Reklama:
blocker

Najbliżsi długo nie mogą pogodzić się z tym faktem, bo przecież nic mu nie dolegało, był zupełnie zdrowy, żył pełnią życia, miał tyle planów na przyszłość i... zmarł. Natomiast dla samego zainteresowanego niezapowiedziana, lekka śmierć nie jest żadną tragedią; pożył sobie, a śmierć w końcu jest wkalkulowana w nasze życie. I jeśli przyjdzie niezapowiedziana przez długotrwałą chorobę oraz starcze niedołęstwo – jest to najbardziej naturalna i pożądana śmierć z wszystkich możliwych.

Jednak ludzie instynktownie boją się śmierci i chyba woleliby, żeby nieboszczyk pochorował sobie kilka lat, z pełnego werwy człowieka stał się zniedołężniałym, wyzbytym człowieczeństwa wrakiem, wymagającym pomocy innych przy podstawowych potrzebach fizjologicznych, nacierpiał się, stracił autorytet, na który pracował całe życie, najbliżsi wydali majątek na lekarstwa i lekarzy, a gdy ci orzekliby: – to już najwyżej kilka dni – zdążyliby się pożegnać (jeśli umierający w ogóle rozpoznałby kogokolwiek), a na wieść o zgonie z ulgą wyrzekliby sakramentalne: – chwała Bogu!

Ale czy sami sobie życzylibyśmy takiej śmierci? Nie! Gdy o tym pomyślimy, odpowiedź brzmi: – Nie daj Boże! Tak oto innym życzymy tego, czego sami pragniemy uniknąć.

Poszukiwanie genu starości


Obecnie prowadzone są na świecie kosztowne badania naukowe, mające na celu odkrycie hipotetycznego genu, który miałby dbać o to, byśmy czasami zbyt długo nie pożyli, więc w odpowiednim momencie życia każe naszemu organizmowi zestarzeć się i umrzeć. Odkrycie, a następnie wyeliminowanie tego genu miałoby uczynić nas nieśmiertelnymi, albo przynajmniej długowiecznymi.

O takich teoriach mówi się, że są dziurawe jak sito. No bo niby kto miałby ten gen umieścić w naszym organizmie i po co? Nie ma jasnej odpowiedzi, a gdyby nawet była, gdyby taki gen rzeczywiście istniał i możliwe by było wyprodukowanie lekarstwa usuwającego ów gen, to z pewnością takie lekarstwo byłoby niezwykle drogie, a więc nieśmiertelność byłaby zarezerwowana wyłącznie dla bogaczy. Mało tego! Znając ich pazerność, bogacze z pewnością wykupiliby technologię produkcji leku na nieśmiertelność tylko na swoje potrzeby. Tak oto dokonałaby się największa niesprawiedliwość dziejowa – nieśmiertelność zarezerwowana byłaby tylko dla wąskiej grupy wybrańców. To niech już lepiej pozostanie, jak jest.

Teoria o kopiowaniu
Rzeczywistość wydaje się być bardziej przyziemna i długowieczność najprawdopodobniej nie zależy od zasobności portfela, lecz od tego, jak dbamy o nasze zdrowie, czyli jest dostępna dla każdego śmiertelnika. Teoria o zużywaniu się aparatu kopiującego w łańcuchu wiązań DNA istnieje już przeszło 50 lat i do tej pory ani nie udało się stworzyć lepszej, ani znaleźć w niej jakichś braków. Ta teoria nie bardzo podoba się części naukowców, ponieważ stwierdza, że to nie ktoś złośliwy wstawił nam gen starości, a starzenie się jest procesem jak najbardziej naturalnym, jako następstwo naturalnego zużywania się aparatów kopiujących komórek.

Kiedy wykonujemy kserokopię, a z niej następną i tak dalej, to dwa kolejno wykonane po sobie egzemplarze są nie do odróżnienia, ale już np. między piątą a piętnastą kopią różnica jest zauważalna, chociaż tę ostatnią można jeszcze odczytać bez problemu. Kolejne kopie są coraz mniej czytelne, aż dochodzi do momentu, gdy w ogóle nie można odtworzyć treści. W identyczny sposób zachowuje się usytuowany w komórkach naszego ciała aparat kopiujący, który powiela się przy każdej regeneracji komórek, czyli proces podziału komórki i następnego odtworzenia informacji genetycznej w każdej nowo powstałej komórce dotyczy także aparatu kopiującego. Tym sposobem zbliżamy się do chwili, gdy kod DNA przestaje być czytelny i komórki naszego organizmu przestają się regenerować.

Co skraca nam życie


Według najnowszych danych, nieczytelna kopia aparatu kopiującego pojawia się mniej więcej po pięćdziesięciu powieleniach. Zapewne jest to w jakimś stopniu zależne od odziedziczonych po przodkach predyspozycjach, niemniej jednak wiele zależy od tego, w jakim tempie nasz organizm jest zmuszony regenerować komórki. Jest to zależne od wielu czynników, a trzy najważniejsze to:

Obumieranie komórek na skutek naturalnego starzenia się.
Jakość komórek, która jest zależna od wystarczającej ilości wszystkich substancji odżywczych w momencie ich powstawania, głównie białek, tłuszczów, witamin i minerałów.
Konieczność wymiany niepełnosprawnych komórek usuniętych z organizmu w wyniku chorób infekcyjnych.
ad. 1. Średnia długość życia komórek głównych organów ludzkiego organizmu wynosi przeszło trzy lata, co – pomnożone przez 50 możliwych powieleń – daje nam jakieś 150 lat życia.

ad. 2 i 3. Niestety, te dwa punkty od danych nam 150 lat życia już tylko odbierają, ponieważ powszechne problemy z wchłanianiem wpływają na powstawanie komórek zdefektowanych, które bardzo szybko zużywają się, więc trzeba je często wymieniać.

Badacze zajmujący się problemem długowieczności są zgodni, że czynnikiem najbardziej skracającym długość życia są infekcje. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem istotą chorób infekcyjnych jest dążenie organizmu do samooczyszczenia się z krępujących go niepełnowartościowych komórek na nowe, pełnowartościowe komórki. Rzecz w tym, że kondycja naszych wielokomórkowych organizmów zależy od kondycji wszystkich tworzących go komórek.

Tak już jest w naturze, że coś za coś – choroby infekcyjne mają charakter prozdrowotny, ale za to skracają życie. Niemniej jednak są one konieczne po to, by wszystkie tkanki naszego organizmu zużywały się równomiernie i wszystkie służyły nam przez całe życie. Nie znaczy to bynajmniej, że dobrze jest chorować. Każdy łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo, toteż cała sztuka polega na tym, by w naszym łańcuchu życia żadnych słabych ogniw nie było. Wtedy choroby są nam do niczego niepotrzebne i to jest właśnie cel naszego działania – usunięcie potrzeby chorowania, nie zaś samego chorowania, jakby to chciała medycyna.

W dawniejszych czasach ludzie, u których powstało słabe ogniwo w postaci uszkodzenia któregoś z ważnych organów, po prostu umierali przedwcześnie. Obecnie medycyna na takie przypadki ma skuteczne sposoby ratowania życia i w tym sensie medycyna wydłużyła średnią życia swoich delikwentów do jakichś 70 lat, czyli prawie połowę z tego, co dała nam natura. A przecież chciałoby się zgarnąć całą pulę...

Jak zgarnąć całą pulę życia


Na długość życia już od momentu poczęcia wpływa to, czy zdrowi rodzice przekażą swojemu potomkowi solidny materiał genetyczny, czy też, sami schorowani, przekażą mu materiał byle jaki.

Następnym ważnym etapem uszczuplającym pulę długowieczności jest etap prenatalny, czyli okres rozwoju płodu w łonie matki. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jeśli w organizmie matki istnieją niedobory białek, witamin i minerałów, to noworodek nie będzie miał najmniejszych szans przyjścia na świat z kompletem pełnosprawnych komórek.

W dalszym etapie życia olbrzymia odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, którzy mogą karmić dziecko w sposób zapewniający dostarczenie jego organizmowi wszystkich substancji odżywczych, niezbędnych do prawidłowego rozwoju, a także pozwolić dziecku odchorować typowe choroby wieku dziecięcego, albo mogą karmić dziecko śmieciowym jedzeniem, zaś objawy chorobowe blokować za pomocą szkodliwych leków współczesnej medycyny.

Po odchorowaniu chorób wieku dziecięcego, przy prawidłowym odżywianiu oraz niezbędnym w obecnych czasach systematycznym oczyszczaniu przewodu pokarmowego z nadżerek, dziecko nabiera odporności na wszelkie choroby.

Kolejną bezcenną wartością, którą dziecko powinno wynieść z domu rodzinnego, jest szacunek dla własnego zdrowia.

Czy można odzyskać utraconą część puli


Czy osoby, które zdążyły już roztrwonić część puli, mają jeszcze realne szanse zbliżenia się do owych hipotetycznych 150 lat życia, zachowując przy tym pełną sprawność nie tylko fizyczną, ale także psychiczną? Co do utraconej puli życia, to na pewno wszystkiego odrobić się już nie zdoła, ale można przede wszystkim zatrzymać proces degradacji, a także w znacznym stopniu go odwrócić.

Drugą rzeczą, którą możemy zyskać, gdy postawimy na profilaktykę zdrowotną, zamiast na medycynę, to zaoszczędzić na wydatkach na leki oraz usługi medyczne. No bo cóż z tego, że zapracujemy na swoją emeryturę, która wystarczy nam na leczenie? Przecież te pieniądze możemy wydać w dużo przyjemniejszy sposób, niż realizowanie recept i opłacanie lekarzy. Jednym słowem: wzięcie zdrowia we własne ręce to opłacalna inwestycja.

Gdy już zwiększymy dochody dzięki oszczędności na lekach oraz usługach medycznych, to powinniśmy zdać sobie sprawę, że za jednym zamachem oszczędzamy także na zdrowiu, które bezsensownie trwonilibyśmy łykając szkodliwe leki współczesnej medycyny. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że zazwyczaj mają one skutki uboczne groźniejsze od chorób, przeciwko którym są zalecane.

I wreszcie ostatnia sprawa, której nie sposób pominąć – dobra kondycja fizyczna i psychiczna do późnych lat starości. Nie tylko dla siebie – choć to też – ale nade wszystko ze względu na najbliższych, by nie musieli stanąć przed koniecznością wyboru: poświęcić własne życie dla chorego, czy też oddać go do domu starców.

Długie życie co się zowie


Wracając do pytania postawionego na początku, z pewnością warto żyć długo, jak najdłużej, pod jednym wszak warunkiem, że jest to życie w pełnym znaczeniu tego słowa, a nie wegetacja, która nawet nie jest namiastką życia, bo wiąże się tylko z cierpieniem.

Możemy to uzyskać! I to wcale nie dzięki genom, przypadkowi, rzekomym odkryciom naukowym w medycynie, cudownym eliksirom ani nawet najszczerszym życzeniom długich lat życia w dobrym zdrowiu, lecz dzięki własnym staraniom. Na własne życzenie.

Autor: Józef Słonecki

https://portal.bioslone.pl/profilaktyka-zdrowotna/czy-warto-zyc-150-lat#czy_mozna_odzyskac_utracona_czesc_puli

 

Tagi:

starość,  smierć,  zdrowie, 

Loading...
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...