- Mąż twierdzi, że nic się takiego nie stało, że jego matka miała sporo racji. Ja zostałam obrażona przy ludziach, bo teściowa powiedziała nieprawdę – opowiada Beata.

 

Wszystko poszło o 65 urodziny teściowej, które postanowiła obchodzić z wielką pompą. Doszła do wniosku, że imprezę zrobi w domu, w sumie zaprosiła 25 osób.

 

- To jak chrzciny albo komunia, wiadomo, że jest dużo roboty. Teściowa powiedziała, że liczy na moją pomoc, że wspólnie wszystko ugotujemy i zrobimy w domu – mówi Beata.

 

Ona odmówiła. Bo po pierwsze, pracuje 10 godzin dziennie, po drugie ma dwie lewe ręce w kuchni, po trzecie uważa, że tak duże imprezy powinno się robić w restauracji. Beata nie ma czasu ani chęci na robienie tymbalików, pieczenie ciasta czy tłuczenie mięsa na bitki. Szczególnie dla takiej ilości osób. Dobrze z mężem zarabiają, zaproponowała więc sfinansowanie przyjęcia w restauracji, a jak już teściowa bardzo chce w domu, zamówienie cateringu.

 

- Powiedziałam jej, że są firmy, które nakryją do stołu, podadzą, sprzątną cały bałagan po sobie. Że nie musi się martwić o pieniądze, że to będzie prezent na urodziny ode mnie. Żeby sama się nie przemęczała, nie robiła zakupów, nie musiała godzinami stać w kuchni. Usłyszałam w odpowiedzi, że jestem rozrzutna, że robione przez kogoś jedzenie wcale nie jest smaczne, że teściowa sama zrobi wszystko lepiej. I że byłoby łatwiej, gdybym z nią stanęła przy kuchni – mówi Beata.

 

A ona nawet gdyby bardzo chciała, to i tak nie bardzo by mogła. Pracuje do godziny 18., czasami kończy nawet później. Jest koszmarnie zmęczona, ma odpowiedzialne stanowisko. Żeby pomóc teściowej, musiałby brać na te okoliczność urlop. Próbowała to tłumaczyć, rozmawiała z mężem. Ale mąż też uważał, że powinna matce pomóc. Powiedziała mu, żeby sam to zrobił, bo kończy pracę wcześniej. Jeździł z teściową na zakupy, przychodziły jakiejś jej przyjaciółki. W dniu urodzin towarzystwo zasiadło przy pożyczonych stołach, w małym mieszkanku teściowej można się było udusić.

 

- Upał był niemiłosierny, nie bardzo kto chciał jeść te bitki i te tymbaliki. Ale oczywiście stół się uginał, teściowa prawie słaniała się na nogach. Dla mnie to było kompletnie bez sensu. Oczywiście były gremialne zachwyty, a teściowa opowiadała, jak to wszystko musiała sama robić, bo może gdyby miała córkę, to byłoby na kogo liczyć. A synowa to zawsze obca kobieta. Poczułam się, jakby mi w twarz dała – mówi Beata.

 

Z trudem zachowała zimną krew, nie wstała i nie wyszła od razu. Po godzinie jednak oznajmiła mężowi, że wychodzi, bo źle się z tym wszystkim czuje. On został jeszcze u matki, pomagał jej posprzątać. Wie, że teściowa miała jej za złe, że ona, Beata nie została do końca, żeby pomóc pozmywać. Bo teściowa nawet zmywarki nie ma.

 

- Ja powiedziałam mężowi, że do jego matki się nie odezwę, dopóki ona mnie nie przeprosi. Mąż twierdzi, że to ja powinnam wyciągnąć do teściowej rękę, bo prawda jest taka, że imprezę olałam – wzdycha Beata. Nie godzi się jednak z argumentami męża.

 

Co roku Wigilię spędzali u teściowej, w pierwszy dzień świąt wyjeżdżali do jej rodziców. W tym roku teściowa też robi Wigilię, ale Beata powiedziała mężowi, że bez przeprosin do matki nie pójdzie. On jej oznajmił, że matki samej nie zostawi tylko dlatego, że jego żona ma takie widzimisię.

 

- Zostanę w domu sama, bo moja noga nie przekroczy progu domu tej kobiety. Myślę, że taka postawą teściowa rozbija nasz związek, a mój mąż zdaje się tego nie widzieć. Może to nawet teściowej na rękę – podsumowuje Beata.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię bohaterki zostało zmienione

Tagi:

teściowa,  synowa,  związek,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót