Syn Renaty jest lekarzem w Kanadzie, córka mieszka w Szwajcarii, pracuje w znanej korporacji. Są bogaci, zrobili oszałamiające kariery. Ale Renata mówi, że dziś wolałaby, żeby byli zwykłymi ludźmi i mieszkali w nieodległym sąsiedztwie. Tyle tylko, że sama rozwijała w dzieciach talenty i uczyła je samodzielności.

 

- Od małego języki, wyjazdy zagraniczne, dobre szkoły, praktycznie zero domowych obowiązków. Uważałam, że taka jest moja rola jako matki, wyposażyć na życie w to, co najlepsze. Dziś uważam, że to był błąd. Trzeba było dzieci do siebie przywiązać i od siebie uzależnić – mówi Renata smutno.

 

Mąż zmarł kilka lat temu, ona została sama. Mieszka w Polsce, zagranicę się nie wybiera. Jeździła do syna do Kanady, była u córki w Szwajcarii. Nie wyobraża sobie tam życia nawet w najpiękniejszym apartamencie.

 

- Bo co ja tam bym robiła? Nikogo nie znam, inna kultura, inny język – mówi.

 

Wnuków też prawie nie zna, widziała je kilka razy w życiu. Te z Kanady są dla niej totalnie obce, nawet po polsku nie mówią, bo żona syna jest Kanadyjką. Teraz już są dorosłe, babka z Polski jest im obojętna. Renata kiedyś pojechała do Kanady na miesiąc. Przez tydzień syn i synowa mieli urlop, wozili ją w ciekawe miejsca. Potem wrócili do pracy, znikali z domu na 10 czy 12 godzin. Zostawili jej samochód, pieniądze. Tylko co z tego? Gdzie miała sama jeździć i po co. Wyczekiwała powrotu do domu. Wnuczka ze Szwajcarii mówi co prawda po polsku, ale działa w różnych wolontariatach i wakacje spędza w Afryce, pomagając w sierocińcach. Nigdy jej do głowy nie przyszło, żeby na wakacje przyjechać do babci.

 

- Wszyscy mają swoje życie i są bardzo zajęci. Ja zostałam sama jak palec. Ale oczywiście, dzieci dzwonią, pytają co u mnie słychać. I czy pieniędzy mi nie potrzeba, bo to dać najłatwiej. I to jest na tyle – mówi Renata smutno.

 

Nie ukrywa, że zazdrości koleżankom, które mają dzieci na miejscu. Córki jeżdżą z matkami do lekarza, pomagają w zakupach, w porządkach. Renata ma dziś 70 lat i na razie czuje się w miarę dobrze. Ale ma świadomość,że młodsza nie będzie, z biegiem czasu będzie jej coraz trudniej.

 

- Ale moje dzieci chroniłam przed swoimi chorobami i słabościami. Uważałam, że nie mogę na ich barki zrzucać swoich ciężarów, wymagać pomocy czy opieki. Że tak robią toksyczne matki, są wiecznie cierpiące i wymagają nieustannej obecności dzieci. Przywiązują je do siebie, nie dają odejść. No ja uważałam, że dzieci muszą mieć wolność, być samodzielne – mówi Renata.

 

Ale dziś jest zdania, że to wszystko obróciło się przeciwko niej. Tak, jest silną osobą, ale nawet silne osoby czasami potrzebują wsparcia. To się pewnie w głowach jej dzieci nie mieści. Matka dla nich jest jak skała, mocna, samowystarczalna. Taka też zawsze była, co nie oznacza, że za dziećmi nie tęskni.

 

Koleżanki jej zazdroszczą udanych dzieci. Że zrobiły takie kariery, mają piękne domy i dużo pieniędzy. Że są takie mądre i zaradne. Czasami Renata pokazuje zdjęcia. Dom z pięknym ogrodem i basenem w Kanadzie, ogromny apartament córki w Szwajcarii. Drogie samochody, eleganckie restauracje. Ale dziś Renata wolałaby bardziej zwykłe dzieci. Mniej zdolne, bez tych karier, za to mające więcej czasu na spotkania z matką. Czasami to nawet jej szkoda, że nie umiała ich od siebie uzależnić.

 

- No więc żałuję, że nie byłam toksyczną matką. Taką co do siebie dzieci przywiązuje i wymaga nieustającego wsparcia. Że nie mogę zadzwonić i powiedzieć, że maja przyjechać, bo źle się czuję. Albo, żeby mi zakupy zrobiły, bo nie mam siły iść do sklepu. Oczywiście, mogę być dumna, że tak je wychowałam, że świetnie sobie radzą. Ale w gruncie rzeczy to był strzał w kolano – mówi Renata.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Tagi:

matka,  toksyczna matka,  dziecko,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót