Reklama:

Tak, książka została napisana ponad dekadę temu kiedy to byłem pod wpływem licznych koncepcji rozwoju osobowości i różnych ścieżek duchowych. Nie obce są mi modlitwy w nurcie chrześcijańskim, ale też nie są mi obce medytacje w nurcie buddyjskim, gnostycznym, czy uniwersalnym. Nie są mi obce spotkania z duchowymi nauczycielami czy trenerami rozwoju osobistego światowego formatu. Nie jest mi obca literatura z tych obszarów.

To był okres, kiedy chłonąłem te wszystkie cudowności niczym młody pelikan. Kiedy to do rana zgłębiałem różne traktaty alchemiczne, albo siedziałem z buddystami mantrując OM czy zaczytywałem się w gnostycznych traktatach. Ba! Nie dziwi więc fakt pojawiania się w książce wątków związanymi z Indiami czy Tybetem.

Tajemnica Komnaty Serca czy Tajemna Komnata Serca do zdecydowane nawiązanie do niejakiej Shamballi . „Shamballa to jeden z najświętszych sekretów Azji, otoczony wielką czcią i powagą. Dostępu do tajemnic świętego miasta strzegą najbardziej kwalifikowani lamowie, gotowi w jego obronie poświęcić swoje życie.” „Wśród tybetańskich mnichów znana jest legenda o tym, iż gdzieś wysoko, w niedostępnych rejonach Himalajów, znajduje się duchowe miasto Shamballa, ukryte pomiędzy lodowymi szczytami, które powstrzymują wszystkich nie posiadających odpowiednich kwalifikacji, by do niego wstąpić. Miejsce to jest portalem łączącą ziemski, materialny świat, z wyższymi wymiarami. Jest cudowną krainą nie skażoną problemami świata materialnego, wolną od cierpień i konfliktów. Nazwę Shamballa odczytać można jako sanskryckie słowo oznaczające – „źródło szczęścia„.

 Nie bez powodu w opowieści pojawią się Strażnicy Komnaty Serca. Czy zatem Pan Jan jest tylko ogrodnikiem i starym wykładowcą fizyki na pobliskim uniwersytecie? Treść książki nie wyjaśnia jakiej jest narodowości. Na podstawie samego spotkania z Miranandą można wysnuć daleko idący wniosek, który wcale nie wyklucza tego, że w istocie może być tybetańskim mnichem, lamą, którego zadaniem jest szerzenie duchowych nauk w tak zdegradowanym i pogrążonym w materializmie świecie zachodnim. Nawet jego pozorna śmierć – wbrew temu, że mogła wyglądać dla mniej oświeconych bohaterów słabym trikiem, mogła się wiązać z mało dla nas zrozumiałymi zdolnościami buddyjskich mnichów. Sama Mirananda wydaje się podobną postacią do Jana, choć do końca niewiadomo jak istotną rolę może pełnić. Co najmniej, jakby była pośrednikiem pomiędzy światami – światem widzialnym i niewidzialnym (subtelnym). Obserwacja człowieka z poziomu duchowego rzuca zupełnie inne światło na zachowania bohaterów i przemianę jaką pod wpływem bardziej doświadczonych przyjaciół przechodzą. Ale ta przemiana nie rości sobie prawa do przynależenia do żadnego wyznania czy ścieżki duchowej! Dlatego przestrzegam przed szufladkowaniem treści tej książki! Zachęcam do spojrzenia na sprawę z maksymalnie zdystansowanego poziomu.

Poszukiwanie samego siebie, łącznie z poszukiwaniem zajęcia dla siebie jest stałym elementem naszej egzystencji na tej planecie. Poszukiwaniem szczęścia, radości, miłości, spełnienia. 7 miliardów ludzi na tej planecie każdego dnia jest w tej podróży. Fakt, wielu tzw. oświeconych guru i wielce szacownych instytucji roszczących sobie prawo do rządu nad naszymi duszami, umysłami i sercami zwodzi nas i zapędza w kozi róg. Fakt, często perfidnie i w białych rękawiczkach wykorzystuje naszą naiwność a często i niewiedzę! Bo któż z nas ma czas na zgłębianie tych wszystkich mądrych ksiąg nieczęsto pisanych zawiłym i skomplikowanym językiem. I dlatego biznes rozwojowo-duchowy tak kwitnie. Na każdym swoim poziomie pragniemy prawdy na ten temat. Nie zawsze ją znajdujemy. Ba! Często w złości odrzucamy największe kanony i koncepcje!

Kiedy zaczniesz rozgryzać kolejne zdania tej książki możesz odnajdywać (niezamierzone przez autora) puszczanie oka w kierunku autorów piszących w podobnym tonie. W istocie, jak to zostało zaznaczone, książka to klasyczne dzieło weny. Możemy się zastanowić skąd pochodzi wena! Czy sama książka stała się wynikiem oświecenia autora podczas medytacji? Podczas modlitwy? A może podczas wspomnianej medytacji kilka dni spędziłem w Tajemnej Komnacie Serca i to właśnie tam książka powstawała? A może bohaterowie wcale nie są fikcyjni? Może są zupełnie realnymi postaciami, które wdrukowały się w bohaterów? Czasami odnosiłem wrażenie, że te postacie żyją swoim własnym życiem a moim zadaniem jest tylko spisanie tego co mają do przekazania. Przemieszczanie się po tak subtelnych płaszczyznach tworzenia książki może postronnego Czytelnika trochę przerażać. A może wcale nie? Może sam zostaniesz wciągnięty w tę pozornie prostą historię?

 

bober

 

Dlatego też, kiedy Tomek Czapa Czapkins zamarzał gdzieś w objęciach Narga Parbat przeżywałem to bardzo głęboko i czułem jak moja świadomość szybuje powyżej 7000 m.n.p.m. chcąc w jakiś sposób mu pomóc. Dodać mu otuchy. Odszedł ponoć spełniony…W końcu sam wspominał, że poszukuje w Himalajach Shamballi.

To, co wyczytasz z tej książki zależy zdecydowanie od Ciebie. Żyję w przeświadczeniu, że ta książka wypłynęła ze mnie (albo wpłynęła we mnie) i bardzo ją pokochałem. Naturalnie, inne też są mi bliskie. W istocie sama treść książki ma sprawić, że pojawi się w Tobie wewnętrzny błysk radości i dotyk niczym nieskażonej, do nikogo nie należącej i trudnej do uchwycenia…Prawdy.

Źródło cytatów:

http://www.reikimaster.pl

Mariusz Bober

Szczegóły dotyczące nabycia książki:

https://piekniprozaiczni.wordpress.com/zamowienia

Tu można zajrzeć do książki (fragmenty):

https://piekniprozaiczni.wordpress.com/2018/03/13/zapraszam-otworz-mnie/

Trailer filmowy:

https://www.youtube.com/watch?v=ctD61vb4yAo

Tagi:

książka,  Mariusz Bober,  Piękni prozaiczni, 

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy


Polecane artykuły:
Reklama:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...