Tak się składa, że mam w bliskim otoczeniu osoby pracujące z chorymi na COVID-19. Czasami więc pytam, jak to naprawdę wygląda. Opowieści nie są optymistyczne.

- Rozmawiasz rano z kobietą, nawet żartujesz, jest w niezłym stanie – słyszę. - Po południu jej się pogarsza, od wieczór trafia pod respirator, za kilka godzin nie żyje.

 

Mąż od żony w urnie jest w bardzo ciężkim stanie, rokowania są niepewne. Nie powiedziano mu o śmierci żony, kiedy odzyskał na chwile przytomność, żeby nie zabijać w nim ducha walki. Może to nieetyczne, ale personel twierdzi, że nie było wyjścia. Zrozpaczona rodzina czeka na wieści. Kobieta była pięćdziesięciokilkulatką, była zdrowa, obydwoje uważali, starali się przestrzegać zasad. A jednak choroba ich dopadła.

 

Moja przyjaciółka dochodzi do siebie po śmierci ojca. Najbardziej boli, że sam umierał, że chciała mu tyle powiedzieć, nie zdążyła, bo na zawsze odszedł.

 

Moja koleżanka z Krakowa chorowała już na COVID-19 dwukrotnie. Pierwszym razem mało nie umarła. Drugi raz było już zdecydowanie lepiej, ale za nic nie chce powtórki. Teraz zadzwoniła cała w skowronkach, bo wreszcie dostanie szczepionkę. Ona wie, że COVID-19 to nie jest zwykła grypa i wie, jak potrafi człowieka wykończyć. Tymczasem ja dziś rano przeczytałam raport, że Polacy nie chcą się szczepić, że przy zainteresowaniu, jakie okazują szczepieniem nie uzyskamy stadnej odporności… Główny argument, to oczywiście brak wiary w szczepionkę i obawa, że zmajstruje coś w kodzie genetycznym.

 

Zadziwia mnie taka postawa w kraju, gdzie tonami łykane są suplementy diety, które nawet nie muszą przechodzić żadnych badań klinicznych. Łykamy również tonami leki przeciwbólowe, które nie są dla zdrowia wcale obojętne, a wnikliwe przestudiowanie ulotki pokazuje, że ich zażywanie może się nawet skończyć śmiercią. Kochamy antybiotyki i tych też nadużywamy, nie bacząc na to, że tworzymy lekooporne bakterie, które będą zabijać i nie będzie ratunku. O domowych aptekach, gdzie w szufladach leżą stosy specyfików chyba już nawet nie warto nawet wspomnieć...

 

A tu nagle strach przed szczepionką. Spiskowe teorie wbrew medycznym autorytetom i zabobonna wiara, że wszczepią nam czipa, którym z Ameryki będzie sterował Bill Gates, bo to podobno marzenie jego życia, żeby Polaków podglądać.

 

Nie mam żadnych nowych argumentów, żeby kogoś do szczepienia przekonać, oprócz tych, które na co dzień serwują nam media. Ja już pierwszą dawkę mam za sobą i nie ukrywam, że trochę lżej mi się zrobiło na duchu. Ale pewnie to też nie argument, ot kolejna głupia, co się zaszczepiła i uwierzyła w pandemię, której przecież nie ma.

 

Może więc chociaż pomyślicie o tej żonie, która czeka w urnie? Może to mąż ja pochowa, a może zostaną pochowani wspólnie? Może pomyślicie przez ułamek sekundy choćby, że w tej urnie jest ktoś wam bardzo bliski?

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

koronawirus,  pandemia,  szczepienia,  babskim okiem, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót