Kiedy ciotka zadzwoniła, żeby mi powiedzieć, że matka nagle umarła, nie poczułam w sobie niczego. Nie było żalu, smutku, nie płakałam. Matka dostała zawału, sąsiadka wezwała karetkę, ale nie udało jej się uratować. Ciotka obiecała, że wszystkim się zajmie, ja jedynie potem dopełnię formalności i spotkamy się przed pogrzebem.

Dlaczego nie płakałam? Z matką miałam luźny kontakt, nie miałam z nią dobrych wspomnień. Nie, nie katowała mnie, nie biła, po prostu przechodziła wobec mnie obojętnie. Byłam chyba najbardziej samotnym dzieckiem na świecie. Od podstawówki z kluczem na szyi, musiałam radzić sobie sama w domu, bo matka pracowała. Była kierowniczką działu w domach towarowych, dzięki temu dobrze nam się powodziło, to były ciężkie czasy, niczego nie było w sklepach. Miałam nawet więcej niż inne dzieci. Matka była obrotna, w szkole miałam fory, bo załatwiała nauczycielkom rożne rzeczy, nie było problemu, żeby w razie potrzeby dostać się do lekarza, załatwić wakacyjny wyjazd na wczasy. Matka była ze mną sama, rozstała się z moim ojcem kiedy miałam dwa latka, nigdy nie mówiła dlaczego, a ja bałam się zapytać.

Samotność i strach to są te dwie rzeczy, które dobrze pamiętam z dzieciństwa. Bałam się chrobotu klucza w zamku, bo jak matka była w złym humorze, to w domu wisiała gradowa chmura. Pewnie była często zmęczona bo i czasy były nie łatwe. Ale ja wtedy o tym nie wiedziałam. Nie pamiętam żadnych radosnych chwil z matka, nie przytulała mnie, nie całowała, nie mówiła, że jestem ładna czy zdolna. Stale powtarzała jedynie, że muszę mieć zawód i wykształcenie, bo kobieta nie powinna nigdy liczyć na żadnego mężczyznę. To było jej motto – musisz być samowystarczalna.

Kiedy skończyłam może 10 lat, matka uznała, że mogę zostawać sama w domu również w nocy. Wychodziła ze znajomymi na imprezy, wracała bardzo późno. Nigdy nie spałam, czekałam na nią, rozmyślając, co się stanie, jeśli nie wróci? Co będzie ze mną? Miałam tylko ją i babcię, która mieszkała daleko od nas. No i jedyną ciotkę, tak naprawdę koleżankę matki, starą pannę, z którą były w wielkiej przyjaźni. Ale ta ciotka nie była przecież żadną moją rodziną. Uspokajałam się, jak słyszałam obracany klucz w zamku, oczywiście zawsze udawałam, że śpię mocno, bo matka by krzyczała. Nie miałam odwagi powiedzieć jej, że strasznie się tych samotnych nocy boję. Nie miałam nigdy odwagi, by mówić o swoich uczuciach, o tym, co mnie boli, martwi. Myśmy właściwie wcale ze sobą nie rozmawiały. Matka zawsze była czymś zajęta, ja uciekałam w książki. Koleżanek też nie miałam, zazdrościłam im normalnych matek, które są w domu, ojców, z którymi wychodzą na spacery, choć wcale nie musiały to być idealne domy. Ale jako dziecko tego nie wiedziałam.

Wyjechałam na studia z domu, wiedziałam, że nie wrócę. Wybrałam trudny kierunek, bardziej męski, ale dałam radę. Dostałam dobrze płatną pracę, teraz też jestem poszukiwanym fachowcem. Jestem, jak matka chciała – samodzielna i niezależna. Nie założyłam rodziny, bo nie potrafiłam być z kimkolwiek blisko, zawsze trzymałam dystans, bałam się relacji. Nie umiałam być ciepła, nikomu nie potrafiłam zaufać. Nie narzekam jednak.

Do matki jeździłam niezbyt często. Z reguły na święta, które spędzałyśmy we trzy z ciotką. Zawsze wszystko robiły i podawały, miałam wrażenie, że mój przyjazd je na swój sposób cieszy. Nigdy jednak nie rozmawiałam z matka ani o niej, ani o moim dzieciństwie.

Kiedy więc ciotka zadzwoniła, nie płakałam. Pojechałam do swojego miasta. Spałam u ciotki, bo nie miałam odwagi spać w mieszkaniu matki, ciotka też obiecała, że zajmie się rzeczami po niej, przygotuje mieszkanie do sprzedaży. Pojechałam tam tylko raz, zabrać zdjęcia i kilka pamiątek. Ciotka opowiadała mi, że moja matka była ze mnie bardzo dumna, że tęskniła, wypatrywała każdego mojego przyjazdu. Spytałam ciotki, czemu sama mi tego nie powiedziała.

- Anitko, twoja matka łatwego życia nie miała, zawsze wszystko musiała sama robić, do wszystkiego doszła sama. Twój ojciec był wyjątkowym draniem, nie tylko was zostawił, ale okradł w dodatku. Matka musiała zacisnąć zęby i zaczynać od początku. Ale to dobra kobieta była – mówiła mi ciotka.

Zobaczyłam inny obraz matki, samotnej kobiety z małym dzieckiem. Kobiety, która musiała sama utrzymać się na powierzchni, zdradzona, zostawiona przez mężczyznę, którego kochała. Może dlatego nie była nigdy wylewna? Może przez resztę życia cierpiała?

Tydzień po śmierci matki miałam sen. Przyszła do mnie i powiedziała dwa słowa „Wybacz mi”. Kiedy się obudziłam, po raz pierwszy od dnia jej śmierci się rozpłakałam. Nie wiem, czy to naprawdę była moja matka, czy tylko moje senne fantazje. Ale postanowiłam jej wybaczyć, żeby spokojnie mogła odejść. Zrobiło mi się z tym lżej. Uświadomiłam sobie, że może matka dała mi to, co mogła. Że nie potrafiła inaczej, że życie też nie było dla niej łatwe.

Sobie nie mogę teraz wybaczyć tego, że nigdy nie siadłam z matką do poważnej rozmowy, że nie bywałam u niej częściej, nie próbowałam nawiązać z nią bliskiego kontaktu. Bo można to zrobić tylko wtedy, kiedy ktoś jeszcze żyje. A potem jest na to zbyt późno.

Tagi:

matka,  córka,  toksyczna matka,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót