Partner: Logo KobietaXL.pl

Mówi sama o sobie, że jest prostą kobietą, pochodzi z małej wsi, z rodziny wielodzietnej. Bieda była aż piszczało, więc każdy z rodzeństwa pracował już od dziecka.

 

- Na swoim, na cudzym, sąsiadom się pomagało, bo pola u nas było tyle, co kot napłakał – mówi Gienia. I wspomina, jak zamiast wakacji szło się na pole, bo żniwa, jak zarywało lekcje, bo kopało się ziemniaki. Skończyła ledwie podstawówkę, bo trzeba było szybko iść do roboty. Z takim wykształceniem praca była jedna – ciężka, fizyczna. Ale Gienia pracy się nie bała, sortowała paczki, stała na zmywaku, była salową w szpitalu.

 

- 40 lat pracowałam. I co? Mam emerytury 1470 złotych na rękę – wzdycha ciężko. A jeszcze wychowała czworo dzieci, sama, bo mąż pił i bił, więc wygoniła go z chałupy. I dodaje, że nigdy nie była na żadnym wychowawczym, po macierzyńskim wracała do pracy.

 

Emerytura jest licha, nie starczała na podstawowe wydatki. Sam czynsz to 570 zł, a gdzie leki, prąd, jedzenie, jakiś ciuch czy buty od czasu do czasu?

 

Gienia pracy się nie boi więc kiedy zobaczyła na osiedlu, że potrzebna pomoc dla starszego pana, zgłosiła się natychmiast. Lucjan już wtedy kiepsko chodził, wymagał pomocy w każdej czynności, nie był w stanie sam zrobić zakupów, nie wypominając o ugotowaniu obiadu.

 

- Ma jedną córkę, ona mieszka zagranicą. Przyjechała wtedy szukać pomoc dla ojca. Dogadałyśmy się, nie powiem zaoferowała mi 2 tysiące złotych na rękę, ale praca praktycznie 12 godzin dziennie. Zgodziłam się, bo kwota spora, a ja i tak nigdzie nie latam. Choć oczywiście nie było problemu, żeby Lucjana zostawić na parę godzin. I tak zaczęła się moja kolejna robota – wspomina Gienia.

 

Łatwo nie było, bo obcego chłopa trzeba było i umyć i tyłek mu podetrzeć. Ale Gienia z czasem przywykła, on też, choć na początku widziała, że jest mu bardzo trudno.

 

- To były wysoki oficer. Ma 5 tysięcy emerytury, stać go na opiekunkę. Ale ja pomyślałam, że przecież jeśli umrze, to ja znowu bez grosza zostanę. Wpadłam na pomysł małżeństwa, bo wtedy dostanę po nim rodzinną rentę – opowiada Gienia.

 

Dzieci były przeciwne, ale same kokosów nie mają. Spłacają kredyty, mają swoje dzieci, oferowały co prawda jakąś pomoc finansową, Gienia jednak nie chce wyciągać do nich ręki.

 

- Też grosze mają, choć ciężko pracują. Co oni tam zarobią? Każde z nich może około 3 tysięcy. To co to dziś są za pieniądze – wzrusza ramionami Gienia. Jedna córka dostaje 2,6 tysiąca złotych na rękę, spłaca kredyt, właśnie się rozwiodła, została z dwóją dzieci. Druga zarabia z mężem 6 tysięcy do kupy, mają trzy córki natolatki, synowie to samo, mają rodziny i ledwo wiążą koniec z końcem. Więc ile jej mogą dać? Po 100 złotych miesięcznie? Co to zmieni w jej sytuacji?

 

Kiedy więc córka Lucjana zadzwoniła, Gienia opowiedział o swoim pomyśle. Nie kryła się z niczym – ojciec będzie miał dożywotnią opiekę, a ona zabezpieczenie na przyszłość.

 

- Córka Lucjana powiedziała, że pomysł jest świetny. Lucjan mnie polubił, wzięliśmy więc cichy ślub, wiele osób z dalszej rodziny nawet o tym nie wie. Bo po co mi plotki, że wyszłam za mąż dla pieniędzy. Tak, dla pieniędzy, ale nikt mi ich nie da za darmo. Muszę na ciężko pracować – mówi Gienia. Szczególnie, że Lucjan od dwóch lat jest leżący. Wszystko rozumie, rozmawia, poznaje ludzi, ale niestety, jest przykuty do łóżka.

 

- On jest 12 lat ode mnie starszy, ma 86 lat, głowę ma nadal dobrą. Niestety, ciało kompletnie odmówiło posłuszeństwa – wzdycha Gienia. Zajmuje się nim jednak z wielką starannością. Co drugi dzień jedno z jej dzieci przyjeżdża pomóc Lucjana wykąpać, bo Gienia z łóżka nie jest go w stanie sama ruszyć.

 

- Mieszkamy u mnie, bo moje mieszkanie zdecydowanie jest ładniejsze i większe, to Lucjana wynajmujemy studentom. Zapisał mi je w testamencie, bo jego córka powiedziała, że tak należy, że jej ta stara kawalerka do szczęścia nie jest potrzebna. Ona pracuje w jakiejś dużej firmie na wysokim stanowisku, myślę, że sama zarabia bardzo dużo pieniędzy – mówi Gienia. Dodaje też, że przywiązała się do tego swojego męża i wcale mu nie życzy rychłej śmierci. Jest przy nim dużo roboty, trzeba go przekręcać, oklepywać, dbać, żeby odleżyn nie dostał. Trzeba karmić, leki podawać. Myć, zmieniać pampersy. No i nie da się nigdzie na dłużej wyjechać, bo przecież nie zostawi go samego w domu.

 

- Oj mam, mam roboty, jest co robić. A swoje lata też mam na karku. Co jednak mam począć? Siedzieć i płakać? Nic nie mówię i nikomu się nie skarżę dodaje Genia. Bo jak ostatnio powiedziała o tym sąsiadce, że krzyż jej pęka, to usłyszała, że ludzie mają chorych w rodzinie i zajmują się nimi za darmo. A ona, Gienia dysponuje teraz dużymi pieniędzmi.

 

- Tak, to prawda. Ale inaczej zajmuje się człowiek swoim mężem, z którym był 40 lat czy swoim chorym dzieckiem. Rozumiem, że dla każdego to kłopot, ale ja nie miałam wyboru. Lucjana lubię, to miły człowiek, ale przecież nie ma między nami głębokiej więzi. Moje małżeństwo jest zupełnie czym innym. I wolałabym dostać na rękę choćby 2,5 tysiąca złotych swojej własnej emerytury, spać do południa, oglądać seriale i jeździć do sanatorium. Ja się już w życiu natyrałam i dalej tyram, po 40 latach fizycznej pracy na pełnym etacie. A podcieranie cudzego tyłka wcale nie jest takie przyjemne – mówi Gienia. Zaraz też dodaje, że przecież też sama nie wie, na ile sił jej starczy. Ale dzięki pieniądzom Lucjana będzie mogła przynajmniej opłacić jakąś opiekunkę.

 

Magdalena Gorostiza

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

Tagi:

starość,  emerytura, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót