Partner: Logo KobietaXL.pl

Zanim trafiłaś do Gruzji, dość odważnie weszłaś na rynek ukraiński. Byłaś młoda, pełna zapału i wpadłaś na pomysł świetnego biznesu.

To prawda. Pochodzę z Nowej Huty, na UJ w Krakowie studiowałam filologię ukraińska i rosyjską, co rzecz jasna ułatwiło mi potem życie, bo znam język. Jako studentka dorabiałam sobie w hostelu w Krakowie. To był czas przed Euro 2012. Pojechałam do Kijowa i stwierdziłam, że tam hosteli nie ma, a turyści będą szukać noclegów. Miałam do zainwestowania 20 tysięcy złotych. Otworzyłam pierwszy hostel na 18 miejsc w 2008 roku. To był strzał w dziesiątkę, mój hostel był dopiero trzeci w Kijowie. Kolejny hostel, na 56 miejsc, otworzyłam już ze wspólnikiem.

Lidia i jej obrazy.

 

Interes szybko się zwrócił, pomysł był świetny. Z Ukraińcami doskonale się pracuje, mam tam wielu przyjaciół. Gorzej było z administracją i miejscową milicją. Tam słowo „wziatka” nie oznacza łapówki, ale raczej „haracz”. No, to nie było ani miłe, ani łatwe. Ale miałam prawnika zatrudnionego na 24 godziny na dobę i jakoś dawaliśmy radę. Takie tam były wówczas realia, mam nadzieję, że to się jednak zmieni. I zarówno przed Euro 2012 jak i zaraz po nim Kijów był odwiedzany przez turystów z całego świata. Hostele pękały w szwach, po naszych powstawały kolejne. Ale nadszedł grudzień 2013, zaczął się Majdan i turyści przestali przyjeżdżać. W 2014 roku stwierdziłam, że nie ma sensu dalej się męczyć, bo biznes zupełnie siadł. Zamknęliśmy hostele, bo były nieopłacalne.

 

 

Miałaś już jednak plan B…

Tak, już w 2009 roku pojechałam do Tbilisi, żeby tam otworzyć hostel. Zrobiliśmy to w 2011 roku. To też był dobry biznes, pracowaliśmy ze wspólnikiem na zmianę. Krążyłam między Polską, Kijowem i Tbilisi. Ale potem zjadła nas konkurencja, ale ja już pokochałam Gruzję. Byłam w związku, otworzyliśmy z moim partnerem firmę turystyczną. Przeniosłam się do Batumi. Potem nadeszła pandemia i ten czas spędziłam w Polsce.

Batumi

Batumi

Byłam też po złamaniu nogi, żyłam z oszczędności. Wiedziałam jednak, że do Gruzji wrócę. No ale okazało się, że mój związek się rozpadł, a partner przejął naszą firmę. Musiałam znowu zaczynać od zera. Pozbierałam się do kupy i staram się odbudować mój biznes, bo uważam, że turystyka w Gruzji ma sens. Ten kraj ma wiele do zaoferowania. Chcę na nowo prowadzić wycieczki, organizować wyjazdy, mam też pomysł na wyjazdy inwestycyjne, ale na razie nie będę go zdradzać. Batumi przyciąga wiele osób, warto tu zainwestować w nieruchomości. Powoli tworzę nową stronę swojej firmy caucasusplanet.com. Nazwa firmy - Planeta Kaukaz - nawiązuje do reportażu Wojciecha Góreckiego, bo tu faktycznie jest trochę, jak na innej planecie. Mam nadzieję na to, że jakoś to wszystko zagra, bo nie ukrywam, że moment jest dla mnie trudny.

Batumi

 

Łatwo prowadzić biznes w Gruzji?

Tak, to siódmy na świecie kraj, jeśli chodzi o łatwość prowadzenia interesów, otwarty na obcokrajowców. Formalności załatwiasz w jeden dzień, nie ma problemu. Jeśli nie przekracza 170 tysięcy zł rocznie obrotu, płacisz zaledwie 1 procent podatku. Dlatego wielu obcokrajowców chce tu inwestować. Tylko ceny znacznie podskoczyły. Przed wojną Rosji z Ukrainą apartament w Batumi mogłaś kupić za 400 dolarów za metr, teraz to 1200 – 1500 dolarów. Do Gruzji przypłynął strumień pieniędzy z Rosji, Rosjanie tu zaczęli inwestować, tu też się teraz często przeprowadzają, co Gruzinom kompletnie nie przeszkadza.

 

Zawsze mieli mocne związki z Rosją. Byłam w Gruzji wiele lat temu, jeszcze prezydentem był Saakaszwili, zaprzyjaźniony z Trumpem. Już wtedy był inwestycyjny boom w Batumi, miast miało się „amerykanizować”. Tyle tylko, że wszyscy mówili po rosyjsku, oglądali rosyjską telewizję czy pirackie filmy na DVD po rosyjsku.

I nic się nie zmieniło pod tym względem. Jeśli nie znasz gruzińskiego, a ja nadal nie znam biegle, to rozmawiasz po rosyjsku. No tak tu jest i kropka. Gruzja to w ogóle ciekawy kraj. Teraz to raj dla kryptowalut. W Batumi są bankomaty, które zamieniają bitcoiny na miejscowe pieniądze i to odbywa się bez podatku. Taka ciekawostka.

 

A Gruzini? Łatwo z nimi pracować?

Różnie. Uwielbiają turystów, którzy przyjeżdżają i zostawiają swoje pieniądze. Jeśli jednak robisz swój biznes, może być trudniej. Ostatnio w kurorcie w górach pobito zagranicznych instruktorów narciarskich, w myśl idei „Gruzja dla Gruzinów”. Część biur podróży wycofała się z kontraktów. Więc bywa i tak. Ale jest wielu fantastycznych ludzi, mam tu prawdziwych przyjaciół.

 

Widok na rzekę w Kulevi.

Ja teraz żyję jedną nogą w Batumi, drugą w Kulevi. To nadmorska wioska 80 km od Batumi. Jest tam port, z którego wypływają holowniki. Zabieram się często z marynarzami dojeżdżającymi do pracy z Batumi. W Kulevi też mieszka wielu marynarzy. Pływają po świecie, to kompletnie inni ludzie. Ale sama wioska jest na razie zaniedbana, choć ma cudowną, piaszczystą plażę. Kupuję tu dom, tu chcę mieć swoje miejsce na Ziemi.

 

Z tego, co wiem, chcesz też wioskę obudzić do życia, pokazać, że trzeba o nią dbać?

Tak, bo plaża jest brudna, śmieci wyrzucane są do rzeki, a potem morze wywala je na plażę. Więc mam zamiar powolutku zmieniać świadomość mieszkańców, mam nawet pierwsze, niewielkie efekty.

 

Sprzątanie plaży.

 

 

Tu są też gorące źródła, kompletnie niewykorzystane. A ja chcę w moim domu zrobić pokoje gościnne, może z czasem postawić domki. Chcę to miejsce nazwać Mental Spa. Mieć tu swoją pracownię, galerię, bo maluję amatorsko obrazy. Taki mój konik. Chciałabym je sprzedawać, ale nie mam jeszcze odwagi wyjść z nimi do ludzi.

 

Pracownia Lidii.

 

Ale to też jest w planach, może w końcu pokażę je światu. Żyję teraz głównie z tłumaczeń i chcę rozwinąć swoją firmę turystyczną, bo to moja pasja. I szansa na to, by zrealizować resztę planów.

 

Czemu wybrałaś Gruzję?

Bo to piękny kraj, nie jest jeszcze taki „od – do”. Czuję się tu wolna, a to dla mnie bardzo ważne.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Tagi:

emigracja ,  podróże ,  Gruzja ,  Lidia Marek , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót