Partner: Logo KobietaXL.pl

- To już trwa drugi rok, pani Tereska jest moją drugą podopieczną. U poprzedniej byłam krótko, córka znalazła jej dom opieki, ale pan Marek matki nigdzie oddać nie chce – opowiada Renata.

 

Ma przeświadczenie, że jej życie się skończyło. Nie czeka na nią nic ciekawego i w dużej mierze na własne życzenie. Kiedyś miała super prosperującą firmę. Ale zamiast oszczędzać, korzystała z życia. Dziś nie może przeboleć, ile pieniędzy wyciekło na zbędne buty czy sukienki, na drogie wyjścia do restauracji. Renata myślała, że tak będzie zawsze. A mogła odkładać, kupić kilka mieszkań na wynajem. Teraz nie przejmowałaby się swoją przyszłością.

Firma zaczęła kuleć jeszcze przed pandemią. Żeby ją ratować, Renata wzięła kredyt. Podpisała umowę, która miała przynieść krocie. Została oszukana, straciła nie tylko pieniądze, ale reputację.

 

- Nie chce o tym mówić, to zbyt bolesne. Skończyło się, jak się skończyło. Miałam piękne trzypokojowe mieszkanie, wykończone – igła. Musiałam sprzedać, żeby wyjść z długów. Zostało na kawalerkę – mówi Renata. - Dziś nawet lepiej, bo czynsz mniejszy.

Kawalerka też jest ładna, choć niewielka. Jej jednak wystarcza. Jest ona i Tymon, ukochany kocur. Renata Tymona uwielbia i gdyby nie on, wyjechałaby jako opiekunka do Niemiec. Ale kota nigdy nikomu nie odda. Teraz Tymon mieszka sam, zagląda do niego zaprzyjaźniona sąsiadka. I Renata, jak tylko może się choć na chwilę od pani Tereski wyrwać.

 

- Dwa przystanki, mam niedaleko, chcę, żeby wiedział, że jestem. Tymon jest kotem niewychodzącym, siedzi sam w domu i pewnie mu smutno – wzdycha Renata. - Ale nie ma innego wyjścia.

 

Pandemia dobiła firmę Renaty, kobieta straciła nadzieję na wyjście na prostą. Zlikwidowała interes, zaczęła szukać pracy. Ale nikt nie chciał jej zatrudnić.

 

- Weszłam w okres chroniony, nie można by było mnie zwolnić. Pracodawcy nie chcą takich obciążeń. No i wedle dzisiejszej modły, jestem zwyczajnie stara. Postanowiłam szukać gdzie indziej – opowiada Renata.

 

Próbowała dorabiać sprzątaniem, ale jest zbyt pedantyczna. Nie umie tylko omieść po kątach, zagląda w każdą szparę, układa, myje, czyści. U jednej kobiety przez 8 godzin sprzątnęła łazienkę i kuchnię. Ale każda szafka, każda szuflada dosłownie błyszczała. Wyczyściła sztućce, przypalone patelnie. Nie spotkało się to ze zrozumieniem i Renata stwierdziła, że raczej na sprzątaniu nie zarobi.

- Wtedy zadzwoniła znajoma, że jej znajoma szuka opiekunki do matki. Tak trafiłam na kilka miesięcy do pani Urszulki. Ale córka, choć była ze mnie zadowolona, znalazła dom opieki. Nie czekałam jednak długo na ofertę, pracę dostałam od ręki – mówi Renata.

 

Jest wieku, w którym jej znajomi mają niedołężnych rodziców. Każdy chce osobę zaufaną, z polecenia, na która może liczyć. Od pani Urszulki, Renata trafiła do pani Tereski. Nie powie, żeby źle tam miała. Ale ona zwyczajnie się nudzi. Nie widzi dla siebie perspektyw.

 

- Cały dzień jestem ze starszą osobą, pani Tereska chodzi jeszcze po domu o balkoniku. Na noc, na drzemkę zakładam jej jednak pampersa. Jest miła i cicha, głowę ma jeszcze całkiem dobrą. Czasami coś tam tylko pomiesza – opowiada Renata. - I tak siedzimy przed telewizorem, ja ugotuję, dom posprzątam. Jak położę panią Tereskę spać wcześniej, to jadę do Tymona. Pan Marek wie i nie ma pretensji.

 

Pan Marek traktuje Renatę super. Płaci jej 3 złotych tysiące na rękę, ona je z panią Tereską, tam pierze, tam się kąpie.

Czynsz za mieszkanie ma Renata niewielki, zapłaci za prąd, za telefon, za resztę kupuje euro i odkłada na konto.

 

- To na moją przyszłość, bo emeryturę będę miała niewielką, całe życie pracowałam na swoim, płaciłam na ZUS najniższą składkę. Dziś wiem, że byłam głupia, wydawało mi się, że wiecznie będzie hossa – mówi Renata. - Z przerażeniem patrzę na młodych żyjących z dnia na dzień, pracujących na śmieciówkach. Im też się wydaje, że „jakoś to będzie”. A czas leci bardzo szybko.

 

Będzie pracować, póki sił starczy. Nawet jak już zostanie emerytką. Ale emerytury czeka jak przysłowiowa kania dżdżu, bo chciałaby mieć jakieś pewne pieniądze na rękę. W razie choroby miałaby choćby na mieszkanie, żeby nikt jej z własnego domu nie wyrzucił.

 

- Jestem samotna, nie miałam męża ani dzieci. Mam dalszą rodzinę, ale nie mogę przecież ich sobą obciążać. Muszę liczyć sama na siebie, a w dzisiejszych czasach to dość przerażająca wizja – wzdycha Renata ciężko.

 

W wakacje pan Marek dwa razy wyjeżdżał, prosił, żeby została również w weekendy. Została, bo dodatkowe pieniądze zawsze są mile widziane. Ale nie ukrywa, że było jej ciężko. Kto nie był opiekunem starszej osoby, ten nigdy tego nie zrozumie. Dlatego te dwa dni oddechu, u siebie w domu są jednak dla Renaty bezcenne. Czasami pozwoli sobie na luksus wyjścia do kina, czasami spotka się z koleżanką. Ale teraz liczy już każdą złotówkę, żadnych wyjść do kawiarni. Renata woli sama upiec w domu ciasto. Wie doskonale, że zawsze już tak będzie.

 

- Mam 57 lat i będę dziadem do końca życia. Trochę na własne życzenie, trochę przez splot nieoczekiwanych okoliczności – mówi Renata. - Dziś żałuję, że byłam zbyt rozrzutna, a za mało przezorna. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Oby sił starczyło, opiekunki są zawsze potrzebne.

 

Magdalena Gorostiza

 

PS Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione na prośbę rozmówczyni.

 

Tagi:

opieka,  opiekunka,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót