Dlatego ona nie stawiała sprawy na ostrzy noża. Uznała, że w jej sytuacji jest to kompletnie bez sensu. Byli razem ponad 30 lat. Razem się dorabiali, on w dużej mierze osiągnął sukces zawodowy właśnie dzięki niej.

 

- To ja zajmowałam się domem i dziećmi, kiedy brał dyżury, robił specjalizację, pisał doktorat, a potem habilitację. Ja dbałam o wszystko, żeby mógł się rozwijać. Nie żałuję, takie mieliśmy priorytety, ja też korzystałam z tej sytuacji. Dlatego nie miałam zamiaru oddać nikomu swoich przywilejów – opowiada Wanda.

 

Mąż był wziętym lekarzem, profesorem, kierownikiem kliniki, swego czasu nawet dziekanem. Znał odpowiednich ludzi, miał kontakty, zarabiał ogromne pieniądze.

 

- Przyjmował trzy razy w tygodniu w prywatnym gabinecie w domu, ludzie przynosili też przecież koperty. Ale nigdy niczego nie warunkował ani nie wymuszał. Ne brał też grosza, kiedy widział, że sytuacja jest beznadziejna – podkreśla Wanda.

 

Ona przez jakiś czas też pracowała, potem została w domu, kiedy już mocno stanęli finansowo na nogi. Organizowała pracę gabinetu męża, zapisywała pacjentów, prowadziła rachunki. Dzięki jego pozycji, ona też była ważna. Pani profesorowa, hołubiona, zapraszana, towarzysząca mężowi na bankietach czy podczas spotkań towarzyskich.

 

Czy mąż wcześniej ją zdradzał? Wanda nie ma złudzeń.

 

- Nie był klasycznie przystojny, ale miał w sobie taką męską siłę, a to przyciąga kobiety. Do tego pozycja, pieniądze, myślę, że miewała jakieś przygody na boku. Ale na poważnie zaangażował się kiedy byliśmy obydwoje dobrze po pięćdziesiątce – mówi Wanda.

 

W klinice pojawiła się nowa lekarka, piętnaście lat młodsza od męża i to ona zawróciła mu w głowie. Była po rozwodzie, przyjechała do pracy z innego miasta, żeby życie na nowo ułożyć, żeby zapomnieć o tamtym związku. Wanda z przekąsem mówi, że szkoda tylko, że tak szybko zapomniała, jak miło jest być żoną męża, który ma romans z inną kobietą.

 

- Przecież wiedziała, że jej ukochany ma żonę. Ale zostawmy ją na boku. Cóż, kobieta kobiecie zrobi przecież wszystko – mówi Wanda.

 

Romans jej męża stał się tajemnicą poliszynela. Mówiło o nim chyba pół miasta. Wanda też się w końcu dowiedziała, nie było jej miło, ale też postanowiła nie przejmować się zanadto.

 

- Po tylu latach małżeństwa przynajmniej ja miałam inny stosunek do sprawy. Nie czułam się już tak strasznie w kobiecej dumie urażona. Uznałam raczej, że muszę zrobić wszystko, aby nie stracić tego, co mam – mówi Wanda.

 

To ona zainicjowała rozmowę, rzeczową i spokojną. Nie było żadnego „ona albo ja”. Stwierdziła, że kochankę zaakceptuje, byle by było bez nadmiernego afiszowania. Wystarczy, że jeżdżą razem non stop po całym świecie na rożne sympozja. Wystarczy, że ona wie, że jej mąż odwiedza ją w jej domu. Ma jednak swoje warunki – święta, Sylwestra on spędza z Wandą, z nią pokazuje się na oficjalnych przyjęciach. I niech nie liczy na to, że ona, Wanda, zgodzi się kiedykolwiek na rozwód.

 

- Widziałam po jego minie, że poczuł wielką ulgę. On też nie miał ochoty zaczynać od nowa, dzielić majątku, robić w swoim życiu ogromnej rewolucji. Więc żyliśmy dalej na moich warunkach – opowiada Wanda.

 

Pieniędzy miała pod dostatkiem, kupowała najlepsze ubrania, jeździła z koleżankami na wycieczki, do sanatorium. Dalej bywała na oficjalnych bankietach, wyjeżdżała z mężem na zagraniczne wakacje w towarzystwie innych miejscowych bonzów.

 

- Byłam kimś, osobą, z którą należało się liczyć. Gdybym uniosła się ambicją, zostałabym praktycznie z niczym. A tak żyliśmy dalej, jakby nic się nie stało. Spędzaliśmy święta z dziećmi, Sylwestra na najlepszych balach w mieście. To ona siedziała wtedy sama w domu – opowiada Wanda.

 

Kilka lat temu jej mąż nagle zachorował i zmarł dość nieoczekiwanie. To Wanda stała z dziećmi przy trumnie, to ona odziedziczyła po nim pokaźny majątek. Dalej jest kimś, z kim wiele osób nadal się liczy, wdową po znanym profesorze.

 

- Ona była na pogrzebie, stała z boku, no niby jako koleżanka z kliniki. Została sama tak jak i ja, ale to ja jestem na wygranej pozycji – mówi Wanda. I podkreśla, że czasami warto zrezygnować z niepotrzebnych ambicji. Choćby za cenę wygodnego życia, bez trosk finansowych i zamartwiania się o przyszłość. Ona ma niezłą emeryturę po mężu i jeszcze z życia chce korzystać.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Tagi:

zdrada,  związek,  kochanka, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót