Partner: Logo KobietaXL.pl

Dlaczego napisałeś „HALT”? Czy ta książka jest dla ciebie elementem terapii?

Prowadzenie dzienniczka głodu alkoholowego było jednym z zaleceń, jakie otrzymałem tuż przed opuszczeniem ośrodka odwykowego. Zastosowałem się do wszystkich innych (terapia, mitingi AA, skrupulatne planowanie każdego trzeźwego dnia i rozliczanie się z niego przed samym sobą wieczorem), z czasem podjąłem też próbę pisania takiego dzienniczka. Szybko jednak pojąłem, że piszę coś zupełnie niedziennikowego, a praca nad tekstem zaczyna pomagać mi zagospodarowywać bezsenne noce. Szczerze mówiąc, już w czasie pobytu w ośrodku narodziła się we mnie potrzeba podsumowania i swojego dotychczasowego życia, i tego wszystkiego, czego o alkoholizmie dowiedziałem się podczas leczenia. Nie tylko od terapeutów i z książek, ale przede wszystkim od innych uzależnionych i współuzależnionych.

Pisanie „Haltu” rozumieć można jako terapeutyczne w tym względzie, że – zwłaszcza na początku – było to po prostu jedna z czynności, której wykonywaniem wypełniałem sobie ocean czasu, który rozpostarł się przede mną po wyjściu z placówki. Zostawiłem picie, ale został po nim lej, który należało wypełnić czym innym. Wiąże się to z jeszcze jednym moim przekonaniem. Mianowicie nie sądzę, by dało się rzucić coś, co miało na nas tak silny wpływ i determinowało praktycznie wszystkie poczynania i wytrwać w trzeźwości nie znalazłszy dla tej rzeczy zastępstwa. Oczywiście, ważne, by było to zastępstwo akceptowane społecznie – ja poszedłem w sport, w pisanie i w dyscyplinę pracę zawodowej. Z czasem jednak pojąłem, że nie są to w moim życiu żadne nowe rzeczy, zatem trzeźwiałem nie tyle budując nowe nawyki, co odbudowując, odgruzowując dawne i dobre, o których – gdy piłem – nie pamiętałem.

 

Jak długo piłeś? Jak to twoje pijane życie wyglądało?

Odpowiadając na to pytanie, mógłbym napisać drugą książkę. Moje picie było – w zależności od etapu rozwoju choroby alkoholowej – różne. Najpierw gówniarskie i szpanerskie, towarzyskie i wynikające z potrzeby bycia akceptowanym i „swoim”. Myślę, że miałem wtedy 13, 14 lat. Później – co znamionowało już początek choroby – piłem samotnie, systematycznie, rutynowo i metodycznie. W końcu jednak, wielokrotnie traciłem kontrolę, piłem w sposób łapczywy, szalony i chory, wystawiając się na skrajne doświadczenia psychiczne i fizyczne.

 

Kiedy doszedłeś do wniosku, że czas coś z tym zrobić? Co było impulsem, który sprawił, że zdecydowałeś się na leczenie?

Mówi się, że by ocknąć się i podjąć leczenie, trzeba dotknąć dna. Dla każdego uzależnionego to dno może być czymś innym. Wiele razy wydawało mi się, że dotykam dna, ale każde kolejne zejście pokazywało mi jedynie tyle, że upaść można niżej. Nie pomagały detoksy, problemy ze zdrowiem psychicznym i fizycznym, nawet pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Wciąż wracałem do picia. Myślę, że zatrzymałem się z kilku względów. Po pierwsze, w pewnym momencie nie mogłem już znieść siebie pijącego, byłem całkowicie wyczerpany. To mogło się skończyć albo śmiercią, którą na pewnym etapie traktowałem jako wyzwolenie, albo wyjściem z nałogu. Po drugie, wydaje mi się, że te wszystkie słowa, prośby i starania ludzi wokół mnie, moich najbliższych nie poszły na marne, w końcu dotarły do mnie słowa, którymi karmili mnie ludzie życzliwi i dobrze mi życzący. Przełomowym momentem, jeśli miałbym taki wskazać, było chyba spotkanie i rozmowa z młodszym bratem na krakowskich plantach w październiku 2018 roku. To, co podczas tej rozmowy zobaczyłem w jego oczach, zdecydowało, że go posłuchałem i następnego dnia poszedłem na odwyk. Wyspecjalizowałem się w znoszeniu tego, że mój dwanaście lat młodszy brat smucił się, denerwował i złościł na mnie z powodu mojego picia, ale nie byłem gotowy na widok jego przerażonego. Ten sam strach czułem kiedyś ja. Nie mogłem pozwolić na to, by on czuł się przy mnie tak samo. Przecież to ja powinienem troszczyć się o młodszego brata (tak samo jak robiłem to w jego dzieciństwie), a nie on o mnie. Wtedy zrozumiałem, że nie da się dłużej żyć w taki sposób. Nieważne, co będzie po odwyku, ważne, żeby skończyło się to, co jest.

 

A potem powstała książka. Nie miałeś obiekcji, żeby przyznać się publicznie, że jesteś alkoholikiem? A może to też część terapii – „jak się przyznam, to wstyd będzie wrócić do picia”?

Nauczyłem się nie patrzeć na swój alkoholizm jak na stygmat. Podczas pobytu w ośrodku bardzo zainteresowałem się problemem uzależnień. Ponownie odkryłem w sobie pasję naukowca, która umarła jakoś we mnie po studiach i doktoracie, który porzuciłem. Tyle tylko, że tym razem przedmiotem badań uczyniłem nie literaturę, ale alkoholizm, mechanizmy rozwoju choroby i wychodzenia z niej, przyjrzałem się też sobie samemu uwikłanemu w te schematy.

Odstawienie alkoholu otworzyło we mnie miejsce na nowe treści. Zatrzymałem się w piciu i okazało się, że jest we mnie mnóstwo miejsca, które trzeba wypełnić. Osobiście uważam, że alkoholizm, jak i inne uzależnienia (czy to od substancji, czy zachowań) to skutek trudności w radzeniu sobie z poczuciem niskiej wartości, z brakiem akceptacji, lękiem przed problemami. Oczywiście problemy emocjonalne mają różne i złożone przyczyny, a ja nie jestem psychologiem, więc nie będę się wymądrzał.

Pisząc zatem, nie myślałem o wstydzie. Sądziłem, że powinienem podzielić się swoim zmaganiem z chorobą alkoholową i kwestiami, które wówczas były dla mnie wielkimi rewelacjami. Uzmysłowiłem sobie, w jakim zakłamaniu, w jak skomplikowanej sieci zaprzeczeń i iluzji żyje osoba uzależniona i że – skoro mi udało się tę plątaniną rozwikłać – to warto pokazać, jak to się stało. Mój osobisty komfort był tu drugorzędny, nieważny. Moja książka nie jest spowiedzią z czasu upadku, a próbą pokazania kogoś, kto podnosi się z kolan. To nie jest opowieść o schodzeniu na dno, a o wdrapywaniu się pod górę. Bardzo szybko zresztą zacząłem myśleć o „Halcie” jak o literaturze, a nie jak o opowiadaniu osobistej historii. Zapewne i to przyczyniło się do tego, że nie myślałem za dużo w kategoriach ekshibicjonizmu czy wstydu.

 

Powiedziałeś też pięknie, że alkoholizm cię nie definiuje. Jesteś kimś więcej niż tylko alkoholikiem. Dla wielu osób te słowa mogą być naprawdę bardzo ważne, bo alkoholizm nadal stygmatyzuje i są ludzie, którzy boją się do niego przyznać.

Przyznanie się choćby przed samym sobą i najbliższymi, którzy przecież na co dzień zmagają się z nami-uzależnionymi, jest podstawą rozpoczęcia procesu trzeźwienia. Bo trzeźwość nie oznacza tylko niepicia. Każdy alkoholik doskonale opanował niepicie, wielokrotnie zatrzymywał swoje ciągi, przysięgał abstynencję i potrafił ją utrzymywać nawet przez dłuższy czas. Realna trzeźwienie to proces. Rozciągnięte w czasie zmiany zachodzące na poziomie umysłu, ciała i ducha (czymkolwiek on jest).

Jeśli nie powiesz sobie, że jesteś uzależniona/y, to nie zrozumiesz, że to tylko jedna z twoich cech. Wcale nie najważniejsza! Nie definiuje cię, nie stygmatyzuje i nie zabrania realizować się dokładnie we wszystkich innych dziedzinach życia. Osoba chora na serce nie wygra złota olimpijskiego w sprincie, człowiek z lękiem wysokości nie skoczy na bungee, a alkoholikowi (osobie chorej na alkohol) nie wolno pić, bo picie – wcześniej czy później – doprowadzi go na krawędź szaleństwa albo zabije.

Mam na imię Jakub i jestem alkoholikiem. Nie czuję w związku z tym wstydu, bo nie jestem tylko alkoholikiem. Jestem też synem, starszym bratem, partnerem, nauczycielem, autorem książki, która pomaga ludziom trzeźwieć i osobą udzielającą ci wywiadu, co świadczy tylko o tym, że warto było zrobić to wszystko, włącznie z upublicznieniem mojego zmagania z chorobą.

 

Jak postrzegasz uzależnienie? Mówiłeś mi, że to rodzaj ucieczki. Od czego ty sam uciekałeś?

Alkohol to regulator emocji. Skoro powiedziałem wcześniej, że osoby skłonne do uzależnień, to osoby niekontrolujące swoich emocji, wówczas alkohol (lub inne substancje działające podobnie, czy kompulsywne zachowania) pomagają te emocje regulować. Alkohol dla alkoholika nie jest trucizną, ale lekarstwem. Pozwala podnieść się z łóżka, pójść do pracy, zatrzymać drżenie mięśni, uspokoić roztargnienie, lęk i przygnębienie. Oczywiście, kiedy zaczyna brakować alkoholu, te same stany, którym on zapobiegał, wzmagają się, a uzależniony pije jeszcze więcej, by im zaradzić. W ten sposób zamyka się w błędnym kole, szale, w którym zacierają się granice świadomości. Piję czy trzeźwieję? Jest czy tylko się zdaje? Śnię, czy trwam na jawie? To ja czy nie ja? Z tego zaczarowanego kołowrotu bardzo trudno jest wyrwać się samemu. Ktoś musi ci podać rękę, ktoś musi cię odciągnąć, wyjąć twój chory mózg, postawić go przed tobą i powiedzieć: „patrz, co robisz”. A najłatwiej jest dostrzec swoje splątanie, kiedy zderzy się swoje zachowania z innymi uzależnionymi. Najpierw pomyślisz: „Boże, co oni mówią?”, a kilka godzin, dni, tygodni później wiesz już, że mówisz i robisz dokładnie to samo. Dlatego w przypadku leczenia uzależnień tak skuteczna jest metoda terapii grupowej albo spotkania w ramach Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. W ten sposób ludzie odbijają się w sobie jak w lustrach, zaczynają w innych dostrzegać iluzję, w której sami tkwią, pijąc. Uciekałem od wielu rzeczy. W większości wyimaginowanych. Od samotności, od poczucia niskiej wartości, od braku akceptacji, od trudności wynikających z normalnego życia, od braku celu, od kompleksów. Wszyscy się czegoś boimy, wszyscy śnimy koszmarnie, wszyscy jesteśmy – tak czy inaczej – uzależnieni. Ważne, by mieć świadomość, że nie jesteśmy w tym sami, że są ludzie, którzy czują bardzo podobnie, że jest nas wielu, też takich, którzy dotknęli już swoich den i którym udało się wrócić na powierzchnię.

 

Jak się żyje ze świadomością, że już nigdy nie wolno się napić? Jest żal, czujesz jakąś stratę? Unikasz ludzi pijących?

Kiedy wchodziłem do ośrodka leczenia, nie potrafiłem sobie wyobrazić życia po wyjściu z niego. Im bliżej było dnia, w którym miałem go opuścić, tym silniejszy był strach przed konfrontacją z codziennością. Konieczność wrócenia do tego samego miasta, bloku, pokoju. Konieczność posprzątania tego wszystkiego, poukładania sobie świata raz jeszcze na nowo. Ogrom rzeczy do zrobienia może człowieka sparaliżować. Ogrom rzeczy praktycznych, ale i ogrom spraw, które poukładać trzeba sobie w głowie już właściwie samemu. Może i stąd to moje pisanie, może to takie układanie było… I rzeczywiście, gdyby nie bliscy ludzie, gdyby nie bardzo skrupulatne stosowanie się do wszystkich rad udzielonych mi w placówce odwykowej, pewnie nie trwałbym już czwarty rok w trzeźwości. Życie bez alkoholu wcale nie jest łatwiejsze, ale jest zupełnie inne. Na pewno bardziej świadome, stabilne, pewne, czujesz, że masz sprawczość, decyzyjność, że twoje życie zależy od ciebie, możesz je kontrolować, a nie tylko nieść się na fali permanentnego rauszu, który – wcześniej czy później – skończy się wyrzutami sumienia, wstydem, konfliktem z otoczeniem. Życie bez alkoholu to życie, w którym nie chowasz się przed światem, ale mierzysz z nim i dość często wychodzisz z tych starć zwycięsko. Zresztą, w pewnym momencie to już nie są starcia, to po prostu trwanie, które akceptujesz i którym uczysz się cieszyć.

 

Myślisz, że ktoś kto nie jest uzależniony, jest w stanie zrozumieć alkoholika? Ten marsz ku samounicestwieniu?

Przede wszystkim nie uważam, że istnieją ludzie nieuzależnieni. Każdy jest od czegoś uzależniony. Nie wynika to tylko ze specyfiki współczesnego świata, ale i z ludzkiej natury. Nasze życie to marsz ku samounicestwieniu. Szkodzimy sobie dziesiątkami czynności, które wykonujemy codziennie a które są akceptowane społecznie, podobnie jak dajemy przyzwolenie na patologiczne spożywanie alkoholu. Zamiatamy problem pod dywan, zasłaniamy okna, pudrujemy sińce albo obśmiewamy chorobę psychiczną, którą jest alkoholizm. W naszym kraju poziom spożycia alkoholu śmiało nazwać można poziomem degradacji społecznej. Nie znam osoby, która nie miała albo nie ma w rodzinie lub wśród znajomych osoby uzależnionej od alkoholu. Ogromna część znanych mi ludzi zmaga się z alkoholizmem lub jest na świetnej drodze, by mieć w niedługim czasie poważny problem. Nic mnie tak nie złości, jak ukrywanie tego problemu. Nienawidzę udawania, że wszystko jest dobrze. Każde przemilczenie pogłębia problem. Alkoholizm to najgroźniejsza pandemia, o jakiej w życiu słyszałem.

Myślę, że każdy jest w stanie zrozumieć osobę nieszczęśliwą, zagubioną i samotną. Tak mi się wydaje. Każdy – choć raz – czuł się przecież w ten sposób. Każdy też rozumie, że ludzie, którym świat wydaje się nieznośny albo oni sami wydają się sobie nieznośni, sięgną po „lek”, który choć na chwilę uśmierzy ich ból i pozwoli im spokojniej zasnąć. Sięgamy po różne tego typu „leki” – praca, seks, jedzenie, wirtualny świat. Smutne „leki” na „lęki”.

 

Książka powstała niedługo po tym, jak wyszedłeś z ośrodka. Jaki był tamten Jakub z perspektywy dzisiejszego Jakuba? Co się przez te kilka lat zmieniło?

Dzisiejszy Jakub jest trzy lata starszy od tego, który zaczął pisać „HALT”. Z punktu widzenia trzeźwości jestem więc dzisiaj bardziej świadomym trzeźwiejącym. Przebyłem dłuższą drogę. W książce jednak nie zmieniłbym niczego. W założeniu był to tekst-raport ze stanu wewnętrznego kogoś, kto w trzeźwym życiu uczy się stawiać pierwsze kroki. Z literackiego punktu widzenia, jestem dzisiaj po napisaniu kolejnej książki (ukaże się w styczniu przyszłego roku), zatem i w tej materii wydaję się samemu sobie bardziej świadomy i trochę sprawniejszy.

Przez ostatnie cztery lata życia wydarzyło się tak dużo, że nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze cztery lata temu trząsłem się w „jedynce” tuż po przyjęciu do ośrodka i rozmawiałem z halucynacją Chrystusa, który opowiadał mi o tym, jak chudł na pustyni. A dzisiaj jestem spokojny, skupiony na pracy i celach, które wyznaczam sobie bez pośpiechu.

Wiesz, co się zmieniło najbardziej? Jestem dużo cierpliwszy niż kiedyś. Pewnie mało kto z moich znajomych powie, że jestem osobą cierpliwą, ale – proszę mi wierzyć – w porównaniu z tym, co robiłem przed laty, jestem dzisiaj aniołem cierpliwości.

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Zdjęcie Piotr Młynarczyk

 

Wydawnictwo Wielka Litera 2022

Tagi:

książka,  alkohol,  alkoholizm,  uzależnienie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz