I tak w 1855 roku Rosa Barr, uparta młoda kobieta, ucieka od roli damy w wiktoriańskim Londynie i wbrew woli rodziny wyjeżdża na Krym, aby pracować tam jako pielęgniarka. Od początku przeciwna wojnie, chce nieść pomoc wszystkim, którzy jej potrzebują.

W Londynie zostaje jej kuzynka Mariella Lingwood – pogrążona w marzeniach o Henrym, chirurgu operującym rannych żołnierzy sił sprzymierzonych. Kiedy Mariella dowiaduje się, że Henry zachorował i przebywa we włoskim Narni, wyrusza mu na spotkanie. A stamtąd udaje się na poszukiwania Rosy, o której słuch zaginął…

„Róża Sewastopola” urzekająca powieść historyczna z wojną w tle – pełna niezwykłych postaci i ich tajemnic; powieść, w której rozpada się uporządkowany świat, przynosząc nowe definicje miłości i poświęcenia. Książkę w tłumaczeniu Olgi Siary wznawia wydawnictwo Insignis, a jej premiera zaplanowana jest na 15 lipca.

Oto fragment książki: 
Londyn, rok 1854
 
Moim kolejnym wkładem w wojnę z Rosją było przygotowanie albumu. Chociaż w rzeczywistości to ojciec wpadł na ten pomysł, podchwyciłam go z entuzjazmem, ponieważ byłam specjalistką od zbierania, układania i wklejania. Mój poprzedni album, „Wielka wystawa światowa”, zawierał programy, bilety, szczegółowe plany szklanej konstrukcji i szkice eksponatów. Zrobiłam też album „Nasza kolej” i jeszcze jeden, zatytułowany nieśmiało „Panny Lingwood przewodnik po haftowaniu”.
Jednak największym triumfem w dziedzinie albumów okazała się strona tytułowa stworzona 15 marca. Najpierw wycięłam czerwone, białe i niebieskie wstążki i ułożyłam z nich flagę. Nad nią wkleiłam rycinę z „Illustrated London News”, przedstawiającą szkockich fizylierów gwardii, machających Królowej czapkami. Wokół tego arcydzieła narysowałam za pomocą pióra i atramentu ramkę z symboli wojny: znalazł się tam rosyjski niedźwiedź, krucyfiks, karabin Minié (narysowany przez ojca), flaga Wielkiej Brytanii i lilie z francuskiego herbu, a wszystko to przeplatane żonkilami, krokusami i różami (te ostatnie nie pasowały wprawdzie do pory roku, ale była to jedna z moich niewielu specjalności artystycznych). Następnie wkleiłam sensacyjny nagłówek „Wypowiedzenie wojny” z datą 29 marca. Potem skończyły mi się pomysły, ponieważ działania wojenne uległy zatrzymaniu. 
Pod koniec marca Henry przyszedł się pożegnać przed wyjazdem do Budapesztu. Ponieważ nie uprzedził nas o swojej wizycie, matka była na spotkaniu z panią Hardcastle. Dom dla guwernantek został wybrany i wydzierżawiony, teraz zaś panie mierzyły okna, aby móc podjąć ostateczną decyzję, czy powiesić tam zasłony z koronki (używane, ponieważ tak się złożyło, że pani Hardcastle wymieniała wszystkie swoje), czy z (nowego) muślinu. Pracowałam w salonie, niespokojna, ponieważ na zewnątrz niebo zasnuły granatowo-białe chmury, drzewa kołysały pączkującymi gałęziami, a kobiety trzymały czepki, żeby nie porwał ich wiatr. Byłam zupełnie zaskoczona, kiedy służąca przyprowadziła Henry’ego na górę, więc stałam z niemądrym wyrazem twarzy, ściskając kurczowo robótkę. Chyba oboje byliśmy oszołomieni tym, że nagle znów znaleźliśmy się sami. 
Przyniósł naręcze żonkili.
– Właśnie byłem w Domu pod Wiązami. W ogrodzie jest ich pełno, marnują się, bo nie ma ich kto oglądać. Ale malowanie już się zaczęło, a w kuchni stoi piec, więc prace posuwają się naprzód. 
Oddał kwiaty w ramiona Ruth, usiadł na krześle daleko ode mnie i przyjął moją propozycję filiżanki herbaty, chociaż mógł zostać ledwie kwadrans.
– Jeszcze jedna komisja – oznajmił. – Tym razem do spraw zdrowia publicznego i higieny. Zobaczę, czy uda mi się zapewnić twojemu ojcu miejsce w zarządzie. O kanalizacji i tym podobnych sprawach wie więcej niż ktokolwiek inny. Słyszeli, że jadę na Węgry, i chcą, żebym zdał raport na temat stanu zdrowia tego społeczeństwa. Powiedziałem im, że to raczej nie moja dziedzina.
Zdumiewające, że kiedy człowiek stanie się uznanym autorytetem w jednej kwestii, ludzie oczekują, że będzie się znał na wszystkim.
– Pewnie jesteś bardzo dumny – odparłam.
– Dumny? Sam nie wiem. Trochę zniechęcony. Najgorsze, że brakuje czasu na naprawdę ważne sprawy. Najbardziej lubię być na sali operacyjnej z pacjentami i studentami, poza tym powinienem więcej czytać i prowadzić więcej badań. Na przykład wykorzystanie chloroformu do usypiania pacjentów na czas operacji to, moim zdaniem, pomysł, który zrewolucjonizuje chirurgię, ale nie miałem czasu przeanalizować najnowszych doniesień na temat jego efektywności i związanych z nim zagrożeń. Zamiast tego pędzę z jednego spotkania na drugie. Na Węgrzech będę miał przynajmniej czas na naukę i refleksję.
Kiedy Ruth przyniosła wazon z żonkilami, a potem herbatę, Henry oparł się na krześle i obserwował, jak nalewam napój. Nogi wyciągnął w stronę kominka, tak że jego stopa znajdowała się o kilka cali od mojej. Po wyjściu Ruth powiedział:
– Kiedy tu jestem, zawsze odpoczywam. Przy tobie mogę być całkiem sobą.
Wtedy jego ton się zmienił:
– Ale powiedz mi, Mariello, czym zajmowałaś się od naszego ostatniego spotkania? Jestem pewien, że też niewiele odpoczywałaś.
– Przygotowywałam album o wojnie, ale na razie ci go nie pokażę, bo to dopiero początek. A to komplet poszewek na poduszki dla naszych guwernantek. Każda ma dostać parę z innym motywem kwiatowym wyszytym na rogach. Krokusy, stokrotki, lilie. Matka każe mi bardzo ciężko pracować.
– A kiedy dom zostanie otwarty, co dalej? Nie wierzę, że ty i twoja matka będziecie kiedykolwiek bezczynne.
– Och, z trudem wybiegam myślą tak daleko. Przypuszczam, że będziemy wciąż zbierały fundusze. Jeśli dom okaże się sukcesem, mówi się o otwarciu kolejnego, w innej części Londynu, tym razem dla szwaczek. I nadal nie wiemy, czy i kiedy przyjadą do nas ciotka Isabella i Rosa.
– Ach. Słynna Rosa. Z chęcią ją poznam po tych wszystkich latach.
– Być może się zmieniła i okaże się bardzo zwyczajna.
– Mam nadzieję, że nie. Byłbym bardzo zawiedziony.
Siedzieliśmy w pokoju, otuleni cichym tykaniem zegara i trzaskaniem ognia w kominku, a mimo to Henry nadal nie powiedział nic istotnego o naszej przyszłości. Kiedy nadszedł czas jego odejścia, sięgnęłam po dzwonek z ponurą świadomością, że wkrótce znów zostanę sama, skazana na kolejny długi okres zwątpienia i tęsknoty. Ale gdy moje palce dosięgły frędzla, powstrzymał mnie gestem i pociągnął w górę, tak że staliśmy między stolikiem do herbaty a kominkiem. Patrzyłam na jego lśniące od pasty buty, a on przyglądał się mojej twarzy.
– Jesteś moim ideałem – orzekł. – Tak absolutnie szczęśliwa w swoim własnym świecie. Tak bezinteresowna w służbie innym.
– Ależ ja nic nie robię. Czym jest jedna czy druga poszewka w porównaniu z twoimi osiągnięciami?
– Według mnie najważniejsze to być specjalistą, poświęcić się całkowicie wykonywanemu zadaniu. Ty specjalizujesz się w byciu Mariellą. Twoja dbałość o szczegóły składa się w jedną, oddaną innym całość. Stwarzasz wokół siebie oazę spokoju. Nigdy się nie zmieniaj, moja najdroższa.
Ujął moją twarz w złożone dłonie i pochylił się, by pocałować mnie w czoło, w miejscu, gdzie zaczynał się przedziałek. Zamknęłam oczy i poczułam jego usta na nosie, a potem, bardzo delikatnie, na ustach.
– Mariello.
Zniknął, niemal zanim się zorientowałam, że w końcu pocałował mnie w usta; na schodach rozległ się tupot jego stóp, usłyszałam trzaśnięcie drzwi, a gdy pobiegłam do okna, zobaczyłam, jak szybkim krokiem odchodzi przez błonie.
Odurzona radością, stałam wpatrując się w swoje odbicie w lustrze nad kominkiem. Moje ciało było obolałe, policzki zarumienione, oczy roziskrzone. Zanurzyłam twarz w żonkilach, a w głowie zaszumiała mi wiosna. Kiedy wróciłam do robótki, nie przejmowałam się, że moje palce zostawiają smugę kwiatowego pyłku wzdłuż szwu.
 

Tagi:

książka,  Róża Sewastopola, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót