Przeczytałam materiał o kobiecie, która nie zgodziła się na rozwód, choć jej mąż ma kochanki. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że podjęła dobrą decyzję. Mój nawet kochanek nie miał, ale uwierzyłam, że rozwód zmieni moje życie. Że będzie, jak w większości książek czy filmów, poznam tego jedynego. Że po burzy zaświeci słońce… Nic z tego, zostałam sama z dziećmi i nie mam w nikim oparcia.

 

Nasz małżeństwo nie była ani dobre, ani złe, myślę, że takich są tysiące. Bywały dni lepsze i gorsze, było znużenie, bo mamy dwoje dzieci, a co za tym idzie nadmiar obowiązków. Kłóciliśmy się czasami, zaczęliśmy się od siebie oddalać. Można było przeczekać. Ale ja naczytałam się mądrych książek, posłuchałam tak zwanych coachów, postanowiłam rozmówić się z mężem. Okazało się, że miał podobne odczucia – zmęczenie, wypalenie, niechęć. Mogliśmy próbować to naprawiać, można było coś zrobić. On zaproponował rozstanie, ja uniosłam się ambicją. Stwierdziłam, że skoro tak chce, to tak będzie.

 

Nie spodziewałam się, że rozwód jest takim psychicznym przeżyciem, choć myśmy nie prali żadnych brudów. Rozstaliśmy się za porozumieniem stron, mąż płaci alimenty, widuje się z dziećmi. Pierwsza faza po rozwodzie to była ekscytacja – zaczynam nowe życie, wreszcie coś się wydarzy, coś nowego mnie spotka. „Nowe” było tylko to, że zostałam sama z dziećmi i nagle się okazało, że nawet nie mogę kiedy chcę, wyjść do sklepu. To na mnie spoczęła większość obowiązków, były mąż był jest tylko z doskoku, z reguły tylko w weekendy.

 

Prowadziliśmy dość bujne życie towarzyskie, spotykaliśmy się z dziećmi lub bez dzieci. Okazało się, że zaproszenia się urwały. Samotna, dość atrakcyjna kobieta, nie jest mile widziana na imprezach. To niestety nadal jest aktualne, jakby pozostałe kobiety bały się, że rzucę się na ich partnerów czy mężów. Poza tym znajomi się podzielili, niektórzy „zostali” z moim mężem. Próbowałam nawiązać kontakt z grupą samotnych matek. Niestety, to też nie moja bajka, nie znalazłam z nimi wspólnego języka. Albo były zafiksowane na dzieciach, albo na złości w stosunku do ich ojców.

 

Do starej sytuacji nie ma powrotu. Mój były mąż ma nową partnerkę, mieszkają razem, podobno jest im dobrze. Moja głupia decyzja sprawiła, że jest wolnym człowiekiem, widuje dzieci od święta i dzięki temu jest dla nich cudownym ojcem. Ja jestem ta zła, bo każę sprzątać, myć się, zaganiam do łóżek, żeby móc odsapnąć. A rycerz na białym koniu nie nadjechał, choć prawdę mówiąc, nie miałabym siły na żadne randki.

 

Uważam więc dziś, że rozwód był złą decyzją. Mogłam powalczyć o nasz związek. Widzę różnicę, kiedy mąż był i teraz, jak go nie ma. Żałuje tego, co zrobiłam. Przestrzegam kobiety przed zbyt pochopnym rozstaniem. Miałam przede wszystkim większe bezpieczeństwo finansowe, wbrew pozorom, więcej luzu i miałam świadomość, że jest ktoś obok odpowiedzialny za dzieci. Teraz czuję się bardzo samotna, zmęczona i bez perspektyw. Ta kobieta, która pomimo kochanek, nie zgodziła się na rozwód, ma rację. Jak nie ma patologii, nie ma przemocy, lepiej jest mieć na kogo liczyć i być zabezpieczoną prawnie.

 

Marta

 

Od redakcji

 

zapraszamy do dyskusji na ten temat, czekamy na wasze listy redakcja@kobietaxl.pl

Tagi:

rozstanie,  rozwód,  dziecko,  matka,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót