Reklama:
blocker

Napisałaś do znajomych na facebooku, w tym do Weroniki Kowalskiej, że nie dasz już rady, że chyba nie wstaniesz z łóżka. Miałaś trudne życie, ale jakoś mimo wszystko ciągnęłaś, co cię tak zdołowało?



Przegrana w sądzie, która wynikała z błędu adwokatki, zostałam z długami, których nie jestem w stanie spłacić. Cierpię na zespół stresu pourazowego, który sprawia, że paraliżuje mnie strach przed byłym mężem. Pani adwokat zaproponowała, że sama stawi się w sądzie. Potwierdziła termin i godzinę rozprawy, moje wezwanie skserowała sobie kilka miesięcy wcześniej. W dniu rozprawy zadzwoniła do mnie i powiedziała, że nie wie, jak to się stało, ale wyrok zapadł zanim zjawiła się w sądzie, więc nie zdążyła nawet przedstawić dowodów w sprawie. Jak sama stwierdziła, źle zapisała godzinę w kalendarzu. Tym sposobem przegrałam sprawę. Obciążono mnie kosztami wynajęcia pełnomocnika przez mojego byłego męża w wysokości 3600 zł. Pani adwokat nie poczuwała się do ich pokrycia. Poinformowała mnie, że wcześniej pracowała w Radzie Adwokackiej i tam „mogę się udać na skargi”. Tak zrobiłam. Moja skarga została odrzucona. Pani adwokat nie poproszono choćby o wyjaśnienia. Złożyłam apelację od wyroku w sprawie długu. Niedawno znów przegrałam. Dołożono mi 1800 zł (w wypadku przegranej w sądzie drugiej instancji koszty wynoszą połowę tych wyznaczonych w pierwszej). W sumie muszę zapłacić 5400 zł. Miałam na to 7 dni. Jestem wykończona niesprawiedliwością, której doświadczam od 10 roku życia. Wciąż spłacam długi, choć od rozwodu minęły już 4 lata. 


Dlaczego to wszystko tyle trwa? Skąd aż takie długi?


Mam 38 lat. Od wielu lat walczę o sprawiedliwość nie tylko dla siebie, ale i dla innych udręczonych kobiet. Od 10 do 18 roku życia byłam regularnie gwałcona przez starszego kuzyna. Po trzech latach procesu sądowego został on skazany na 2 lata i 9 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności.W wieku 18 lat uciekłam z domu rodzinnego, w którym byłam gwałcona, i zamieszkałam ze starszym o 8 lat mężczyzną, który później został moim mężem. Wykorzystał on moją traumę, trudne relacje z rodziną i to, że byłam od niego zależna – stosował wobec mnie siłę psychiczną, fizyczną, ekonomiczną, a ostatecznie również seksualną. Po 15 latach całkowitego posłuszeństwa, podporządkowania, upokarzania i ogromnego cierpienia udało mi się uciec. W trakcie trwania małżeństwa staraliśmy się o dziecko. Zawsze bardzo pragnęłam zostać matką. Wierzyłam, że dziecko nada mojemu życiu sens, że w końcu ktoś będzie mnie bezwzględnie kochał, szanował. Można powiedzieć, że miałam nad wyraz rozwinięty instynkt macierzyński. Jednak wielokrotne gwałty sprawiły, że nie mogłam zajść w ciążę. Walczyłam o to przez 13 lat. Pracowałam na kilku etatach – jako pielęgniarka, opiekunka do dzieci i osób umierających w domu, sprzątaczka, opiekunka na obozach harcerskich. Jednak ceny zabiegów in vitro wciąż przerastały moje możliwości finansowe. W sumie kosztowały ok. 50 tys. zł. Większość pieniędzy pożyczyłam od znajomych. Mąż mi nie pomagał. Tracił kolejne prace, przez dłuższy czas, to ja nas utrzymywałam. Byłam zmuszana do katorżniczej pracy przy wyładowywaniu towaru chemicznego, rozładowywaniu przyczep z paletami proszków, kartonów z płynami. Nie odchodziłam, bo nie miałam dokąd. Poza tym bałam się, że mąż zrobi mi krzywdę – znacznie większą, niż wyrządzał mi na co dzień. W końcu udało mi się zajść w ciążę. I wtedy, w drugim miesiącu, zostałam brutalnie zgwałcona. Trwało to całą noc. Mąż krzyczał, że „po tym już nigdy nie będę miała problemów z zajściem w ciążę”. Poroniłam. Po jakimś czasie – z pomocą dobrych ludzi – odeszłam od męża. Z czasem opowiedziałam policji o tym, czego doświadczyłam. Sprawa o znęcanie się nade mną i gwałt toczy się od trzech lat. Prawdopodobnie w końcu tego roku zapadnie wyrok. W międzyczasie założyłam byłemu mężowi sprawę o uznanie długu z tytułu zabiegów in vitro. Wcześniej zgodził się uznać dług, jednak zmienił zdanie pod wpływem nowej partnerki. Od momentu rozwodu udało mi się spłacić 12 tys. zł. Ponad 7 tys. spłacił mój były mąż. Zostało jeszcze 30 tys. Ustaliliśmy, że spłacimy dług po połowie. Od tamtej pory otrzymałam kilka przelewów po 200 zł, zatytułowanych np. „Niespełnione marzenia”. Pani adwokat, którą wówczas wynajęłam (finansowo pomogli mi przyjaciele), prowadziła obydwie moje sprawy. Powiedziała, jakie dokumenty powinnam dostarczyć do sądu. Dla zmniejszenia ponoszonych przeze mnie kosztów ustaliłyśmy, że na rozprawę dot. uznania długu pójdę sama. Ostatecznie jednak nie byłam w stanie zjawić się w sądzie, gdzie prawdopodobnie spotkałabym swojego oprawcę.I tak to się potoczyło, zostałam z przegraną sprawą, z długami, z depresją. Jestem zmęczona, wyczerpana i obolała. Boli mnie ciało i boli mnie dusza. Każda rozprawa przyprawia o cierpienie nie do wytrzymania. Pogłębia depresję, na którą choruję, wyostrza objawy PTSD, zwiększa ilość napadów lęku, myśli rezygnacyjnych, koszmarów, flashbackow. Sprawia, że nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę wstać i normalnie funkcjonować. Każda rozprawa sprawia, że chciałabym już przestać walczyć. Płacz jest główną składową doby, lęk jest stałym towarzyszem, a ciało odmawia posłuszeństwa. Każde słowo, każda emocja, każda myśl rzuca na kolana... takie uczucie, że gdy przyjdzie z zewnątrz choć jeden bodziec, to nie wytrzymam i odbiorę sobie życie. Tak się czułam też w momencie, kiedy okazało się, że znowu zostaję samotna na placu boju, że nie dam rady, że może lepiej umrzeć…



Ale na szczęście tym razem nie byłaś jednak sama. Weronika ruszyła całą machinę, pisała do przyjaciół, namówiła cię na akcję na zrzutce.



Ja w takich sytuacjach wpadam w panikę, nie widzę możliwości, nie potrafię myśleć i działać, bo depresja i PTSD dosłownie zwala mnie z nóg. W tym momencie, na szczęście,  moi przyjaciele, znajomi, ludzie dla których jestem ważna, wzięli sprawę w swoje ręce. Dosłownie kazali mi wstać, wykrzesać z siebie jeszcze trochę sił...założyć profil na zrzutce, opisać sytuację. Inna znajoma już organizowała moich przyjaciół, znajomych... Kolejna pomogła mi zredagować tekst, bo ciężko było mi zebrać myśli.  Udało się... Kwotę na pokrycie kosztów uzbierałam w jeden dzień. Nie mogłam w to uwierzyć! Byłam bezpieczna. Mnóstwo ludzi zaczęło działać na moją rzecz, ja miałam tylko przeżyć. Dostałam ogromne wsparcie. Ogrom dobrych, ważnych słów, komentarzy, działań.To był moment, który ważny jest nie tylko dla mnie, ale i dla innych ofiar. Ludzie się jednoczą, wierzą, reagują, działają! Poczułam, że nie jestem sama, że mam na kogo liczyć, że jest ogromna siła, która płynie od każdego wobec mnie. Zbiórka została założona na 30 tysięcy złotych, to kwota, jaka pozostała mi do spłacenia za leczenie niepłodności, in vitro (nie mogę mieć dzieci, ponieważ w wyniku gwałtów moje wnętrze jest pełne blizn, zrostów i zarodek nie może się zagnieździć. Jestem wdzięczna za to, co udało się już nazbierać. Tak bardzo, że trudno mi to wyrazić słowami....


Uzbierałaś już ponad 12 tysięcy, mam nadzieję, że uda się wszystkie twoje długi w końcu spłacić. Czego najbardziej teraz pragniesz?


To niełatwe jednej osobie poradzić sobie z tak dużą kwotą, niełatwe jest patrzenie na dług, który powstał w wyniku starań małżeństwa, dwóch osób, o potomka. Bardzo mnie to rani, przybija, sprawia że muszę o tym myśleć i ciągle na nowo wszystko przeżywać. Pragnę tylko wytchnienia. Momentu, w którym będę mogła odciąć się od przeszłości, koszmaru, okropnych wspomnień. Pragnę zamknąć ten rozdział, oddzielić go grubą kreską i pójść dalej. Spróbować żyć na nowo.


I tego gorąco ci wszyscy życzymy!


Rozmawiała Magdalena Gorostiza

zdjęcie Marek Sokół




Jeśli możecie wspomóc Agnieszkę wpłaćcie na jej Zrzutkę! 

Tagi:

pomoc,  ofiara,  Agnieszka Popławska,  zrzutka,  gwałt,  przemoc, 

Loading...
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...