Podobne artykuły:

"Już kiedy byłam mała, postanowiłam sobie, że w biedzie żyć nie będę. Było nas troje rodzeństwa w domu, ojciec alkoholik, matka, która tyrała, żeby nam byt zapewnić. Ojciec sprzedawał wszystko co się dało, matka w końcu na szczęście się rozwiodła. Ale dalej nie było pieniędzy. Pracowała w najgorszych miejscach, bo nie miała wykształcenia, była pomocą kuchenną, dorabiała w polu. Tyrała za przysłowiowe grosze. Ale mam do niej dużo szacunku.

 

Nienawidziłam jednak tej naszej biedy, łatanych ubrań, zakupów wyłącznie w ciucholandach. Oglądania kilka razy tego samego grosza. Nie jeździłam na szkolne wycieczki, bo nie było kasy, nie byłam a studniówce, bo matki nie było stać ani na zabawę, ani na sukienkę dla mnie.

 

Obiecałam sobie, że ja tak żyć nie będę. Poszłam na studia, cały czas pracowałam, byłam hostessą, pilnowałam dzieci, sprzedawałam w sklepie w weekendy, bo wtedy były niedziele handlowe. Dawałam jakoś radę. Miałam fajnego chłopaka, ale też takiego samego biedaka jak ja. A ja nie chciałam ciułania każdej złotówki i życia na kredycie.

 

Mojego męża poznałam, kiedy byłam hostessą na evencie dla jakiegoś forum pracodawców. Tam był wielki biznes, wielkie pieniądze. Stałam z tacą z kieliszkami promowanego szampana, on podszedł i dość długo mi się przyglądał. Nie był facetem w moim typie, starszawy, ze sporą nadwagą, śmiesznie zaczesywał włosy, żeby zakryć łysinę. Ale miał coś takiego w oczach, że trudno było go nie zauważyć. Przychodził po tego szampana kilka razy, w końcu spytał, gdzie pracuję.

 

Właśnie kończyłam studia, stałej pracy nie miałam, powiedział, że szuka asystentki. I tak się to zaczęło. Poznałam jego firmę, poznałam jego biznes. Bardzo się starałam, ale uznałam, że jego kochanką nie będę. Widziałam, że mu się podobam, doszłam więc do wniosku, że świetnym wyjściem dla mnie będzie małżeństwo. Facet był rozwiedziony, miał trzy żony przede mną i pięcioro dzieci. Ale stać go było na te wszystkie dzieci i na alimenty.

 

Zaczęłam z nim wyjeżdżać na targi, na różne spotkania zagranicę. Mieszkaliśmy w najlepszych hotelach, jadaliśmy w najdroższych restauracjach, dostawałam kosztowne prezenty. Byłam zachwycona. A jemu podobało mu się to, jak inni faceci na mnie patrzą. Bo tylko on jeden miał tak atrakcyjną asystentkę, w dodatku ogarniętą. Zaczął ze mną flirtować, miał ochotę na seks. Postawiłam wszystko na jedną kartę, powiedziałam mu, że nie interesują mnie przelotne flirty, jestem z biednej, ale uczciwej rodziny, nie jestem puszczalska. Tak naprawdę miałam tylko jedno w głowie, zostać jego żoną, mieć finansowe bezpieczeństwo i beztrosko korzystać z luksusowego życia. On mógł mi to bez problemu zapewnić.

 

Rozważałam za i przeciw. Biłam się z myślami. Miałam świadomość,że interesują mnie głównie jego pieniądze. Choć facet był ciekawy, inteligentny, pewny siebie. Czułam się zawsze w jego obecności bezpieczna. Ale nie było chemii, fizycznie mnie nie pociągał. Cóż, w życiu zawsze jest coś za coś. Mój chłopak był dla mnie atrakcyjny, ale był bez grosza. A ja już miałam dosyć zakupów w ciucholandach.

 

Kobiety dobrze potrafią udawać, ja też doskonale udawałam fascynację swoim szefem. Ale twardo trzymałam się swojej wersji. Zerwałam ze swoim chłopakiem, postanowiłam iść na całość. Musiałam wyjść dobrze za mąż i mieć wymarzone życie.

 

Mój obecny mąż uznał w końcu, że młoda, atrakcyjna i niegłupia żona, doda mu wyłącznie splendoru. Pewnie się też we mnie trochę podkochiwał. No i nadszedł moment, kiedy zaproponował mi małżeństwo. To był mój wielki dzień. Pomyślałam, że wreszcie będę żyć bez obaw o jutro, ba, będę z życia korzystać na maksa.

 

Zimny prysznic nadszedł jeszcze przed ślubem. Poszliśmy do notariusza spisać intercyzę. Wiadomo, że to czego mąż dorobił się wcześniej i tak nie byłoby wspólne, ale on zastrzegł, że i późniejsze zarobki będą tylko jego. Cóż, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale dopiero później do mnie dotarło, że takich pieniędzy nie zarabiają ludzie z natury łatwowierni i naiwni. Robiłam dobrą minę do złej gry, podpisałam papiery. Dowiedziałam się też, że on nie chce więcej żadnego dziecka, żadnych wrzasków i pieluch. Jak zajdę w ciążę i zechcę urodzić, to się rozstajemy. Owszem, dziecku byt zapewni, ale to koniec naszego związku. Na otarcie łez pokazał mi projekt testamentu. Gdyby coś mu się stało, miałam dostać dom, w którym mamy zamieszkać, stała pensję z jego firmy, a gdyby firma została sprzedana, okrągłą sumkę.

 

Gdybym wtedy zrezygnowała, przyznałabym, że chodzi mi o kasę. Pomyślałam jednak, że przecież tak źle może nie będzie. Nie było hucznego wesela, kameralna impreza, świadkowie, moja rodzina, jego pięcioro dzieci. Byłam im komplet obojętna, traktowali mnie jak nowy obraz, który ojciec zakupił do swojej kolekcji. Kolejny kaprys i tyle.

 

Przestałam pracować, mieszkam w pięknym domu z ogrodem i basenem. Mam do dyspozycji panią, która sprząta oraz pana, który zajmuje się ogrodem. Teoretycznie prowadzę wymarzone życie. Ciągle gdzieś jeździmy, spotkamy się z jego bogatymi znajomymi. Latamy biznes klasą, mieszkamy w super hotelach albo prywatnych willach rozsianych po całym świecie. Nie mam swoich pieniędzy, mąż jest hojny, ale wszystko kontroluje. Dostaję zawsze gotówkę, bo on uważa, że karty kredytowe zdradzają twoje ruchy. Ilekroć coś kupuję, muszę mu oddać paragon. Wie w ten sposób, ile wydałam i ile mi zostało. Czasami razem chodzimy na zakupy. Mam w szafie najdroższe buty, markowe torebki, ubrania, o których kiedyś tak bardzo marzyłam. Chodzę do najdroższego fryzjera, korzystam ze SPA, z usług kosmetycznych. Bajka? Niestety, ja czuję się jak niewolnica. Niby niczego nie mogę mężowi zarzucić, mam to, czego chciałam, ale coraz częściej czuję, że się duszę. Nie mam na nic wpływu, nic ode mnie nie zależy. Czuję się wypalona i pusta.

 

Mogę od niego odejść, ale boję się powrotu do życia w niedostatku. Myślałam czasami, żeby urodzić dziecko. Ale żyłabym sama i też od niego zależna. No i jeszcze jedna sprawa, luksus uzależnia.

Pamiętam, że kiedyś ktoś napisał, że trzeba bardzo uważać na swoje marzenia, bo może się okazać, że się spełnią. Tak jest w moim przypadku. Niby mam wszystko, a czuję się biedna."

 

Imię bohaterki zostało zmienione.

Tagi:

mąż,  związek,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót