Partner: Logo KobietaXL.pl

Męska przyjaciółka

Od zawsze byłem typem gościa, który lubił rozbawiać innych. Wierzyłem bowiem, że dystans do siebie oraz otaczającej nas rzeczywistości stanowi klucz do sukcesu w pracy i życiu prywatnym. Przybrałem więc postać trefnisia, który raz opowie dowcip, a innym razem poklepie kogoś po plecach. Taka postawa gwarantowała mi towarzyską nietykalność – w szkole mi nie dokuczano, bo wiedziano, że rozśmieszę klasę, na studiach też uznawano mnie za gościa, który rozkręci każdą imprezę. W 2018 roku zacząłem pracować na prywatnej uczelni w dziale promocji. Od razu złapałem dobry kontakt z ekipą. Po pracy wychodziliśmy na kręgle lub do kina. Zwróciłem wtedy uwagę na jedną z koleżanek, Milenę. Była uroczą blondynką o pełnych kształtach, mającą szalone poczucie humoru. Ubierała się inaczej niż wszyscy – taki kolorowy ptak. Okazało się, że i ja wpadłem jej w oko, bo po pierwszej wspólnej imprezie późnym wieczorem dostałem od niej SMS treści – „Fajny jesteś”. I tak zaczęliśmy pisać ze sobą. Myślałem, że to dobry znak. Zamiast jednak zaprosić ją na kawę, wolałem wspólne spotkania z nią oraz resztą zespołu po godzinach. Po prostu byłem zbyt nieśmiały. Poza tym słyszałem, że kobiety lubią facetów z poczuciem humoru, więc dalej śmieszkowałem. Bywałem jednak poważny – gdy potrzebowała rozmowy, odbierałem telefony nawet w nocy, byleby tylko mogła się wygadać. Myślałem, że zapewni mi to drogę do jej serca. Okazało się, że byłem w wielkim błędzie, a potwierdziło się to, gdy podczas jednego z wypadów na miasto doszło do następującej sytuacji:

– Bartuś kochanie, przynieś nam winko – powiedziała do mnie Milena, siedząc z dwiema kumpelami.

– Ok – odparłem i poszedłem po wino.

Wracając, zauważyłem, że dosiadło się do nich trzech facetów.

– O, Bartuś, już jesteś – rzuciła moja koleżanka, wyraźnie flirtując z nowym kolegą.

– To jakiś kelner? – spytał z pogardą w głosie chłopak.

– Nie, Bartek jestem – podałem rękę przystojnemu znajomemu Mileny.

Pół wieczoru spędziłem, sztucznie się uśmiechając, podczas gdy dziewczyny miały randki z nowymi znajomymi.

– Bartuś, wszystko w porządku? – zapytała mnie przytulana przez uwodziciela Milena.

– Tak – odpowiedziałem przymulonym tonem.

Jedna z dziewczyn udała się z adoratorem na ciąg dalszy randki, podczas gdy ja, Milena i druga z jej koleżanek wracaliśmy razem taksówką.

– Wiesz Maja, przy tym kolesiu czułam się nieziemsko. Zachowywałam się tak, jak przy facetach, którzy mi się podobają, nie tak jak np. przy moim przyjacielu Bartoszu – powiedziała do koleżanki Milena, klepiąc mnie jednocześnie po ramieniu.

– Co?! – pomyślałem sobie.

Wykastrowała mnie. Usłyszeć takie słowa od kobiety to dla faceta mocny cios.

Ciamajda wreszcie się postawiła

– Może byś opowiedział jakiś kawał? Albo nie – sparodiuj tego polityka z wąsami – zagadywali do mnie koledzy z pracy.

I zabawiałem towarzystwo. Oprócz tego, jeśli tylko mogłem komuś pomóc w pracy, robiłem to. Niestety koledzy zaczęli to wykorzystywać. Niby mieli jakieś sprawy do załatwienia i urywali się wcześniej, a ja harowałem po godzinach za nich oraz za siebie. Oliwy do ognia dolała sesja zdjęciowa pracowników naszej uczelni. Fotograf zaczął czepiać się mojego ubioru – nie pasował mu kolor mojej koszuli i spodni. Ja na co dzień spokojny, powiedziałem mu, żeby spojrzał na siebie, bo wygląda, jakby urwał się z wesela. W tle usłyszałem – „Ciamajda wreszcie się postawiła”. Pomyślałem – tego już za wiele!

– Który taki kozak?! – rzuciłem na cały głos.

Nagle zapadła cisza. Wszyscy byli zdziwieni, że dotychczas zabawny koleś, który wszystkim ustępował, zaczął się buntować. Sesja zdjęciowa zakończyła się powodzeniem, ale ja wiedziałem, że już więcej nie dam sobie w kaszę dmuchać.

„Nie, bo nie”

Po tamtym wydarzeniu przeanalizowałem swoje zachowanie. Doszedłem do wniosku, że złośliwości kolegów były w pełni uzasadnione. W końcu zachowywałem się jak klaun, a nie mężczyzna. Brak asertywności utwierdzał wszystkich dodatkowo w przekonaniu, że mogą sobie pozwalać i ubliżać mi niby w żartach, bo ja nie zareaguje. A tu niespodzianka.

– Bartuś, skoczyłbyś po wodę do sklepu obok? – mówi do mnie kolega.

– Masz nogi? – pytam.

– No mam – odpowiada.

– To sobie idź i kup – kończę rozmowę.

Inna sytuacja:

– Bartek, musimy uciekać. Dokończysz projekt? – pytają tzw. kumple z pracy.

– Panowie, obiad nie może czekać. Do jutra – odparłem i poszedłem do domu.

Na koniec zostawiłem sytuację z Mileną. Dowiedziałem się, że poza „miłym” tekstem, którym zamieniła mnie w męską przyjaciółkę, za plecami nazwała mnie „człowiekiem bez jaj”. Postanowiłem więc kupić dwa jajka i położyć jej na biurku w woreczku.

– Co to ma być?! – zapytała wściekłym tonem.

– Nic. Jaja sobie robię – odparłem spokojnie.

– To nie jest zabawne – irytowała się dalej.

– Stwierdziłaś, że jestem facetem bez jaj, więc postanowiłem ci udowodnić, że jednak je posiadam – kontynuowałem.

– Jesteś chamem! Kiedyś byłeś fajnym gościem – nie dawała za wygraną.

– Chamstwem jest chyba obgadywanie innych – zakończyłem tę jałową dyskusję i wróciłem do swoich obowiązków.

Byłbym zapomniał – obiecano mi podwyżkę. Zostałem więc jeszcze na uczelni, ale tylko trzy miesiące. Pojawiła się bowiem dużo lepsza oferta pracy z agencji reklamowej.

Na koniec

Nadal lubię pomagać innym. Zdarza mi się również pośmiać, ale nie przesadzam z tym. Nie boję się też wyrażać własnych opinii, mając jednocześnie świadomość, że nie każdy będzie zgadzać się z moim zdaniem, ale wolę mieć przeciwników, którzy będą mnie respektować, aniżeli fałszywych przyjaciół, dla których będę wyłącznie wesołkiem.


Elvis Strzelecki


Tagi:

facet ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz