- Ja nigdy za Anką nie przepadałam, pewnie z wzajemnością. Ale do ich życia się nie wtrącałam, nie byłam niemiła. Drażni mnie jej sposób bycia, jest taka wyniosła. W dodatku jest brzydka, a zachowuje się, jakby była skończoną pięknością. Ale wojny między nami nie było – mówi Barbara.

 

Mieszka z mężem na starym osiedlu, cztery niewielkie pokoiki – dawny pokój Marka, sypania, nieduży salon i niewielki gabinet Barbary, gdzie pracuje wieczorami, sprawdza klasówki, przygotowuje się do lekcji, bo jest nauczycielką.

 

- Mąż zalega w salonie przed telewizorem, ja pracuję u siebie, mamy jak y Pana Boga za piecem, spokój i cisza. Właściwie, mieliśmy – poprawia się Barbara i ciężko wzdycha.

 

Syn z synową budują dom, do ukończenia zostało jeszcze parę miesięcy. Przed wakacjami dostali świetną ofertę na swoje mieszkanie, bo teraz jest boom w nieruchomościach. Warunek był jeden – muszą szybko mieszkanie nowym nabywcom oddać

 

- Marek przyleciał podekscytowany, bo cena faktycznie była atrakcyjna. Zapytał, czy mogliby się na te kilka miesięcy do nas przeprowadzić, bo szkoda płacić za stancję no i nie wiadomo, czy ktoś wynajmie mieszkanie na tak krótko – opowiada Barbara.

 

Szczęśliwa nie była, pogadali z mężem. Uznali, że dla dobra dzieci jakoś się przemęcza, tym bardziej, że Marek wyliczył, że za sam wynajem mogliby sobie zrobić w nowym domu piękną kuchnię.

 

Młodzi mieszkanie sprzedali praktycznie z meblami, resztę pooddawali, bo synowa chce wszystko nowe do domu kupić. Nie mniej jednak nawieźli pudeł z ubraniami, książkami, zagracili niewielkie mieszkanie, w którym Barbara ma zawsze jak w pudełeczku.

 

- Ale nie to było najgorsze. Ledwo przyszli, wpakowała się do mojego gabinetu z laptopem i stwierdziła, że tu będzie pracować bo dalej jest na zdalnym. Powiedziałam jej, że jeśli szkoła nie wróci do normalnego nauczania, to nie ma mowy, żebym oddała jej pokój, a nawet jak wróci, to i tak gdzieś muszę klasówki sprawdzać – opowiada Barbara.

 

Syn zaraz się wtrącił i powiedział, że można przecież klasówki sprawdzać w kuchni, a Anka potrzebuje pokoju do pracy. Barbara przemilczała, były wakacje, uznała, że jakoś potem wszystko się ułoży, a oni w końcu się wyprowadzą.

 

Zaraz potem synowa zażyczyła sobie oddzielnej półki na jedzenie w lodówce. Barbarę aż zatrzęsło, czy synowa myśli, że będą jej zabierać jedzenie? Nie można kupować i jeść wspólnie?

 

- Ona odparła wyniośle, że jedzą rzeczy, których my pewnie nie jadamy, drogie sery, oliwki, zagraniczne wędliny. I że niczego złego nie miała na myśli. Ale jak gotowałam obiady to moimi pierogami się zapychała. Ona dla nas nigdy niczego nie przygotowała, co też mnie wkurzało, bo nie jestem ich służącą – mówi Barbara.

 

Żaliła się mężowi, ale on ugodowy i trochę fajtłapa. Synowa zaś czuła się jak u siebie w domu. Brudziła, rozwalała rzeczy, bałaganiła w kuchni. Łazienki po sobie nigdy nie sprzątała.

 

- Wszędzie zachlapane i tej długie kłaki, na podłodze, w wannie, w zlewie. Aż niedobrze się robi. I tony kosmetyków rozwalone w łazience – opowiada Barbara.

Zwróciła uwagę raz i drugi, że łazienka jest wspólna, żeby każdy sprzątał. Synowa zmierzyła ją żmijowatym wzrokiem, a potem wymownie spojrzała na Marka.

 

Jak robiła te swoje sery z oliwkami to deskę zawsze nosiła do sypialni Marka. W kuchni okruchy po bułce, blat upaćkany, brudne noże w zlewie. A potem ta brudna deska. Barbara próbowała z synem rozmawiać, ale on tylko machał ręką i mówił, że matka przesadza. Zmywał on albo jej mąż, bo ona powiedziała, że po synowej sprzątać nie będzie. Wystarczyło tych pudeł,o które stale się potykała.

 

Czara goryczy się jednak przelała, kiedy synowa któregoś dnia weszła do salonu, a teść palił papierosa.

 

- On mało pali, od czasu do czasu. A ona mówi do męża „mógłby tata nie palić w mojej obecności, bo mnie to przeszkadza”. Ten safanduła już chciał papierosa gasić, ale ja nie wytrzymałam. Powiedziałam, że to ona jest u nas i musi się dostosować, jak jej dym przeszkadza niech siedzi w swoim pokoju. I dodałam, że od września wracam do pracy, więc gabinet będzie mi potrzebny, niech mi go wysprząta i w kuchni siedzi na zdalnym, bo ja jestem w swoim domu. Zatkało ją dosłownie, wyszła z salonu, siedziała tam u nich w pokoju zamknięta. Jak Marek wrócił, słyszałam, jak powiedziała, że jestem wredną krową no i zaczęła się kłótnia, bo syn stanął po mojej stronie. Ona specjalnie się darła, żebym tę krowę słyszała. Cała ona. I zaczęła się wojna – opowiada Barbara.

 

Synowa wyniosła się z domu do swojej koleżanki, syn zrobił Barbarze awanturę, że mogła się powstrzymać, ostatecznie przyszli tylko na kilka miesięcy. Synowa jest obrażona na Marka i na teściową, Marek na żonę i matkę, a ona Barbara jest wściekła na wszystkich.

 

- Na męża, że nigdy mnie nie poparł, na syna, że tolerował zachowania synowej, na nią za jej chamstwo, a najbardziej na siebie, że się zgodziłam na ten eksperyment – mówi zdenerwowana. I dodaje, że chciała pomóc i nie czuje się winna. I dlatego ręki do zgody pierwsza nie wyciągnie. Z synem mijają się na korytarzu, ale pierwsze pudła już wywiózł. Barbara ma nadzieję, że przed wyprowadzką ją w końcu przeprosi. Bo na gest ze strony synowej już przestała liczyć.

- Wredna krowa jestem, bo znosiłam jej fochy – mówi.

 

Magdalena Gorostiza

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Tagi:

teściowa,  synowa,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót