W mediach pojawiły się zdjęcia z obleganych zakopiańskich Krupówek. Tłumy ludzi i zabawa na całego. I choć płyną słuszne głosy krytykujące bezmyślność, łamanie wszelkich norm reżimu sanitarnego, co może być przyczyną znowu większej liczby zakażeń, psychologowie rozumieją mechanizm, który kazał ludziom tłumnie wyjść na spacerowe promenady, wyjechać w znane turystyczne miejsca i bawić się na ulicach. 

 

- Krupówki to synonim zabawy, wakacji, luzu, wolności – mówi psycholog Barbara Jurkowska. - Zamknięci praktycznie przez rok w swoich domach ludzie muszą odreagować. Tym bardziej, że mają na to tylko dwa tygodnie. Nie wiadomo, czy restrykcje znowu nie wrócą.

 

Problemem jest również niespójność i niejasność nakładanych od roku ograniczeń. Często trudno je zrozumieć, dlaczego czynne są hotele, sauny, a zamknięte restauracje? Dlaczego zamknięte były stoki narciarskie działające na wolnym powietrzu? Takie decyzje rządzących, które trudno logicznie wytłumaczyć, tym bardziej skłaniają do łamania restrykcji.

 

- Ludziom zabrano kontrolę nad życiem. Tymczasem nawet więźniowie próbują ją mieć choćby w skali mikro. Są badania na temat więźniarek, które podejmują decyzję o tym, że w danym dniu nie będą się malować, albo nie wyjdą na spacerniak – tłumaczy Marta Rutkowska. - To namiastka regulowania swojego życia. Tego wszystkim nam brakuje od roku.

 

Do tego dochodzi pogarszająca się kondycja psychiczna społeczeństwa. Marta Rutkowska widzi to w swoim gabinecie.

 

- Tam, gdzie coś działo się źle, z reguły się pogorszyło, dochodzą nowe problemy, finansowe, związane z pracą. Jest coraz więcej depresji, odetchnęli może tylko ludzie z zaburzeniami lękowymi, bo dla nich często brak kontaktów społecznych i zdalna praca jest dobrym wyjściem – dopowiada Marta Rutkowska. - Ale to też zadziała na krótką metę. Generalnie ludzie chcą być wolni i decydować o swoim bycie.

 

Dlatego często w sytuacji pomiędzy zagrożeniem COVID-19 a swoim zdrowiem psychicznym, część ludzi wybierze chęć poczucia się lepiej.

 

- Szczególnie, że to ludzie młodzi, oni są przekonani, że koronawirus nie poczyni u nich spustoszenia, część z nich go przeszła, bezobjawowo lub bardzo lekko – mówi Barbara Jurkowska. - Mają inne spojrzenie na problem. A żyjąc we własnej bańce nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, ile osób choruje, jak wygląda taki ciężki przebieg choroby, ilu ludzi umiera, z dala od rodziny, w samotności.

 

Dlatego potencjalne korzyści płynące z chwilowej wolności, mogą przesłonić prawdziwe oblicze pandemii. Ludzie są tak bardzo spragnieni rozrywki, kontaktu z innymi, że nie będą myśleć o możliwych zagrożeniach.

 

- To trwa rok – mówi Barbara Jurkowska. - Ludzie pragną kontaktu z innymi osobami, nie z tymi, z którymi mieszkają i są na nie skazani nieustannie. Chcą widzieć obce twarze. A ludzie samotni chcą zobaczyć kogokolwiek.

 

- Nie ma co się dziwić – konkluduje Marta Rutkowska. - Mamy jazdę bez trzymanki. Wiele osób tego nie wytrzymuje. Dlatego odreagowują. Muszą, żeby odzyskać równowagę psychiczną.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

koronawirus,  pandemia,  Zakopane, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót