Bo teściowa do czasu przejścia na emeryturę zachowywała się normalnie. Od trzech lat siedzi w domu i znalazła sobie nowa pasję – chodzi po ciucholandach. Mieszka w centrum, ma w promieniu może kilometra takich sklepów mniejszych czy większych całkiem sporo. Zna na pamięć grafiki – kiedy jest nowy towar, a kiedy wyprzedaż.

 

- Najpierw traktowałam to jej hobby jako taką niewinną przyjemność, ale niestety z biegiem czasu problem narasta – opowiada Elwira. I tłumaczy, że ona sama takich ubrań nie kupuje, nie nosi, bo zwyczajnie ma wewnętrzny opór przed używaną odzieżą. Nie chce też takich ubrań dla swoich córeczek. Tymczasem teściowa zaczęła jej do domu workami swoje „perełki”znosić.

 

- Tłumaczyłam, żeby tego nie robiła, bo ja oddaję swoje ubrania, które są w lepszym stanie. Oczywiście po jej wyjściu te dary wyrzucałam, ale ona stale ma dla mnie i dzieci takie prezenty – mówi Elwira.

 

Ona sama jest minimalistką i tak wychowuje dzieci. Mało, ale w dobrym gatunku i nieskazitelne. Plama, zaciągniecie, sfilcowanie – to wszystko natychmiast dyskwalifikuje odzież z użycia. Teściowa natomiast uważa, że to przesada. W internecie poczytała o drogich markach i stara się szukać ubrań z odpowiednią metką.

 

- Ich stan jest dla niej praktycznie bez znaczenia, chwali się, że za nieduże pieniądze kupiła coś, co kosztowało majątek – mówi Elwira.

 

Oponuje cały czas przed tymi ubraniami, ale wie, że to co teściowa przynosi do nich to ułamek jej łupów z codziennych wypraw. Co robi z tymi ubraniami, tego Elwira nie wie. Wie jednak, że ilekroć dziewczynki idą do babci, przebierane są w ciuchy ze szmateksu. Opowiadają, że babcia ma szafę pełna ubrań dla nich i narzeka, że mama nie pozwala im ich nosić, a wszystko jest takie piękne.

 

Elwira rozmawiała już na ten temat z mężem. Tym bardziej, że teściowej zaczyna brakować na życie. Ma 3,5 tysiąca złotych emerytury, czynsz za mieszkanie niewielki, dla jednej osoby powinno wystarczyć. Ale zaczyna brakować. Mąż już zrobił ze swojego konta stałe zlecenie na opłaty za mieszkanie babci.

 

- Nie o to chodzi, że nie chcę, aby jej pomagać, ale pomagać rozsądnie. Mąż wspiera jej nałóg, bo ona stała się zakupoholiczką. Z normalnej kobiety, schludnie ubranej, zamieniła się w jakieś dziwadło. Czasami jak coś na siebie włoży, to nie wiem, co powiedzieć. Te ubrania które kupuje są nie tylko niemodne, ale stare i zużyte. Na kilometr pachną ciucholandem, czasami strach na nią patrzeć, jak ona wygląda – mówi Elwira.

 

A teściowej coraz częściej brakuje na życie. Elwira wie, że jak dzwoni do syna i prosi, żeby pojechali na większe zakupy do marketu, to znak, że wydała już większość emerytury na używane rzeczy. Wiadomo, że syn za zakupy zapłaci, ona zaś może dalej wydawać na ciuchy.

 

Elwira opowiada, że kiedy ją zaprosili na jej imieniny, mało nie zemdlała.

 

- Teściowa uwielbia takie imprezy i musi być zawsze obecna. Nasze imieniny robimy w eleganckich restauracjach, moje wypadają 25 sierpnia. Jak teściowa przyszła, mało nie umarłam ze wstydu. Miała na sobie jakąś powyciąganą, mocno zużytą sukienkę. Zapewne „markową” – mówi Elwira z przekąsem. Ale czuła się fatalnie, bo wyglądało na to, że matka głodem przymiera, nie ma w co się ubrać, a oni bawią się w jakiejś drogiej knajpie.

 

Elwira dodaje, że ma złe przeczucia. Zakupoholizm to nałóg, ja każdy inny. Tylko czekać, jak teściowa owładnięta nową pasją, zacznie brać chwilówki, albo zastawi mieszkanie. I wtedy naprawdę zacznie się poważny problem.

 

- Ale do męża to nie dociera, a ja czuję się bezradna. On cały czas uważa, że jego matka ma takie niewinne hobby – mówi Elwira.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię bohaterki zostało zmienione

 

 

Tagi:

zakupoholizm,  nałóg,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót