Wszystko zaczęło się od zakładu
Karl Bushby założył się o kufel piwa ze swoimi znajomymi w barze, że zdoła wrócić z Chile do rodzinnego domu w Anglii całkowicie na piechotę. Zakład ten miał miejsce pod koniec lat 90., kiedy Bushby był młodym chłopakiem po dwudziestce. Choć jego przyjaciele nie traktowali tego pomysłu poważnie i nie wierzyli w sukces, rozmowa przerodziła się w oficjalne wyzwanie, które Brytyjczyk potraktował całkowicie na serio.
Historia jego podróży rozpoczęła się 1 listopada 1998 roku w chilijskim Punta Arenas, jednym z najbardziej wysuniętych na południe miast świata. Były brytyjski spadochroniarz postanowił wrócić do rodzinnego Hull w wyjątkowy sposób – wyłącznie o własnych siłach. Od początku narzucił sobie dwie zasady, których nie złamał do dziś. Nie mógł korzystać z żadnego mechanicznego środka transportu, a jeśli jakaś przeszkoda uniemożliwiała dalszą drogę, musiał znaleźć sposób, by pokonać ją pieszo lub o własnych siłach. Druga zasada była równie ważna – nie mógł wrócić do domu, dopóki nie zakończy całej wyprawy.
Projekt nazwał Goliath Expedition. Nie planował ustanowienia rekordu Guinnessa ani zdobycia sławy. Chciał sprawdzić własne granice i udowodnić, że człowiek jest w stanie zrealizować cel, który większości wydaje się niemożliwy. Trasa miała prowadzić przez obie Ameryki, Azję i Europę, a jej długość przekraczała dziesiątki tysięcy kilometrów. Początkowo Bushby zakładał, że podróż zajmie około 12 lat. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany.
Już pierwsze etapy wyprawy pokazały, że największym przeciwnikiem nie będzie zmęczenie, lecz natura. Bushby przemierzał bezludne obszary Patagonii, wspinał się przez Andy i przez wiele miesięcy maszerował przez Amerykę Południową oraz Środkową. Jednym z najtrudniejszych momentów okazało się przejście przez Darién Gap – niemal 160-kilometrowy pas dziewiczej dżungli na granicy Panamy i Kolumbii. To jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie kończy się słynna Droga Panamerykańska. Gęsty las, bagna, rwące rzeki, jadowite zwierzęta oraz obecność przemytników i uzbrojonych grup sprawiają, że nawet doświadczeni podróżnicy starają się omijać ten teren. Bushby przeszedł go pieszo, niosąc cały swój dobytek.
Po dotarciu do Ameryki Północnej przed nim pojawiło się kolejne wyzwanie. Aby zachować ciągłość wyprawy, musiał znaleźć sposób na przedostanie się z Alaski do Rosji bez użycia statku czy samolotu. W 2006 roku zdecydował się przejść przez zamarzniętą Cieśninę Beringa. Był to niezwykle ryzykowny odcinek – lód nieustannie pękał i przemieszczał się pod wpływem prądów morskich. Bushby wraz z francuskim podróżnikiem Dimitrim Kiefferem dotarł na rosyjską stronę, jednak zamiast świętować sukces został zatrzymany przez rosyjskie służby za nielegalne przekroczenie granicy. Spędził 57 dni w areszcie, a później przez lata zmagał się z problemami wizowymi, które znacząco wydłużyły całą ekspedycję. To był dopiero początek administracyjnych przeszkód, które z czasem okazały się równie wymagające jak sama natura.
Morze Kaspijskie, tysiące kilometrów przez Azję i ostatnia przeszkoda przed domem
Po opuszczeniu Rosji Karl Bushby kontynuował marsz przez Syberię, Mongolię, Chiny i kolejne państwa Azji. Każdy kraj oznaczał nowe formalności, konieczność zdobywania wiz i wielomiesięczne oczekiwanie na pozwolenia. Wędrówka, która miała potrwać kilkanaście lat, coraz bardziej się wydłużała. Bushby nie chciał jednak rezygnować z zasad przyjętych na początku wyprawy. Nawet jeśli oznaczało to wielomiesięczne postoje lub konieczność szukania zupełnie nowych tras, nie zamierzał korzystać z żadnego środka transportu.
Jednym z największych wyzwań ostatnich lat okazało się Morze Kaspijskie. Sytuacja polityczna oraz ograniczenia graniczne uniemożliwiały piesze przejście lądem zgodnie z pierwotnym planem. Aby nie złamać własnych zasad, Bushby zdecydował się przepłynąć ten odcinek o własnych siłach. W 2024 roku pokonał wpław niemal 300 kilometrów, spędzając na wodzie 31 dni. Był to jeden z najbardziej wyczerpujących etapów całej ekspedycji. Przez wiele godzin każdego dnia zmagał się z falami, zmienną pogodą i ogromnym wysiłkiem fizycznym, mając świadomość, że każda decyzja może zadecydować o powodzeniu wyprawy.
Po zakończeniu tego etapu ruszył przez Kaukaz i Turcję. Wiosną 2025 roku przekroczył Bosfor i po raz pierwszy od wielu lat ponownie znalazł się w Europie. Dla obserwatorów jego wyprawy był to symboliczny moment – po przejściu obu Ameryk i Azji do rodzinnego Hull pozostawało już mniej niż dwa tysiące kilometrów. Wydawało się, że po niemal trzech dekadach marszu finał jest na wyciągnięcie ręki.
To właśnie wtedy pojawiła się przeszkoda, której Bushby nie przewidział. Aby dostać się z Francji do Wielkiej Brytanii, musi pokonać kanał La Manche. Zarządzająca Eurotunelem spółka odmówiła jednak zgody na przejście pieszo tunelem serwisowym, tłumacząc decyzję względami bezpieczeństwa. Z kolei francuskie przepisy nie pozwalają na samodzielne przepłynięcie kanału w kierunku Anglii. Oznacza to, że człowiek, który przez niemal 27 lat przeszedł przez jedne z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie, utknął zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od celu. Bushby prowadzi rozmowy z władzami i szuka rozwiązania, podkreślając, że nie zamierza złamać zasad, których trzyma się od pierwszego dnia swojej niezwykłej wyprawy.
Po niemal 27 latach od domu dzieli go zaledwie jeden odcinek
Dziś Karl Bushby jest o krok od zakończenia wyprawy, która już dawno przestała być zwykłą podróżą. Od 1998 roku przeszedł około 47–49 tysięcy kilometrów, odwiedził ponad 25 państw i pokonał jedne z najbardziej wymagających terenów na świecie. W tym czasie świat zdążył się zmienić – pojawiły się smartfony, media społecznościowe i nawigacja satelitarna, a Bushby wciąż każdego dnia zakłada plecak i rusza przed siebie. Wiele razy musiał przerywać marsz z powodu problemów wizowych, konfliktów międzynarodowych czy pandemii COVID-19, jednak po każdym przestoju wracał na trasę dokładnie w miejscu, w którym wcześniej ją zakończył. Nigdy nie zdecydował się na skrócenie drogi ani złamanie zasad, które sam sobie wyznaczył.
Największą ironią tej historii pozostaje fakt, że po przejściu przez dżunglę Darién Gap, zamarzniętą Cieśninę Beringa i przepłynięciu Morza Kaspijskiego największą przeszkodą okazał się ostatni odcinek prowadzący do rodzinnego kraju. Bushby wciąż prowadzi rozmowy z władzami i szuka rozwiązania, które pozwoli mu zgodnie z przyjętymi zasadami pokonać kanał La Manche. Zapowiada, że jeśli nie uda się uzyskać zgody na przejście Eurotunelem, będzie szukał innej legalnej możliwości. Nie zamierza jednak korzystać z promu ani innego środka transportu, bo oznaczałoby to przekreślenie niemal trzech dekad wysiłku.
Dla wielu osób Karl Bushby stał się symbolem niezwykłej wytrwałości. Wyprawa rozpoczęta od zakładu o kufel piwa przerodziła się w jedną z najdłuższych nieprzerwanych pieszych ekspedycji w historii. Po niemal 27 latach Brytyjczyk nadal wierzy, że wróci do rodzinnego Hull dokładnie tak, jak postanowił 1 listopada 1998 roku – wyłącznie o własnych siłach. Kiedy to nastąpi, zakończy projekt Goliath Expedition, który już dziś uznawany jest za jedno z najbardziej niezwykłych przedsięwzięć podróżniczych naszych czasów.
Źródła:
https://www.bbc.com/news/articles/cp8rd3n80j4o
https://www.national-geographic.pl/traveler/adventure/brytyjski-piechur-wyruszyl-w-podroz-dookola-swiata-po-27-latach-jest-bliski-finalu/
https://www.bbc.com/news/articles/crlwd15420wo
https://en.wikipedia.org/wiki/Karl_Bushby
https://www.ndtv.com/feature/karl-bushby-man-who-walked-the-world-for-27-years-may-be-forced-to-stop-heres-why-11756471
https://metro.co.uk/2026/06/18/british-man-walking-around-entire-world-hits-snag-denied-eurotunnel-access-28827375/
https://www.backpacker.com/news-and-events/news/karl-bushby-channel-tunnel/
https://timesofindia.indiatimes.com/etimes/trending/who-is-karl-bushby-the-british-adventurer-set-to-complete-a-27-year-walk-around-the-world/articleshow/125793220.cms


