O godz .13 30 wraz z dzieckiem zgłosiłam się do Szpitala w Dąbrowie Górniczej, do specjalnego namiotu, co by nie zarażać innych pacjentów.


Lekarze i pielęgniarki pierwsza klasa, uprzejmi i opiekuńczy. Złego słowa nie powiem. Został przeprowadzony szczegółowy wywiad i badanie temperatury.
Niestety, dokładne badanie mogło być przeprowadzone tylko w Szpitalu Zakaźnym, więc przez kolejne 3 godziny lekarze dzwonili do szpitali, pytając o wolne miejsce. Niestety był problem, bo pacjentów w Szpitalach Zakaźnych jest mnóstwo. W namiocie obok czekała jeszcze jedna pani, więc potrzebne były 3 miejsca, ale w końcu synowi powiedzieli, że może wrócić do domu, bo nie ma objawów. Zaczęło się dzwonienie i szukanie miejsca.


Dzwonili do Tych, Raciborza, Chorzowa, Krakowa etc. Wszędzie brak miejsc.
W końcu przyjechała stara karetka z kierowcą w białym kombinezonie, masce z filtrem i goglach.
Pan jechał chyba 200 na godzinę, choć nie było takiej potrzeby. Trochę czułam się jak prosiaczek jadący na rzeź i jakbym miała zaraz wyskoczyć z tej karetki prosto na drogę. Cudem jakoś dotarłam pod Szpital Zakaźny, ucieszona że za chwilę ogrzeję się w szpitalu, bo zmarzłam w trakcie podróży.
Pan wręczył mi kwestionariusz i powiedział żebym wypełniła. Dał mi długopis i poszedł sobie na jakieś 15 minut. Niestety długopis się wypisał, więc czekałam, aż Pan w Kombinezonie przyjdzie znowu.
Przyszedł .. super, myślę sobie, da mi długopis.
No nie, nie dał. Stwierdził że nie może mi dać swojego długopisu i zapytał czemu nie mam swojego długopisu w torebce??
No więc, skoro nie mam długopisu, to niech tak zostanie, wypełni pani przy lekarzach .
Ok - myślę sobie, może się facet boi dać swój długopis, bym go nie zaraziła.


Godzina 17 30
Pan w Kombinezonie zaprowadza mnie do Czerwonego Namiotu, daje dokumentację ze szpitala z Dąbrowy Górniczej i tę kartkę, gdzie zabrakło piszącego długopisu. Twierdzi że zaraz przyjdzie ktoś.
Ktoś, czyli kto? ?
Czekam więc, jak wzorowa pacjentka. Jest mi zimno, bo namiot się nie dopina. Czekam 30 minut, nikt nie przychodzi.
Czekam godzinę, nikt nie przychodzi
Smarkam i kaszle, a moja pupa i stopy są już soplami lodu, bo na zewnątrz leżą resztki śniegu i jest minusowa temperatura .
Czekam 1,5 godziny i też nikogo nie widać.


Żadnego ktosia !!!
Wyjmuje telefon i szukam numeru do Szpitala Zakaźnego w Tychach. Dzwonię i pytam, czy ktoś może mnie zabrać z tego namiotu, bo mi zimno ?
Pani odpowiada - A gdzie Pani jest? I co Pani tam robi?
Czekam na Was!!! - odpowiadam
Ale my nie wiedzieliśmy że pani czeka, nikt nas nie poinformował, że ktoś panią tu przywiózł. Skąd pani jest? Czego pani oczekuje?
???
Pani przez telefon tłumaczy mi, jak mam dojść do Izby Przyjęć.
Od razu przychodzą 3 pielęgniarki i lekarz. Bardzo mnie przepraszają i od razu robią mi herbatę z sokiem malinowym i dają długopis, bym dokończyła wypisywanie kwestionariusz.
Nie gniewam się. To wina Pana Kierowcy w białym kombinezonie, który pozostawił mnie jak trędowatą na mrozie. Do jego obowiązków należało poinformować Izbę Przyjęć o transporcie pacjentki i przekazanie dokumentów lekarzowi. Niestety Pan w Kombinezonie był gdzieś spóźniony i bardzo mu się spieszyło, a na dodatek bał się mnie jak ognia.

Lekarz i pielęgniarki bardzo mili. Zbadali, zadbali i pobrali próbkę do badania.
Co mnie zastanowiło, rozmawiając z jedną pielęgniarką ??

Na dyżurze 1 lekarz i 2 pielęgniarki, ciągną zmianę kolejny dzień. Większość personelu wzięło L4 lub opiekę na dziecko do 8 roku życia .
Nie ma kto pracować, personel boi się jak ognia tego wirusa. Te co zostały, pracują po 36 godzin razem z lekarzami.
Pacjentów i próbek do badania przybywa. Oficjalny czas badania to 24 godziny, a w praktyce kilka dni bo brakuje laboratoriów w całej Polsce.

Pytam pielęgniarki, która mi zrobiła gorąca herbatę czemu została ?
Odpowiada - bo kto jak nie ja, pomoże pacjentom i koleżankom w pracy?
Jestem samotną mamą i muszę pracować !! Nie stać mnie na 80% pensji!!!

Wielki szacunek dla ludzi którzy służą swoją ciężką pracą innym. Zastanawiam się, czy choć zostaną odpowiednio nagrodzeni, bo ryzykują swoim zdrowiem i życiem dla nas pacjentów.

 

 

Dziś 22 marca 2020 r jakoś dajemy radę, jakoś !!!
Tylko pytanie co będzie za tydzień czy 2 tygodnie, kiedy będziemy mieli coraz więcej pacjentów?
Ja wam powiem co będzie???
Wszystko Pierdyknie !!!
Bo nie ma maseczek, respiratorów, testów, personelu i lekarzy.
Bo nasza służba zdrowia jest dziurawa jak ser szwajcarski !!!

Tak, wiem mam być poprawna politycznie, jak to ostatnio słyszę i nie krytykować rządzących ?
Tylko że ja już taka jestem, że mówię co myślę i zawsze prawdę, a to niestety dzieję się dzisiaj.

Mam nadzieję że będę zdrowa, bo mam milion rzeczy do zrobienia. Muszę zrobić operację mojemu dziecku, no i umówiłam się na randkę za 47 lat ???

 

marta dziubka

A tak poważnie, to dziś jestem w kwarantannie z synem przez 14 dni.
Niestety, właśnie obudziłam się z palcem w nocniku, bo jestem samotną matką i mam też 2 psy. Nie mam nikogo z rodziny, kto mógłby mi zrobić zakupy i wyprowadzić dwie cudowne sunie na spacer. Czuję niemoc i wściekłość. Wiem, że nie mogę wychodzić z domu i tak właściwie to dziś muszę prosić obcych o pomoc. Dziś po podejrzeniu koronawirusa już ktoś mi odmówił z obawy o zdrowie. Ludzie się boją i z jednej strony rozumiem, ale też wiem że bez pomocy drugiego człowieka mogę umrzeć z głodu, a moje psy muszą wyjść na spacer! Nie ma innej opcji!

marta dziubka

marta dziubka

 

Teraz czekamy i mamy nadzieję że wszystko się ułoży.

Zdrówka dla Was i Proszę #ZostańciewDomu

Marta Dziubka

P.S. Marta miała kontakt z osobą z Niemiec, która obecnie leży w szpitalu w Berlinie z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem. Marta od 12 marca źle się czuje. Na wyniki ma podobno czekać kilka dni.

Tagi:

koronawirus,  Marta Dziubka,  epidemia, 



Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót