Tak bardzo pragnęła być mamą
Jolanta jest bibliotekarką. Właśnie w bibliotece poznała męża, który przyszedł oddać i wypożyczyć nowe książki dla chorej matki.
- To właśnie mnie ujęło w Marku - opowiada kobieta. – Opiekował się mamą, czyli ją kochał i szanował. Zanim się umówiliśmy, pojawiał się kilka razy z lekturami do wymiany. W końcu sam się zapisał, bo go zachęciłam. Wyszukiwałam mu interesujące pozycje i zaczął je czytać. Zaczęliśmy się spotykać.
Jolanta była wtedy przed trzydziestką, Marek miał już 35 lat. Ze swoją wstydliwością i kompletnym brakiem gustu w dziedzinie mody, na pierwszy rzut oka nie wydawał się atrakcyjnym partnerem.
- Nie przeszkadzała mi jego postępująca łysina i lekka nadwaga, był miły – przyznaje Jolanta. – Jego mama umierała na raka, ojca nie miał. Chciała, aby jej syn trafił w dobre, kobiece ręce, zanim odejdzie. A ja chciałam mieć dobrego męża i dzieci.
Para pobrała się tuż przed odejściem teściowej Jolanty. Młode małżeństwo sprzedało swoje małe mieszkania, posiadali kawalerki. Kupili trzypokojowe lokum i mogli myśleć o powiększeniu rodziny.
- Bardzo chciałam być mamą, od razu zaczęliśmy starania – mówi kobieta. – Ale przez pierwsze dwa lata nic z tego nie wychodziło. Potem owszem udało się, ale z powodu zaburzeń mojego organizmu poroniłam w pierwszych miesiącach. Byłam załamana. Wpadłam w depresję. Marek uciekał w swoją pracę. Gdy przeżyłam żałobę po stracie nienarodzonej córeczki, znowu zaczęliśmy starania. Ale nic się nie działo.
Jolanta musiała poddać się terapii hormonalnej, poskutkowała. Ale to nie był koniec jej zmartwień. Ciąża była zagrożona. W ostatnich miesiącach musiała leżeć w szpitalu na oddziale patologii ciąży, na podtrzymaniu.
- Modliłam się o to dziecko każdego dnia – przyznaje kobieta. – Dowiedziałam się, że to synek, wybraliśmy mu imię Rafał. Co oznacza Bóg uzdrawia albo uleczy. W końcu się udało, chociaż urodził się jako wcześniak, ale był z nami. Moje życie nabrało sensu.
Często jednak nie było łatwo, wcześniak miał osłabioną odporność, często chorował.
- To nic, że miałam nieprzespane noce – uważa Jolanta. – Często brałam w pracy zwolnienia, mąż wziął na siebie zarabianie na rodzinę. Ominął mnie awans na kierownicze stanowisko, a potem nawet straciłam etat w dobrej placówce. Trafiłam do gorszego miejsca. Lecz przez te lata, zanim Rafał podrósł, nic się dla mnie nie liczyło, tylko syn.
Wychuchane dziecko
Jolanta wspomina, że nigdy nie była w stanie zapomnieć traumy jaką przeżyła walcząc najpierw o ciążę, donoszenie i uratowanie wcześniaka przed śmiercią i chorobami.
- Zawsze się o niego bałam i ten lęk nadal we mnie jest – stwierdza matka. – Tego nikt nie zrozumie, ile poświęciłam i przeżyłam, aby mój syn był bezpieczny, zdrowy.
Dlatego robiła wszystko, aby usunąć z jego życia każde najmniejsze choćby problemy. Regularnie chodziła z nim do lekarzy, dbała o jak najzdrowszą dietę, nie dopuszczała, aby bez kontroli bawił się z dziećmi na podwórku.
- Był chorowity, a ja miałam go tylko jednego – mówi Jolanta. – Rodzina i znajomi przewracali oczami, gdy sterylizowałam zabawki syna, albo zabraniałam mu kontaktu z innymi rówieśnikami, bo panowała jakaś choroba. Na placu zabaw nie chciałam, aby bawił się w piaskownicy czy dotykał brudnych huśtawek. Wszędzie mogły być groźne zarazki.
Przez kilka lat Rafał był karmiony przez matkę specjalnie przecieranymi posiłkami, bała się, że syn się zadławi. Jolanta nie pozwalała nawet Markowi na zajmowanie się dzieckiem. Uważała, że tylko ona zrobi to dobrze. Kobieta była tak zafiksowana na punkcie bezpieczeństwa syna, że nawet z nim spała, dopóki nie poszedł do szkoły.
- Przeczytałam o śmierci łóżeczkowej wcześniaków, nie potrafiłam przestać się bać – przyznaje. – Każdej nocy czuwałam przy synku i sprawdzałam czy oddycha. A potem, gdy podrósł, nie chciał spać sam. Płakał, przyzwyczaił się do obecności mamy w nocy.
W tym czasie Marek musiał się wynieść do innego pokoju. W końcu mężczyzna odsunął się od syna i od żony. Po pracy zamykał się w pokoju z komputerem. Wychodził z niego tylko na posiłki. Marek był rozczarowany swoim małżeństwem. Nie skarżył się, zajadał stres. Przesiadywał do późna w pracy, utył bo pocieszał się „śmieciowym jedzeniem” i słodkimi napojami.
Chorował, ale nic nie mówił żonie, że źle się czuje. A ona była skoncentrowana tylko na stanie zdrowia Rafała. Nie zauważyła, że z mężem nie jest dobrze. Marek dostał zawału i szybko zmarł.
- To był straszny cios – przyznaje Jolanta. – Musiałam być wtedy nie tylko matką, także ojcem. Syn podrastał, pilnowałam, by był przygotowany do szkoły, pakowałam plecak, aby nic nie zapomniał. Szykowałam codziennie czyste ubranie i gotowałam zbilansowane posiłki. Dbałam, aby nie wpadł w złe towarzystwo. Wściekał się, gdy nie pozwalałam mu zadawać się z nieodpowiednimi kolegami, ale przecież to było dla jego dobra.
Jolanta nie przyznawała się do nikogo, że przeszukuje rzeczy syna. Kontrolowała także jego telefon. Nadal to ona sprzątała pokój nastolatka, wybierała mu stroje, organizowała jego czas wolny. Także decydowała o dodatkowych zajęciach pozaszkolnych i jaki profil nauki ma mieć syn.
Bunt chłopaka
W liceum relacje między matką i synem zaczęły się pogarszać. Chłopak nie chciał już jej ingerencji w każdą dziedzinę życia. Zaczął ją okłamywać.
- To było straszne, gdy odkryłam u niego schowane papierosy – opowiada Jolanta. – Mówił, że idzie na trening, a szedł gdzieś z jakimiś kolegami i wracał śmierdzący piwem. Groziłam, że przestanę dawać kieszonkowe. Skutkowało, ale potem już nie. Zaczął kraść z mojego portfela, potem sprzedał kilka rzeczy po ojcu. Tak się zdenerwowałam, że zasłabłam. Wylądowałam na pogotowiu.
Po tym incydencie Rafał trochę się uspokoił. Bez dyskusji z matką, zdał maturę, ale wybrał studia z dziedziny IT. Wbrew woli Jolanty, która chciała by był lekarzem.
- Powiedział, że ma prawo do swojego życia – mówi kobieta. – Niestety oszukał mnie, zdał na uczelnię w naszym mieście, a potem po kryjomu przeniósł się na drugi koniec Polski. To był dla mnie cios.
Matka próbowała, namówić syna, by wrócił i studiował w rodzinnym mieście. Pragnęła, by nadal z nią mieszkał, a ona mogła się nim opiekować.
- Był taki delikatny, nie potrafił nic koło siebie zrobić – twierdzi. – Nie miał pojęcia jak trudne jest życie. Ale nie usłuchał. Gdy przyjeżdżał do domu, robiłam wszystkie jego ulubione potrawy, a potem przekonywałam aby zmienił zdanie. Nic nie docierało. Potem zaczął coraz rzadziej wracać. Najgorzej, że nie miałam pojęcia co tam robi, z kim się zadaje.
Kobieta w końcu pojechała bez zapowiedzi do syna. Zapukała i weszła, a Rafał leżał w łóżku z jakąś dziewczyną. Na stole stał alkohol. Był bałagan.
- Nie wytrzymałam, kazałam się tej bezwstydnej panience ubrać się i natychmiast wyjść – opowiada. – W mojego synka jakby coś wstąpiło, pierwszy raz tak na mnie krzyczał i kazał mi się wynosić. Z płaczem wybiegłam. Całą powrotną podróż nie potrafiłam opanować łez. Jak mógł mnie tak potraktować? Za to wszystko, co dla niego zrobiłam. Byłam przekonana, że przemyśli swoje zachowanie przyjedzie do domu i przeprosi. Nie zrobił tego. Czekałam na telefon. Nie zadzwonił. No to w końcu ja zadzwoniłam. Był obrażony, chociaż tak mnie potraktował. Liczyłam, że wszystko wytłumaczy, kim była ta osoba i co on w ogóle wyprawia. Skończyło się na awanturze. Syn kazał mi się odczepić i zająć w końcu sobą, a nie na nim wisieć i go dusić ta całą matczyna miłością. To był cios w serce. Rozłączył się i od tamtej pory nie odbiera telefonu. Odsyła pieniądze, które mu przelewam. Jestem załamana. Dałam mu życie, tyle miłości ile mogłam, a teraz nie chce mnie znać. Nie wiem co robić. Czy naszą relację można jeszcze naprawić, czy straciłam jedyne dziecko?
Nadopiekuńczy rodzic, trudna relacja
- Nadopiekuńczość mieści się w kategorii niezamierzonego krzywdzenia dziecka, jednak przy pogłębionej analizie sytuacji rodzinnej "sprawca" jawi się także jako ofiara zdarzeń życiowych, które w dużej mierze zadecydowały o kształcie jego osobowości – uważa Irena Kornatowska z Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
Kochający rodzice są przekonani, że wszystko co robią dla swoich dzieci, jest najlepsze i dla ich dobra. Dają miłość, opiekę, jak najlepsze warunki do życia. Na tym polega rodzicielstwo, ale problem zaczyna się gdy ta troska i miłość przestaje dawać dziecku przestrzeń do własnych doświadczeń i wyborów.
Najczęściej do takich sytuacji dochodzi w relacji matka – syn. Według psychologów głównymi przyczynami takiego schematu są ciężkie doświadczenia kobiet związane z trudnościami w zajściu w ciąże, poronienia, ciężki poród, zagrożenie życia noworodka, przedwczesne urodzenie dziecka.
Taka "wytęskniona" ciąża powoduje, że dziecko zyskuje status bezcennego skarbu, który jest chroniony za wszelką cenę.
Ten błąd popełniają także kobiety, które same miały nadopiekuńczą mamę, lub takie, które wychowały się bez miłości ze strony rodziców. Po urodzeniu swojego dziecka, chcą ten deficyt miłości jakoś "wynagrodzić" popadając w skrajność.
Nadopiekuńczość w późniejszym wieku dziecka wynika także z braku innych celów w życiu kobiety, hobby, relacji towarzyskich, satysfakcjonującej pracy. A także z powodu lęku przed "syndromem pustego gniazda". Gdy dzieci opuszczają dom, takie kobiety zostają z dylematem "Kim jestem, gdy nie jestem potrzebną mamą?".
Gdy doszło do zerwania relacji z dzieckiem nadopiekuńczego rodzica, można je naprawić, ale to wymaga czasu i zmieniany podejścia. Najważniejsze aby rodzic zaprzestał kontroli i uznał autonomię dziecka, nawet jeśli wybory życiowe nie podobają się matce czy ojcu. Przeprosił za swoje zachowanie. Przestał dawać "dobre rady", stosować szantaż emocjonalny, szanować nawet błędne wybory, traktować dziecko jak równego sobie dorosłego.
Dla rodziców, którzy mają z tym trudności pomocna będzie psychoterapia. Nadopiekuńczość wynika z wewnętrznych lęków. Bez przepracowania traumy, lęku przed odrzuceniem i samotnością nie jest możliwe uwolnienie się od starych mechanizmów kontroli. Terapia pozwala "odkleić" się emocjonalnie od życia dziecka. Rodzic musi znaleźć własną drogę.
Źródła:
https://psychologia.edu.pl/czytelnia/59-niebieska-linia/1014-matki-nadopiekuncze.html
https://psychoterapiacotam.pl/nadopiekunczy-rodzice-jak-sobie-radzic/
https://psychomedic.pl/jak-zerwac-z-nadopiekunczoscia/
https://ewolucjamyslenia.pl/spoleczenstwo/rodzina/toksyczna-matka-doroslego-syna-jak-sobie-z-nia-radzic/
https://centrummente.pl/toksyczna-matka/


