Słyszy ten sygnał w komórce w sklepowej przymierzalni. Spodnie spuszczone do połowy uda, torebka leży pod stertą ubrań. Hanka najpierw nie chce odebrać, ale i tak wie, że nic to nie da. Matka będzie dzwoniła do skutku. Więc nerwowo zrzuca ubrania na podłogę, plącze się w spodniach, które spadają do kostek. Grzebie w torbie, by usłyszeć to samo – Gdzie jesteś Haniu i kiedy do mnie wrócisz?

 

Miała szansę dwa razy, żeby z tego więzienia się wyrwać, nie zrobiła tego, sama zatrzasnęła sobie drzwi na wolność. Ten pierwszy raz była jeszcze za mała, żeby podjąć świadomą decyzje, ten drugi – była już całkowicie zmanipulowana przez matkę.

A ta, odkąd Hanka pamięta, zawsze była chora, jęki, stękania, leżenie w łóżku. Płacz, że cierpi, że nikt jej nie rozumie, że nie ma dla niej grama współczucia. Hance było żal matki, nie rozumiała, że to ona powinna dostawać opiekę, uważała, że nawet jako mała dziewczynka, powinna być dla rodzicielki oparciem.

 

- Ojciec odszedł, gdy miałam dziesięć lat. Nie wytrzymał tych jęków. Pamiętam, jak na odchodne powiedział mi, żebym z nim zamieszkała, bo matka zniszczy mi życie, tak jak zniszczyła jego – opowiada Hanka.

Jak jednak mogła zostawić płaczącą i cierpiącą matkę? Szczególnie, gdy ta mówiła dziecku, że jeśli ono odejdzie z ojcem, ona niebawem się wykończy? Nie mogła, została. I to był ten pierwszy raz, kiedy miała szansę być wolna.

Ojciec był i jest w porządku. Kiedy dorosła, wytłumaczył jej, że nie był w stanie żyć w takim domu. Wieczne choroby, zmyślone, bo żaden lekarz ich nie potwierdzał. Peregrynacje po gabinetach i wieczne utyskiwania matki, że każdy lekarz jest idiotą.

- Twoja matka jest chora, ale to problem z głową, nie natury somatycznej. Kiedy jednak zaproponowałem wizytę u psychiatry, obraziła się na mnie śmiertelnie – opowiadał jej gdy dorosła, ojciec.

I Hanka wie, że ma rację. Ale dla niej na zmiany za późno. Matka ma lat 70, całymi dniami leży, bo jak twierdzi, ledwo się rusza z powodu niezidentyfikowanego bólu. Hanka wie, że matka kłamie, że kiedy nie ma jej w domu, matka krąży po kuchni, choć stara się mocno zatrzeć ślady. Ale Hanka jest wzrokowcem, rozpozna centymetr dalej przestawioną maselniczkę, znajduje okruchy na kuchennym blacie.

- Ale jak wracam to matka zawsze umiera z głodu – wzdycha.

 

Hanka pracuje na uczelni. Jest cenionym wykładowcą. Skrupulatna, dokładna, zawsze świetnie ubrana. Pozornie kobieta, która odniosła sukces. W duchu jest dalej małą dziewczynką, kompletnie zdominowaną przez matkę.

- Jestem tego w pełni świadoma. Byłam przez chwilę na terapii. Ale terapeuta powiedział, że nie ma sensu, żebym wydawała pieniądze, jeśli i tak nie zostawię matki. Uświadomił mi jednak skalę problemu, brutalnie pokazał, kto jest ofiarą w tym toksycznym związku – mówi Hanka.

 

Po odejściu ojca było tylko gorzej. Matka dostała rzekomo mikro udaru, od tamtej pory poszła na rentę. Siedzi od lat w domu, właściwie leży. Chodzi podtrzymywana przez córkę. Zawsze musiała mieć plan lekcji i Hanka musiała po szkole wracać do domu. Nie było mowy o żadnych wyjściach, o koleżankach, dyskotekach. Co miała robić? - dobrze się uczyła, bez problemu dostałaby się na każde studia. Próbowała wyjechać na uczelnię do innego miasta. Był płacz, ciche dni, żale, że matki własnej nie kocha. Została, bo przecież nie potrafiła wówczas postąpić inaczej.

 

Chwile wolności zna jedynie z wakacji. Jeździła zawsze gdzieś z ojcem na dwa tygodnie, matkę odstawiali do ciotki mieszkającej na wsi. Ta wolność była dla Hanki jak haust świeżego powietrza dla topielca. Była zdumiona, że może biegać do późnej nocy razem z innymi dzieciakami, że ojciec nie wyznacza jej godzin powrotu, że kiedy była już starsza, może chodzić z chłopakami na dyskotekę. Ale wakacje się kończyły i był powrót do „normalności”.

 

- Tak, to jest w tym wszystkim najgorsze, że wiele lat uważałam, że zajmowanie się matką to mój psi obowiązek. Że może mi moje życie ot tak zwyczajnie odebrać – opowiada Hanka.

Na studiach poznała Tomka i to był ten drugi raz, gdy sama zamknęła się w klatce z matką. Chodzili ze sobą tak na poważnie, gdy Tomek zapytał, jak widzi ich związek? Że gdyby się pobrali, to gdzie będą mieszkać? Hanka bąknęła, że mogą u niej, bo przecież nie zostawi matki. Tomek powiedział jasno i stanowczo, że takiej opcji nie przyjmie nigdy. Że mogą być razem, ale bez matki, bo on z jej matką ślubu brać nie będzie. Wtedy Hanka poczuła żal, ale dziś wie, że miał rację. Że mogła się wówczas matce postawić, powiedzieć, że też chce mieć swój kawałek życia na wyłączność.

- Nie zrobiłam tego i bardzo, ale to bardzo żałuję. Niestety, zrozumiałam to zbyt późno – mówi Hanka.

 

Tomek też pracuje na uczelni, choć na innym wydziale. Widuje go jednak czasami na korytarzu. Serce Hanki ściska się wtedy z bólu, ma w oczach łzy, czasami przez kilka dni trudno jej dojść do siebie.

 

Matka ma plan jej zajęć, cały rozpisany harmonogram. Kiedy wykłady, kiedy ćwiczenia, kiedy konsultacje dla studentów. Hanka wycisza na ten czas komórkę, choć i tak wie, że znajdzie potem kilka nieodebranych od matki połączeń. Czasami dopisuje do planu kilka dodatkowych godzin, żeby mieć czas tylko dla siebie.

 

- Wiem, zachowuję się jak idiotka, ale inaczej już nie umiem. Ilekroć jednak chcę wyjść z domu do kina czy na zakupy, natychmiast jest marudzenie, że zostawiam ją w domu samą jak palec - mówi Hanka. I po chwili dodaje, że swojej matki nienawidzi.

- Zmarnowała mi życie, odzyskam wolność dopiero jak umrze. W gruncie rzeczy moja matka jest bardzo złym człowiekiem – mówi.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Tagi:

toksyczna matka,  matka,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót