Partner: Logo KobietaXL.pl

- Ja już byłam u prawnika, bo telefony od ciotki mnie wykańczają – mówi Renata. - Nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie do tego, by siedzieć przy łóżku matki. Może jestem wyrodną córką, ale ona sobie na to zasłużyła. Zniszczyła mi życie swoją zaborczością.

 

Nie zostawiaj mnie samej, dziecko

 

Renata dziś wie, że jej matka była na wskroś toksyczna. Dbała tylko o siebie i o swój komfort. Wpędzała córkę w poczucie winy, symulowała choroby, byle Renata była na każde skinienie ręki.

- Manipulowała mną od dzieciństwa, ojciec nas zostawił, wiecznie biadoliła, że musi się dla mnie poświęcać – wspomina Renata. - I dodawała, że za to należy jej się moja wdzięczność. A ja w to święcie wierzyłam.

 

Więc córka się poświęcała. Kiedy koleżanki chodziły na imprezy, ona zostawała w domu. Bo przed jej każdym wyjściem, matka nagle dostawała palpitacji serca. Każdy wyjazd na obóz był okupiony poczuciem winy. Bo matka może przecież jej potrzebować.

- Masakra. Matka ma siostrę, która mieszka niedaleko, zawsze mogła jej pomóc. Ale przecież nie o to chodziło, chodziło o to, żeby mnie do siebie przywiązać – opowiada Renata.

 

Wyjedź ze mną, proszę

 

Renata na studiach poznała chłopaka. Ona studiowała marketing, on ekonomię. Przyjechał do jej miasta z drugiego końca Polski, miał przejąć po ojcu rodzinny interes. Zakochali się w sobie do szaleństwa. Bogdan mówił Renacie, że musi do siebie wracać, ale prosił, by z nim wyjechała. Bo tam u niego stworzyliby dom. Mieliby też oboje zapewnioną dożywotnio pracę.

- Myślałam o tym bardzo często, jakie to byłoby cudowne. Jak mogłabym mieć fajne życie – wzdycha Renata.

Przyprowadziła Bogdana do domu, opowiadała matce o swoich planach. I wtedy zaczęło się szaleństwo. Matka rozpaczała, że jedyne dziecko chce ja opuścić, zostawić samą, coraz starszą, chorą. Robiła Renacie wyrzuty. Że jest wyrodną córka, że jest niewdzięczna.

- Ja wtedy to jeszcze łykałam, jak przysłowiowa gęś kluski. Powiedziałem Bogdanowi, że nie mogę matki zostawić. On już wtedy mi mówił, że to toksyczna relacja. Ale ja nie byłam gotowa jeszcze matki opuścić – wzdycha Renata ciężko.

Skończyli studia, Bogdan wyjechał. Renata wie, że poznał tam kilka lat później jakąś kobietę. Ułożył sobie z nią życie. Ona została z jęczącą matką i z tęsknotą za utraconą miłością.

- Byłam w rozpaczy, ale moja rodzicielka miała wyraźnie satysfakcję. I pewnie dalej bym niczego nie rozumiała, gdyby nie matka mojej koleżanki – wspomina Renata.

Była u nich w domu w odwiedzinach, atmosfera była tam inna. Koleżanka spytała o Bogdana, od słowa do słowa wróciła stara historia. Matka koleżanki była w szoku. Stwierdziła, że każdej matce jest smutno, kiedy dziecko wyjeżdża. Ale ono jest oddzielnym bytem i każda normalna matka chce wyłącznie jego szczęścia.

- I to ona dyskretnie zaproponowała, żebym poszła gdzieś na terapię. Ta kobieta uratowała mi życie – mówi Renata.

 

Trzeba uciekać, gdzie pieprz rośnie

 

Na terapię chodziła długo, potrzebowała czasu, by zrozumieć manipulacje matki. I to terapeutka zaproponowała, żeby Renata gdzieś wyjechała i wyłączyła na tydzień telefon. Niech matkę uprzedzi, że nie ma tam zasięgu, że musi sobie sama poradzić.

- Wybrałam Egipt, była fajna wycieczka objazdowa. Powiedziałam matce, że się nie dodzwoni. Że w razie czego ma mieć kontakt z siostrą. Matka była oburzona, ale ja już byłam na innym etapie, zwyczajnie musiałam to zrobić – opowiada Renta.

 

Szczególnie, że była dorosła i samodzielna. Miała własne dochody i dobrą pracę. Nie umiała jedynie wyprowadzić się od matki z domu. To miał być pierwszy krok w odcinaniu pępowiny. Okazał się bardzo ważny. Bo kiedy Renata wróciła, matka żyła i miała się całkiem dobrze. Były co prawda fochy, ale Renata już nie brała tak tego do siebie.

 

Na wycieczce Renata poznała Jarka, był na niej ze swoim kumplem. Fajnie im się gadało, przypadli sobie do gustu. Tyle, że znowu Jarek mieszkał na drugim końcu Polski. Zaczęli się spotykać od czasu do czasu po powrocie, uznali, że chcą być w związku.

 

Mogę do ciebie przyjechać

 

Jarek był nawet skłonny się przenieść. Ale Renata nagle dostrzegła swoją szansę. Zaproponowała, że to ona się do niego przeprowadzi. Jej firma ma filię w mieście Jarka, Bez problemu dostała tam przeniesienie. Czekała ją jeszcze batalia z matką.

- Ale cały czas byłam w terapii, byłam już znacznie silniejsza i wiedziałam, co przez nią straciłam – opowiada Renata. Nie chciała już żyć w popłochu, bo nawet w sklepie na zakupach ścigały ja telefony od matki. Pytania gdzie jest, co robi i kiedy do domu wróci.

- Miałam tego po kokardy, bałam się strasznie się bałam, ale powiedziałam sobie, teraz albo nigdy – mówi Renata.

Był płacz i karczemne awantury. Były znowu palpitacje, raz przyjechała nawet karetka. Matce zaordynowano leki uspokajające, nie stwierdzono żadnej choroby serca. Renata przekonała się, że żyła w kłamstwie, że matka wymyślała choroby, byle trzymać przy sobie córkę.

- I wyjechałam, zostawiłam zdrową, dorosłą kobietę. Matka jeszcze wtedy pracowała, nie działa jej się żadna krzywda – wspomina Renata.

 

Musisz przyjechać zająć się matka

 

Po wyjeździe zmieniła numer telefonu. Podała go wyłącznie ciotce. Do matki dzwoniła czasami z zastrzeżonego numeru. Cały czas słuchała żali w słuchawce.

- Nie było pytań, jak żyję, czy jestem szczęśliwa z Jarkiem. Tylko utyskiwania na jej los i płacz, że wychowała niedobrą córkę – mówi Renata.

Po kilku latach dostała telefon od ciotki. Że matka dostała udaru i Renata ma wracać, żeby się nią zająć. Że takie jest życzenie matki.

- Wtedy pojechałam, matka była jeszcze w szpitalu. Na szczęście udar nie poczynił wielkich spustoszeń, matka po chorobie była w miarę samodzielna – opowiada Renata. - Oczywiście powiedziała, że życzy sobie, żebym się nią zajęła. Odpowiedziałam, że mogę pomóc jej załatwić dom pomocy, albo jakąś opiekunkę.

Matka i ciotka twierdziły, że Renata ma psi obowiązek, żeby zajmować się chorą matką. Że tego wymaga się od dorosłych dzieci. Ciotka bez przerwy wydzwaniała. Renata poszła wtedy do prawnika, żeby się dowiedzieć, czy naprawdę musi wracać do matki.

 

 

Dorosłe dzieci nie muszą zajmować się rodzicami

 

Renata w świetle prawa może odmówić osobistej opieki nad matką. „Kodeks rodzinny i opiekuńczy ma za zadanie regulować kwestie dotyczące stosunków rodzinnych i zapobiegać sytuacjom, które osłabiają więzi rodzinne między dziećmi i rodzicami. Zgodnie z artykułem 87 wyżej wymienionego kodeksu rodzice i dzieci powinni się wzajemnie szanować i wspierać. Przez szeroko pojmowane wsparcie można rozumieć pomoc materialną - obowiązek alimentacyjny, wsparcie w czasie choroby, kalectwa, załatwianie spraw związanych z życiem codziennym, np. zrobienie zakupów czy pomoc w podejmowaniu ważnych decyzji(…) - czytamy na stronie Centrum Mediacji Sądowych - (…) Niestety, nie istnieje żaden prawny obowiązek opieki nad osobą starszą czy schorowaną. Nie można także wymusić na nikim z bliskich obowiązku sprawowania opieki, ponieważ obowiązek ten powinien wynikać z moralności każdego z nas. Uregulowaną powinnością jest obowiązek alimentacyjny na rzecz rodziców żyjących w ubóstwie.”

 

- Można wymagać pomocy od dzieci, gdy w domu jest normalnie. Ja się od matki odcięłam i nie wrócę – mówi Renata. - Nikt mnie nie może do osobistej opieki nad matką zmusić. Mogę pomagać finansowo, zorganizować kogoś do opieki. Ale nie ma takiej siły, żeby znowu mieszkała z matką. Zabrała mi wystarczająco dużo życia.

 

Magdalena Gorostiza

źródło: https://www.centrummediacjisadowych.pl/wpis/27,prawa-i-obowiazki-czlonkow-rodziny-w-przypadku-choroby-jednego-z-nich

 

Tagi:

matka ,  córka ,  opieka ,  życie ,  prawo , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót