Poznali się zupełnie przypadkiem na jakiejś imprezie. Marek był starszy, doświadczony, przystojny. Ewa była nim zauroczona, spotykali się kilka razy, ale wtedy przede wszystkim rozmawiali. Okazało się, że są z tej samej branży i Marek zaproponował jej pracę w swojej firmie. Propozycje przyjęła, choć nie mogła narzekać na poprzednie zajęcie. Ale jej branża ciągle szuka dobrych fachowców, Ewa dobry fach ma w ręku.

 

- Zaproponował lepsze pieniądze, lepsze warunki. Uznałam, że mogę spróbować. A tak naprawdę wpadłam mu w oku i już zastawiał na mnie sidła. Żeby była jasność, on mnie też się podobał i to bardzo. Stał się nawet takim moim guru, wiedziałam, że dużo się mogę od niego nauczyć – opowiada Ewa.

 

Na początku spotkania były wyłącznie na gruncie towarzyskim, Marek zaczął się Ewie zwierzać. Opowiadał, że jest rozwiedziony i ma dziecko. I że ciągle ma problemy, aby z dzieckiem się widywać, że jest ofiarą szantażu.

 

- Współczułam mu nawet i to bardzo, dopóki nie okazało się, że opowiada półprawdy. Owszem, był rozwiedziony, ale dziecko miał z kim innym, ze swoją obecną partnerką. Trochę mnie to ubodło, ale Marek twierdził, że chce być tylko ze mną. Rzekomo właśnie partnerka szantażowała go dzieckiem, dlatego nie mógł tak łatwo odejść, czekał na stosowny moment, by definitywnie z nią zerwać – mówi Ewa.

 

Więc czekała cierpliwie, doradzała, była Markowi wierna. Dziś wie, że była zwyczajnie naiwna, ale zakochała się bez pamięci.

 

- I mnie się wydaje, że ta oksytocyna, która w stanie zakochania pojawia się w mózgu, odziera ludzi ze zwykłego rozsądku. Bo patrząc wstecz do dziś nie wiem, jak mogłam w to wszystko wierzyć – śmieje się Ewa.

 

Ale wówczas traktowała związek na poważnie, tym bardziej, że Marek obiecywał złote góry. Mówił, że tylko z Ewą chce być, że rozmawiał nie raz o rozstaniu z partnerka, ale ona ciągle robi jakieś przeszkody.

 

- Ja w to wszystko naiwnie wierzyłam, nawet pokazywał mi rożne maile od niej. Dziś śmiem twierdzić, że sam je do siebie pisał i wysyłał, żeby mnie też mieć na boku, bo było nam zwyczajnie razem dobrze – mówi Ewa.

 

Wielkich podejrzeń nie miała, bo szef zabierał ja na rożne imprezy firmowe i w pracy wszyscy wiedzieli, że Ewa jest z nim w związku. Ona swoje robiła, prace swoją uwielbia, więc nikt nie miał zastrzeżeń, że szef swoja kochankę w jakiś sposób wyróżnia. Dla Ewy był szczodry poza pracą, robił jej kosztowne prezenty. A to markowy zegarek, a to piękny pierścionek. Ewa czuła się adorowana, nikt wcześniej nie był wobec niej taki hojny.

 

Ale sytuacja się przedłużała, Ewa postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce. Chciała pomóc Markowi, pogadać z jego partnerką, przekonać ją, że Marek o dziecku na pewno nie zapomni. Że ona Ewa, sama do tego nie dopuści, bo uważa, że ojcowie powinni zajmować się dziećmi.

 

- No i wybrałam się do niej na rozmowę i szambo się wylało. Ona nie miała o niczym zielonego pojęcia. Nigdy nie wspominał jej o żadnym rozstaniu, nie było mowy o tym, że ma zamiar odejść! Zrobiła się z tego awantura na cztery fajerki – opowiada Ewa.

 

Marek się wściekł, ale ona też się wściekła. Miała dosyć życia w kłamstwie, dość bycia zwodzoną pod płaszczykiem ojcowskiej miłości. Szczególnie, że przy okazji dowiedziała się, że nie jest jedyna. Okazało się, że w tym samym czasie miał inne dwie kochanki na boku. Powiedziała, co myśli. Marek pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wyleciała z hukiem z roboty, praktycznie z dnia na dzień.

 

- Ale nawet nie to było najgorsze, bo jak mówiłam, ja w moim zawodzie pracę mogę zmieniać, kiedy zechcę. Marek kazał mi oddać wszystkie prezenty. Uznałam to za żenujące zachowanie, oczywiście, że oddałam, mnie nie zależy na biżuterii – opowiada Ewa.

 

Dziś wie, że w jakimś sensie straciła trzy lata życia. Ale kiedy pytam, czy jeszcze raz uwikłałaby się w romans z zajętym facetem, odpowiada szczerze.

 

- Znając siebie, sądzę, że znowu bym się wkręciła. To te głupie hormony. Ale chciałabym znać prawdę od początku. Niechby powiedział, że jest żonaty, że żony nie zostawi. Albo, że jeśli mówi, że zostawi, to faktycznie niech to zrobi. Ja mam koleżanki, które żyją z facetami, którzy dla nich zostawili swoje żony. Dziś przecież to norma, że ludzie się rozstają. Ja sama myślę, że warto co kilka lat zmieniać partnera, bo inaczej robi się nudno – opowiada Ewa.

 

Dodaje jednak, że już nie chciałaby romansu z szefem. Woli jednak, żeby sprawy sercowe nie miały związku z pracą.

- Bo co by nie mówić, fakt, że wyleciałam na pysk z roboty tylko z powodu tego, że byłam jego kochanką, nie był wcale przyjemny – stwierdza.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

Tagi:

romans,  zdrada,  rozstanie,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót