Jest aż tak źle?

Jest. Dramat. Nikt się z nikim nie spotyka, nikogo się nie widuje. Każdy siedzi zamknięty w swoim domu. Większość moich znajomych jest w związku, mają dzieci. Każdy boi się, żeby się od kogoś nie zarazić. Są zmęczeni, mają dosyć partnerów, potomstwa, po co do nich chodzić, nawet gdyby chcieli? Single też się boją, wola unikać kontaktów. Więc zrobiło się fatalnie. Nie ma gdzie pójść, nie ma co ze sobą zrobić, przecież nie będę godzinami chodziła sama po galerii, zresztą w niedziele i tak wszystko zamknięte. A ile można spacerować po mieście bez cel, teraz zimno i ponuro o szesnastej.

 

Był lockdown w marcu, było jeszcze gorzej.

Ale ja wtedy była z kochankiem, dla mnie to był cudowny czas. Od poniedziałku do czwartku byliśmy razem. Przyjeżdżał do mnie, żonie mówił, że jedzie do biura, u mnie pracował zdalnie. No, trochę pracował, głównie dobrze się bawiliśmy. Gotowaliśmy sobie obiady, był dobry seks, wracał do domu koło godziny 18. Od piątku był dla żony i dzieci, ma troje małych dzieci, pewnie dlatego uciekał z domu.

 

Nie żal ci jego żony, nie miałaś skrupułów?

Nie, bo nigdy jej nie chciałam zabrać męża. Po co mi na stałe taki facet z małymi dziećmi? Cudowny kochanek, inteligentny, delikatny, czuły. Fantastyczny. Ale nie na całe życie. Zerwałam z nim, jak mi powiedział, że się we mnie zakochał i chce odejść od żony. Nie taki był układ. Miało być miło i przyjemnie, ale bez zobowiązań. Od poniedziałku do czwartku. W piątki, soboty i niedziele był już cały dzień w domu.

 

No to w weekendy też byłaś sama?

Ale inaczej, załatwiałam swoje sprawy, piłam wino, oglądałam filmy, nadrabiałam zaległości w pracy. Wiedziałam, że w poniedziałek rano on znowu tu będzie. Takie życie trochę na haju, tamten lockdown był dla mnie cudowny. Teraz wracam do domu w piątek po pracy, zmywam makijaż, wkładam dres i jest beznadzieja. Nie ma co ze sobą robić. Ile można czytać? Są weekendy, że cały czas płaczę. Mam czarne myśli, nie chce mi się żyć. Nie wiem, ile tak jeszcze wytrzymam.

 

Życie przed covidem było inne?

Nawet nie pytaj, po pracy jeździłam na rożne zajęcia, joga, pilates, z dziewczynami szło się na kawę, na kolację. W weekendy do klubu, zawsze znajomych się spotkało, była dobra zabawa. Życie wirowało, teraz nie ma niczego. Jak zły sen. Siedzę sama w domu i rozmyślam, gdzie popełniłam błąd? Może trzeba było mieć męża i dzieci, nie byłabym tak cholernie samotna. W lecie przeszłam koronawirusa. Też byłam sama w domu. Nie było jakoś tragicznie, ale był taki jeden dzień, kiedy bolało mnie wszystko. Położyłam się na podłodze, bo bolał mnie też kręgosłup. Nikogo nie ma, jesteś sama. Nikt ci nawet wody nie poda. Wtedy pomyślałam, że mogę tu umrzeć tak samotnie, zacznę się dusić, nie dam rady zadzwonić po karetkę. I tak zostanę na tej podłodze… bałam się strasznie. Zrozumiałam, że chyba jednak lepiej być z kimś. Że tego mi brak.

 

Można kogoś poznać.

Gdzie? Jak wyzdrowiałam to zaczęłam chodzić na randki, nie bałam się zarazić. Umawiałam się na Tinderze, byłam chyba siedem razy. Czterech nudziarzy i trzech narcyzów. Taki bilans, dosyć kiepski, pełna porażka, facet się odzywa, a ty chcesz wiać. Ja, ja, ja – w każdym przypadku, odmieniane milion razy. Ze mną chyba jest coś nie tak, ale z tymi facetami to tym bardziej. Pandemia rzuca się na mózg. Wiesz, że koledzy z pracy proponują mi seks? Bo żony siedzą z dziećmi na zdalnym, są wściekłe, zmęczone, unikają jakichkolwiek kontaktów. To oni tak sobie do mnie piszą, pół żartem, pół serio, ale myślę, że bardziej serio, bo są jak wygłodniałe psy. Po weekendzie wyrywają się z tych domów do biura, bo nie mogą już w nich wytrzymać, rozmawiamy często o tym. A moich dwóch kumpli, singli, popłynęło, jeden pije, drugi ćpa. Reszta siedzi zamknięta, koleżanki też, ale to z reguły ludzie po rozwodach, oni nie marzą o nowych związkach.

 

Ty marzysz, ale sama mówisz, jak to wygląda. Za tym tęsknisz, za uwiązaniem w domu z dzieckiem i mężem, który proponuje seks koleżance z pracy?

Każdemu się wydaje, że w jego przypadku byłoby inaczej. Ja tego nie przeżyłam, nie wiem jak jest. Moje związki z facetami się rozpadły, straciłam miłość życia, zostawił mnie dla innej, dochodziłam do siebie długo po tym. Mnie się marzy facet, który rano poda kawę do łózka. Albo ślub na plaży. Takie tam romantyczne historie. Na razie idę rano do pracy, wracam do domu i siedzę sama jak pies. Nawet mi się dzwonić do nikogo nie chce. Może mam już depresję? Nie wiem, też o tym nie chcę myśleć. Nie ma niczego, co by mnie napędzało do życia. Nie wiem, ile jeszcze tak wytrwam. Ta pandemia mnie zabija, po cichu, po kawałku każdego dnia.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

P.S. Imię oraz kilka szczegółów zostało zmienione.

 

 

Tagi:

koronawirus,  singiel,  singielka,  pandemia, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót