Na Okęciu w tym samym mniej więcej czasie wylądowało kilka samolotów, w tym kibice, którzy wrócili z Petersburga po przegranym meczu Polski ze Szwecją. Zrobiła się olbrzymia kolejka, ludzie domagali się szybszej obsługi i otwarcia kolejnych okienek.

- Były rożne krzyki, ale każdy był zirytowany, wszyscy próbowali dodzwonić się do obsługi lotniska, do sanepidu, w różne miejsca. To był horror, kilkaset osób stało w duchocie – mówi. Jest też zdziwiony, że sytuację opisuje się tylko z perspektywy wracających kibiców.

- Bałagan był ogromny, ludzie się tłoczyli, staliśmy wszyscy razem, ludzie byli wściekli i tyle. Uważam, że lotnisko nie stanęło na wysokości zadania – mówi.

 Nieczynne bramki dla zaszczepionych.

Jak opowiada, automatyczne bramki, przez które mogłyby przechodzić osoby zaszczepione, były zamknięte. 

- Udało nam się dodzwonić do obsługi lotniska, pani powiedziała, że są nieczynne, bo tak się zdarza. Odmówiła podania swojego nazwiska - dodaje.

Czynnych było tylko kilka stanowisk. Na lotnisko faktycznie przyjechała policja, ale było to kilku funkcjonariuszy i nikogo nie spisywali, nic specjalnego się nie działo.

 

- To jest skandal, zgotowano nam bombę epidemiologiczną, Okęcie nie było przygotowane do obsługi tylu samolotów – podkreśla Paweł Mucha.

 

Tymczasem Okęcie wydało oświadczenie, w którym za bałagan obwinia kibiców: "Przygotowywaliśmy się obsługi kibiców i byliśmy gotowi na różne scenariusze. W porze przylotu maszyn St. Petersburga obsługiwaliśmy też samoloty przylatujące z innych kierunków. Dlatego zdecydowaliśmy się rozdzielić zwartą grupę kibiców od reszty pasażerów i skierować ich do stanowisk na innym poziomie terminala. W tym samym czasie mieliśmy na dwóch różnych poziomach odpraw po około 500 pasażerów, ale trudności napotkaliśmy tylko przy obsłudze kibiców, dla których udostępniliśmy naszą pełną infrastrukturę możliwą do kontroli paszportowej. Pracowało 14 punktów kontroli paszportowej. Mimo naszych apeli nie wszyscy kibice chcieli dostosować się do zasad sanitarnych obowiązujących na terminalu. Zachowanie części z nich było agresywne. Dlatego nasz personel był zmuszony prosić o pomoc służby państwowe" – czytamy w komunikacie.

 

 – Można zacząć być agresywnym w takiej sytuacji, parady, strajki kobiet, to wszystko jest podobno groźne dla naszego zdrowia, ale przetrzymywany godzinami tłum ludzi w zamkniętym pomieszczeniu jest OK. Ja jednak chce podkreślić, że nie było żadnych burd, ludzie byli źli, ale nikt się nie awanturował. -  podkreśla Paweł Mucha. I dodaje, że większą ilość okienek otworzono dopiero po licznych interwencjach.

https://www.youtube.com/watch?v=EPa5OJEipuA&ab_channel=KobietaXL

https://www.youtube.com/watch?v=qiSJa-dwF6I&ab_channel=KobietaXL

 

Tagi:

pandemia,  Okęcie,  koronawirus, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót