Kiedy pytam, czy żyje w otwartym związku, śmieje się głośno.

- Jaki tam on otwarty, nie robimy grupowych orgii. Ja wiem, że on miewa kochanki, a on się domyśla, że ja wiem. Nie ma na ten temat rozmów, bo i po co? - pyta retorycznie Grażyna.

 

Ona za seksem nie przepadała nigdy. W młodości lubiła od czasu do czasu pójść z mężem do łóżka. Po urodzeniu dzieci ochota zmalała. Skończyła się kompletnie, kiedy dopadła ją menopauza.

 

- Miałam 50 lat, można rzec, jak w książce. Ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Zlewne poty, uderzenia gorąca, za chwilę trzęsłam się z zimna. Bezsenne noce, płaczliwość, rozdrażnienie, cała paleta objawów. Do dziś zresztą mnie to cholerstwo trzyma – opowiada Grażyna.

 

No i resztki ochoty na seks kompletnie jej przeszły. Z tego co wie, nie jest odosobniona. Wiele jej koleżanek uprawianie seksu z mężem traktuje niczym jakąś karę boską. Migają się jak mogą, bo libido spadło, nie ma żadnej przyjemności.

 

- Zostaje jakieś bezsensowne poczucie obowiązku. Ani w tym fantazji, ani w tym radości. Po cholerę tak się męczyć? - mówi Grażyna.

 

Ona z mężem jest szczera i nie ukrywała swoich objawów. Bo uważa, że menopauza to żaden wstyd, taki sam okres w życiu kobiety, jak każdy inny. Tyle, że w jej przypadku, akurat znacznie cięższy. Więc mąż wiedział, co się z nią dzieje, nawet jej na nic nie namawiał. Ale przecież ona, kobieta w menopauzie, rozedrgana i rozwalona psychicznie, a pięćdziesięcioletni facet w dobrej formie to przepaść.

 

- Nie rozmawiałam z nim nigdy o innych kobietach, ale podświadomie liczyłam się z tym, że może kogoś sobie znaleźć. Co wcale nie oznacza, że czułam się zagrożona w związku – wyjaśnia Grażyna.

 

Bo jej zdaniem, małżeństwo niekoniecznie musi opierać się na łóżku. Jest więcej spraw, wokół których można zbudować trwały układ. Ona z mężem mają podobne poglądy polityczne, głosują na tę samą partię, czytają podobne książki, lubią te same filmy. Kochają podobne jedzenie, wakacje lubią spędzać w górach, kochają city breaki. Łączą ich też dzieci i wspólny, całkiem spory, majątek.

 

- My się znamy jak łyse konie, często nie musimy nawet rozmawiać. Rozumiemy się bez słów. To ja mam się zaraz bać, że mąż mnie zostawi dla innej kobiety? Ja akurat tego się nie boję i rozumiem, że jak większość facetów, on ma swoje potrzeby – opowiada Grażyna.

 

Poza tym za przysłowiową rękę go nie złapała, więc może sama przed sobą czasami udawać, że pewności nie ma. Choć to bez sensu, bo i tak „życzliwe” znajome donoszą jej o każdej kobiecie. W ciągu tych sześciu lat było ich trzy, takich bardziej na stałe. Pierwsza, to koleżanka z pracy. Mąż ją porzucił, chyba właśnie za romanse. Cała męska część firmy rzuciła się na pomoc, bo kobieta musiała wynieść się z mieszkania męża z dzieckiem.

 

- Organizowali jej remont i całą przeprowadzkę. Mój mąż nawet o tym opowiadał. On zdaje się zaangażował się w to dość mocno… No, tak czy siak, wiem, że się z nią jakiś czas spotykał. Czy się nie bałam? Nie, bo mój mąż jest zbyt wygodny, żeby wychowywać cudze pociechy. Raczej za dziećmi nie przepada i chyba dlatego mu przeszło – mówi Grażyna.

 

Potem była jakaś szkolna miłość, ale to trwało krótko, potem znowu samotna matka. Ale chyba mu się to znudziło, bo teraz w męskim kółku organizują co jakiś czas szalone weekendy. Grażyna jeździ z koleżankami do SPA, faceci teoretycznie na ryby, ale zawsze są z nimi jakieś młode, chętne do zabawy kobiety.

 

- Czy jestem zazdrosna? pytasz. Nie, na samą myśl o takiej zabawie z podstarzałymi panami udających młodzieniaszków robi mi się słabo. Ale pewnie tym paniom to jakoś imponuje, no i nie są biedni. Jest zawsze na bogato, pewnie jakieś prezenty. Jak mąż wraca z tych wyjazdów, to o nic nie pytam. On mnie też nie pyta, jak było w SPA, ale może być spokojny, ja mam teraz awersję do mężczyzn – śmieje się Grażyna.

 

Ale pozostałe żony potrafią robić awantury, są jakieś ciche dni. Grażyna tego nie rozumie, dla niej to chory objaw. Po co robić z igły widły, szukać konfliktów? Bo przecież te żony, które dobrze zna, same mówią, że też nie chcą już uprawiać seksu.

 

- Więc ja myślę, że kobiety zbytnio dramatyzują w takich sytuacjach. Jak facet ma odejść to i tak odejdzie. Większość jednak woli to co znane, wygodne życie u boku żony, przy której niczego nie musi udawać. Więc niech on tam sobie miewa te swoje kochanki, mnie to nawet jest na rękę – mówi Grażyna.

 

Ona ceni sobie spokój i nie chce konfliktów. Zamiast kłótni i wymówek, woli spokojnie wypić lampkę wina w swoim ogrodzie.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię bohaterki i niektóre szczegóły zostały zmienione.

 

 

Tagi:

kochanka,  romans,  zdrada,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót