazd na weekend, wyjście na kolację, z drugiej zaś strony gdy te zabiegi nie spotykają się z twoją aprobatą i zainteresowaniem może przerodzić się to w stosowanie gróźb w stylu: zniszczę cię w postępowaniu sądowym, zabiorę ci dzieci, zabiorę ci wszystko, cały majątek, zostaniesz z niczym. Takie komunikaty mają wzbudzić strach i obawy o słuszność podjętej przez nas decyzji. Jeśli dodatkowo to partner był głównym żywicielem rodziny, rodzi to niepewność o przyszłość, o tak jak poradzimy sobie choćby pod względem finansowym. Niezależnie od tego z czyjej inicjatywy ostatecznie związek się zakończył, takie zachowania są próbą przywrócenia tego co znajome, stanowią wyraz oporu przed zmianą, wynikają z obawy o to jak poradzimy sobie bez małżonka, partnera, o to jak przeżyją to dzieci, czy będziemy mieli za co żyć i zaspokoić najważniejsze potrzeby swoje i najbliższych w szczególności zależnych od nas dzieci. To jest bardzo trudny moment, pełen różnych lęków o przyszłość.

 

Można rzec, moment przełomowy. Bo znika resztka nadziei, dla osoby porzuconej często „świat się kończy”. Zaczyna się bardzo ciężki etap, kiedy pogrążamy się w czarnych myślach. Jak go przejść?

No tak, czujesz się zawiedziona, zdradzona, opuszczona kolejny raz, bo twoje próby powrotu do partnera nie powiodły się. O ile na etapie gniewu mogłaś doświadczać głównie uczuć, które możemy ocenić jako konfrontacyjne: złość, irytację, wściekłość, rozdrażnienie teraz przychodzi czas na emocje wycofania: smutek, przygnębienie, niepokój, cierpienie. Wspomniana autorka opisywanego procesu, Elisabeth Kubler – Ross, wyróżnia dwa rodzaje depresji w okresie żałoby: reaktywną oraz przygotowawczą. Depresja reaktywna jest odpowiedzią na zaistniałą sytuację, sprawia, że koncentrujesz się na własnym stanie i emocjach, których doświadczasz. Depresja przygotowawcza również wiąże się z obniżeniem nastroju, ale jest fazą przygotowującą nas do kolejnego etapu, akceptacji. To jest najgorszy moment na prowadzenie jakichkolwiek negocjacji, dzielenia się opieką nad dziećmi, majątkiem. Wszelkie sprawy sądowe prowadzone na tym etapie zaostrzają konflikt pomiędzy tobą, a partnerem; postępowania sądowe z reguły ukierunkowują naszą uwagę na przegarną lub wygraną, jest to sytuacja w której każda ze stron, kierując się głównie własnymi przekonaniami stara się uzyskać w takim postępowaniu jak najwięcej dla siebie, wygrać, pokonać drugą stronę, urzeczywistnić swoją rację. I dopóki trwają takie postępowania trudno mówić o akceptacji, ale można przebieg procesu żałoby intencjonalnie wspierać, domykając związek, choćby w sposób symboliczny. Warto to zrobić, bo koniec związku to jednak nie koniec świata, choć tak się może na pewnych etapach rozstania wydawać. I przejść do akceptacji, czyli ostatniej fazy całego procesu.

 

Znam wiele osób, które z perspektywy czasu zupełnie inaczej oceniają rozpad swojego związku. Najpierw traktowały to jako wielką tragedię, teraz uważają, że im nowe skrzydła u ramion wyrosły.

Przecież każdy koniec stanowi jednocześnie początek. Można zatem stwierdzić, że koniec jest jedynie fazą przejścia oraz inicjacji, w tym przypadku nowego etapu naszego życia. Domknięcie procesu żałoby po rozstaniu bywa także cenną lekcją. Dzięki temu doświadczeniu możemy lepiej poznać siebie, swoją prawdziwą naturę, zrozumieć co doprowadziło do zakończenia relacji, jaki był w tym nasz udział, czy czego byśmy już w przyszłych związkach woleli uniknąć tak w sobie, jak i w partnerze. Doświadczenie straty, rozstania może zatem konstruktywnie wpłynąć na proces naszego rozwoju, wzrostu tak emocjonalnego, jak i duchowego.   

Każdy proces żałoby po rozstaniu przebiega indywidualnie, niejako w swoim tempie. Nie należy narzucać sobie ram  czasowych pod tytułem „do 5 dnia następnego miesiąca, będę w trzeciej fazie”. Nasza przestrzeń stała się ostatnio miejscem różnych popularnych w mediach społecznościowych wyzwań tak w kwestiach dietetycznych, osiągania wymarzonej sylwetki, jak i rozwojowych, trochę jak „lepsze życie w pięć tygodni”. Takie nastawienie mocno ukierunkowuje naszą uwagę na cel. Do tego stopnia, że często zapominamy, że żeby dany cel osiągnąć należy przejść określoną drogę, wykonać określoną pracę, zadanie. Żałoba jest procesem, a nie celem do realizacji, przejście jej trudnego szlaku doprowadzi nas do akceptacji i inicjacji nowego etapu życia, ale nie ma tu dróg na skróty. Trzeba dać sobie czas, z akceptacją i wyrozumiałością przyjmować swoje uczucia, które się pojawiają, otulać się ważnością te „trudne” stany emocjonalne, zadbać o siebie, swój komfort i dobrostan. Zawsze można zwrócić się po pomoc do specjalisty czy to psychologa, czy psychoterapeuty. Taka pomoc, nie jest objawem słabości, nie jest świadectwem tego „jak bardzo sobie nie radzisz”, ale stanowi wyraz odwagi do sięgania po to czego potrzebujesz, aby pokonać trudności i lepiej radzić sobie z wymagającymi doświadczeniami w przyszłości. I kiedy pokonamy tę trudną drogę, to będzie kolejna lekcja, którą dostajemy od życia. I faktycznie może okazać się na końcu, że mamy nowe, zupełnie inne skrzydła.

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

rozstanie,  związek,  toksyczny związek,  żałoba, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót