Nina wiedzie idealne życie, niemal tak samo idealne jak ona sama: pewna siebie, przebojowa, błyskotliwa. Ciężko pracowała na to, by spełnić swoje marzenie o wielkiej karierze w korporacji. Opłaciło się – przed nią bardzo ważny zawodowy projekt i szansa na awans. Nic nie zapowiada trudnych wydarzeń, które wkrótce zburzą jej poukładany świat. Wplątana w relację z niewłaściwym mężczyzną, która zakończy się w tragiczny sposób, będzie musiała zweryfikować wszystkie swoje dotychczasowe osiągnięcia i plany.

 

„Nina przyjechała do biura wcześniej niż zwykle – chciała uniknąć korków, które przed ósmą są istnym piekłem w warszawskim „Mordorze”. Magia upojnej nocy z Alxem dawno uleciała. Jedyne, o czym mogła myśleć, to projekt, który wisiał nad jej głową niczym gilotyna, a w wersji optymistycznej – jak zbiornik napełniony szambem. Jeśli się na nią wyleje, to wprawdzie zachowa głowę, jednak miesiącami będzie musiała pławić się w cuchnącej kloace. Nikt nie poda jej ręki, aby mogła stamtąd wyjść. Z czasem pewnie przykry epizod da się zmyć i smród kiedyś przeminie, ale ludzie będą pamiętać i szeptać złośliwie za jej plecami: „To TA, na którą kiedyś wylało się niezłe szambo…”. Już w progu dopadła ją zaniepokojona Megi. – Dobrze, że jesteś. Prezes robi niezapowiedziane spotkanie. Za pół godziny masz być w głównej sali konferencyjnej. – Coś się stało? – Nina zatrzymała się, wyraźnie zaskoczona. – Zarząd chce zobaczyć, jaką strategię przygotowałaś dla nowej serii szamponów i płynów do kąpieli. – Megi mówiła niemal z prędkością światła, a jej głos z każdym słowem stawał się bardziej piskliwy. – Ciśnienie jest coraz wyższe. Ponoć centrala codziennie wydzwania do prezesa z pretensjami. Nina, tak jak stała, zastygła. Wyglądała jak kamienny posąg, który w zamyśle artysty rzeźbiarza pewnie przedstawiałby kobietę w trwodze, przerażoną tym, co się wydarzy za moment. Po dłuższej chwili posąg ożył i zaczął dygotać od stóp do głów. – Przecież mam jeszcze tydzień na przygotowanie prezentacji, to jakiś żart? Nikt mnie nie poinformował o zmianie terminu spotkania! – powiedziała już wyraźnie podniesionym tonem. – Podobno zarząd chce zobaczyć, w jakim kierunku idziesz. Nie masz wyjścia, musisz improwizować… – jęknęła Megi. Nina wpadła do swojego pokoju. Jej oddech był coraz cięższy. Czuła, że brakuje jej powietrza. Szybko otworzyła okno, a w jej głowie rozpoczęła się prawdziwa gonitwa myśli: Jak zwykle dałaś ciała! Kretynka. Co ja teraz zrobię?! Trzeba było pomyśleć o tym wszystkim wcześniej, a nie zostawiać na ostatnią chwilę. Jesteś skończona. Teraz to możesz podziękować sobie samej za tę porażkę. Usiadła. Za chwilę wstała i podeszła do okna. Poczuła ucisk w klatce piersiowej, który zmusił ją do ponownego głębokiego wdechu. Zaczęła nerwowo grzebać w torebce. Odpaliła papierosa. Kilka szybkich zaciągnięć i jeden głośny wydech. Nic nie pomogło. Nie czuła się w ogóle przygotowana. Za chwilę będzie musiała pokazać zarys prezentacji, który wymęczyła w ostatnich dniach – nijaki, nieciekawy, bez polotu. Miała świadomość, że ocena może być tylko jedna. Drzwi jej gabinetu otworzyły się energicznie. – Prezes wraz z zarządem za dziesięć minut rozpoczynają spotkanie. Nie ma jeszcze tylko dyrektora Alexa. – Laura, asystentka marketingu, stanęła w drzwiach z wydrowatym uśmiechem na twarzy. Nina nagle przypomniała sobie spojrzenia ludzi na korytarzu, które też były jakieś inne – dwuznaczne. Czyżby się wydało? Może ktoś widział ją i Alexa wczoraj w hotelu? Jeszcze tego brakowało. Jak ona się wytłumaczy z tak skrajnego braku profesjonalizmu? A może tylko jej się wydaje, że uśmiechy były ironiczne? Nie miała już czasu na dłuższe zastanawianie się nad tym. Szybkim krokiem wyszła z pokoju. W sali konferencyjnej siedzieli już zaproszeni dyrektorzy oraz prezes zarządu. Nina rozpoczęła bardzo pewnie, wiedząc, że jedyne, co w tej sytuacji może, to robić dobrą minę do złej gry. Po kilku zdaniach, w których przedstawiła górnolotne dyrdymały związane z rozwojem korporacji i zadowoleniem wszystkich odbiorców kampanii, otworzyły się drzwi i wszedł ON. Wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę. Alex pewnym krokiem przeszedł całą salę i usiadł dokładnie naprzeciwko Niny. Uśmiechnął się lekko i spojrzał na nią wzrokiem, który mówił: „Wszystko będzie dobrze, jestem z tobą”. Nina odetchnęła głęboko i poczuła, jak podana przez Alexa ampułkostrzykawka z siłą i pewnością siebie zaczyna krążyć w jej organizmie. Może jednak da radę, może nie będzie tak źle… – Pani Nino, czy możemy kontynuować? – Zniecierpliwiony głos prezesa przebił się przez jej myśli. – Wprawdzie został jeszcze tydzień do oficjalnego zebrania zarządu, jednak chcielibyśmy usłyszeć, co do dzisiejszego dnia udało się pani przygotować. Rozumiem, że pracuje już pani nad jakimś pomysłem? – Tak, oczywiście – bąknęła Nina i wróciła do swojej prezentacji. Niestety zastrzyk podany przez Alexa szybko przestał działać. Nina nie wiedziała, jak dobrnęła do końca i, co gorsza, nawet nie pamiętała, co dokładnie mówiła. Kilka razy zdarzyło się, że rozpoczęła daną myśl i nie potrafiła jej dokończyć. Wyglądało to tak, jakby ktoś złośliwie szatkował jej wypowiedzi niczym makaron, który powinien być w całości. Rozpoczynała zdanie i nagle ktoś uderzał tasakiem w połowie wypowiedzi, niszcząc cały kontekst. Kolejna myśl i znowu to samo. Po wszystkim w sali zapadła niezręczna cisza. Mieszanka zdziwienia, zażenowania i może w jakiejś części rozczarowania plątała się tu i ówdzie, odpychana chrząknięciami mniej odpornych uczestników spotkania. – Nie wiem, jak moi szanowni koledzy… – Prezes odezwał się jako pierwszy. – Ja natomiast uważam, że pomysły, które pani przedstawiła, to nic nowego. To wszystko już było i niestety nie dziwię się, że nasza największa konkurencja, Beauty B, bije nas na głowę z wynikami sprzedaży. – Mężczyzna zmarszczył brwi i oparł się o krzesło, krzyżując ręce w wyrazie dezaprobaty. Nina była pewna, że po tej wypowiedzi posypią się krytyczne uwagi pozostałych uczestników. Prezes zawsze dyktował ton całego spotkania, a scenariusz takich zebrań był niezmienny od lat. – Mam też zastrzeżenia dotyczące wstępnych założeń budżetu na kampanię reklamową – kontynuował mężczyzna. – Znowu wydamy miliony, ale jaką mamy gwarancję, że myjąca się pod prysznicem modelka zapewni nam wzrosty? Planowane koszty są bardzo wysokie, a zwrot z inwestycji w krótkim czasie – nierealny. W dłuższej perspektywie niestety również bardzo wątpliwy. Pozostali członkowie zarządu, zgodnie z  prognozą Niny, kiwali głowami po każdej wypowiedzi prezesa. – Tak, tak. Potrzebujemy nowości i świeżości, a modelka pod prysznicem jest passé – odezwał się wiceprezes, który zawsze był czerwony jak burak przy tego rodzaju spotkaniach. – Co pani o tym myśli? – Prezes oparł się o fotel i skierował swój wzrok prosto na Ninę, która stała w świetle włączonego rzutnika, nie mogąc wydusić słowa. Poszatkowane myśli w  jej głowie nadal plątały się w chaosie, a ona nie potrafiła ich ułożyć w sensowną całość. Na ratunek przyszedł Alex, który wstał i spokojnym tonem odezwał się do zebranych: – Szanowni państwo, tak jak koleżanka zaznaczyła, to jest wstępny koncept. Poczekajmy. Jeżeli mogę zaproponować, to osobiście włączę się w  ten projekt. Przygotujemy wspólnie z Niną alternatywny plan działania i przedstawimy na spotkaniu w przyszłym tygodniu. Nina odetchnęła. Wiedziała, że prezes przystanie na tę propozycję. Alex, mimo że pracował w korporacji dopiero od kilku miesięcy, zdążył już zbudować bardzo silną pozycję w firmie. „Urodzony przywódca, i do tego erudyta!”, jak nazywała go z dumą Rita, chełpiąc się przy okazji swoim wielkim sukcesem rekrutacyjnym. Alex faktycznie był błyskotliwy i charyzmatyczny, a w dodatku miał rozległą wiedzę na wiele tematów. W końcu był absolwentem uniwersytetu w Oxfordzie, który ukończył z wyróżnieniem. Nie bał się wizjonerskich pomysłów, a przede wszystkim umiał przekonać do nich decydentów. Nina popatrzyła na niego z  zachwytem. Czuła, że grunt pod jej rozdygotanymi nogami zaczyna być znowu stabilny. – Świetny pomysł. Co dwie głowy, to nie jedna. – Prezesowi, zgodnie z  przewidywaniami, inicjatywa Alexa przypadła do gustu. – Musimy odwrócić ten fatalny trend. Mam nadzieję, że czujecie państwo powagę sytuacji. Za tydzień widzimy się w tym samym składzie. Spotkanie zostało zamknięte. Uczestnicy zaczęli opuszczać salę konferencyjną. Alex uśmiechnął się do Niny i puścił porozumiewawczo oko. – Dziękuję – szepnęła Nina i spojrzała na niego z wdzięcznością. W jej głowie pobrzmiewała jedna myśl, jak jednozdaniowy najsłodszy refren najukochańszej pieśni, której wtórowało nadal niespokojne serce: Mój Alex mnie uratował. Mój Alex mnie uratował. Mój Alex mnie uratował. „

Tagi:

książka,  Alicja Bartosz, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót