Już dwa lata temu, kiedy byłam w Puerto Plata, chciałam odwiedzić curandero - uzdrowiciela, lub kogoś, kto zajmuje się czarostwem, bo to jest najlepsze tłumaczenie hiszpańskiego słowa - brujeria. W Dominikanie wiele osób uprawia różnego rodzaju magię, wiele w nią wierzy, choć wiele się od nie odżegnuje. Trudno się dziwić, bo losy tego kraju, położonego na wyspie Haiti i sąsiadującego z państwem o tej samej nazwie, to mieszanka wierzeń tutejszych Indian, niewolników przywiezionych z Afryki, okraszona katolicyzmem, który przywieźli Hiszpanie podbijając wyspę. Ten synkretyzm religijny sprawił, że magia uprawiana jest w towarzystwie przeróżnych katolickich świętych wymieszanych z bogami, pochodzącymi z miejscowych czy afrykańskich wierzeń. 

Ale dwa lata temu do żadnego uzdrowiciela nie trafiłam. Miejscowi nabierali wody w usta, zapewniając, że w magiczne rytuały nie wierzą, młody recepcjonista odprawił wręcz dla mnie modlitwę, żeby sprowadzić mnie dobrą drogę.

A jednak moje losy i losy Mirandy w końcu się splotły, choć wcale nie było to łatwe. Już taksówkarza z lotniska pytałam o uzdrowicieli. Podał mi nazwisko słynnego Brujo Criminela, którego nawet znalazłam na Facebooku. Ale próba kontaktu spełzła na niczym. Kiedy napisałam, że chcę z z nim zrobić wywiad, choć wiadomość przeczytał, nie odpisał.

 

Saludo Buenos días Gracias misericordia y la 21 divisiónes en este día estoy ajustando los carbones en este día estoy...

Opublikowany przez Morenona Bruję Criminla Wtorek, 2 marca 2021

 

Nie odbierał też telefonu. Mogłam rzecz jasna pojechać jako klientka, uznałam jednak, że nie da mi to zbyt wiele, bo ja chciałam o wiele rzeczy zapytać. A przecież takich osób tu nie brak. Jest wśród nich słynny Fiony Roa, absolwent uniwersytetu, uprawiający magię dla najbogatszych.

 

Szukałam, chyba każdego w z hotelowej obsługi zaczepiałam i pytałam o uzdrowicieli. Spotykałam na mur milczenia, aż wreszcie trafił się Alfredo, który obiecał kontakt z Mirandą, z której usług sam korzysta. Warunek był jeden - zapłacę normalnie jak za sesję, ale chcę móc pogadać i zrobić zdjęcia. Następnego dnia Alfredo potwierdził - Miranda jest gotowa na rozmowę, nie ma niczego do ukrycia.

- Ona rozmawia ze świętymi, musisz tylko wiedzieć, którego o co chcesz zapytać - mówi Alfredo. - Naprawdę, zna się na tym co robi, dużo ludzi do niej przyjeżdża.

 

Jedziemy do Veron, około 20 minut drogi, minęliśmy luksusowe hotele, centrum miasta, wjechaliśmy w dzielnicę ubogich domków. Miranda przywitała nas z uśmiechem, prosiła, żeby chwile poczekać, aż się przygotuje i wystawiła nam przed domem krzesła.

 

W drodze do Mirandy

Miranda prosi o chwilę czasu

 

Nasza poczekalnia.

 

Za jakieś 10 minut zaprasza mnie do środka. Jest już w rytualnym stroju uzdrowicielki.

 

Miranda w swoim stroju

 

- Śniłaś mi się, wiedziałam, że będziesz - tak zaczęła ze mną rozmowę. Maleńka chatynka, w niej maleńki pokoik przygotowany do sprawowania magii.

 

W chacie Mirandy

W chacie Mirandy

 

 W chacie Mirandy

 

- Moja matka to robiła, moja babka też, pochodzę z Haiti - mówi.- Ja mam to we krwi. Nie robię tego dla pieniędzy, nie chcę być bogata. Dla mnie ważniejsze jest to, czego nie da się kupić. To co jest tylko na sprzedaż, jest tak naprawdę bez żadnej wartości.

Rozglądam się wkoło, wszędzie święte obrazki, świece, zasuszone zioła i liście. Pytam Mirandy, czy nie ma niczego złego w mieszaniu magii ze świętymi? Nie ma, ona para się białą magią, pomaga ludziom rozwiązać życiowe problemy. Święci jej tylko pomagają, bo przemawiają przez nią do ludzi. Ona im tylko udziela głosu.

-Musisz mi tylko powiedzieć, z kim się chcesz skomunikować - wyjaśnia Miranda. - A potem łączymy się duchowo, ja i ty. Modlę się, a potem święci odpowiadają na twoje pytania. Ja tylko jestem medium

Miranda czuje się duchową córką świętej Marty Dominatorki - Santa Martha la Dominadora. Jest spadkobierczynią jej mocy, a wizerunki Marty są dla Mirandy najważniejsze. Mówi o niej Malta lub Dambara. Bogini wód, ziemi i gór. Święta, która dominuje świat, a przede wszystkim mężczyzn.

 

Marta Dominatorka

 

-To do niej trzeba się modlić, jeśli nie chcesz, żeby mężczyzna cię porzucił, ją prosić o dominację - tłumaczy. - Nie tylko są modlitwy, są rytuały, które należy wykonać. Ona naprawdę pomaga w takich sytuacjach.

 

Kim była w rzeczywistości Marta Dominatorka? To kolejna postać stworzona z synkretyzmu religijnego. Mieszanka biblijnej Marty, afrykańskich wierzeń i prawdziwej postaci. Przedstawia ją wizerunek pięknej, czarnej kobiety w akcie oswajania węży. Ten sam wizerunek symbolizuje w Afryce matkę wód Mami Wata. Santa Marta Dominadora, w dominikańskim voodoo, zawsze kojarzy się z baronem cmentarnym i jest uważana za jego córkę lub konkubinę. Jest powołana do dominacji nad ludźmi i sytuacjami. Ofiarowuje jej się słodkie napoje, rum, czasami w jej intencji wypala się cygaro. Ma też inne imię - Lubana Filomena. 

 

Lubana Filomena

 Prawdziwe zdjęcie Lubany

 

Legenda głosi, że Lubana Filomena urodziła się jako dominikańska niewolnica, która w latach sześćdziesiątych XIX wieku walczyła o niepodległość swojego ludu. Zachowało się jej jedyne zdjęcie - była mulatką o krwistoczerwonych włosach. Dla Mirandy najważniejsza jest jednak dominująca siła Marty. To dzięki temu, że czuje ją w sobie jest w stanie pomagać innym.

Kto przychodzi i z jakimi problemami? Miranda mówi, że ze wszystkimi - choroba, brak pracy, brak pieniędzy, kłopoty rodzinne.

- Urodziłam się po to, aby pomagać - podkreśla. - Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak zła energia ma wpływ na ich życie. Nie umieją się z niej oczyszczać.

Więc Miranda przygotowuje sekretne, rytualne butelki z płynami, które sama tworzy pod konkretnego człowieka. Ich skład to jej tajemnica. Rytualne obmywanie odbywa się w konkretne dni tygodnia. Gorzkie butelki są aby odpędzić chorobę i dać ochronę, słodkie, aby przyciągnąć szczęście i powodzenie. Tych na szczęście używa się zawsze we wtorki, środy i czwartki.

Sekretne płyny

 

Tajemnicze mikstury się robią. 

W te dni przywołuje się dobre rzeczy. Odrobiną płynu przemywamy ręce od dłoni do ramion, zawsze do siebie, żeby przyciągnąć szczęście. Gorzkie kąpiele robimy w poniedziałki, piątki i soboty. Wówczas idziemy od góry w dół, aby wyrzucić choroby, zdjąć z siebie klątwy. Niedziele, są dniami odpoczynku od magii.

 Zapraszamy dobrą energię.

Zapraszamy dobrą energię.

 

- Podobnie jest z oczyszczaniem domu ze złej energii - tłumaczy Miranda. - Jeśli okadzasz mieszkanie, to wypraszasz ten dym na zewnątrz. Jeśli robisz rytuał, żeby przywołać dobre rzeczy, dym zapraszasz do środka. Najważniejsza jest jednak kwestia wiary, jeśli nie wierzysz, nie pomoże ci żadna magia, ni biała czy czarna.

W pokoiku stoją misy, w Których Miranda szykuje wodę dla konkretnych klientów. Najpierw jest sesja wstępna - 20 dolarów za wizytę, specjalna butelka kosztuje już 100 dolarów, trzeba zdobyć do niej konkretne specyfiki, przygotować zawartość.

 

Najważniejsza jest modlitwa.

 

- Ale najważniejsza jest modlitwa - podkreśla Miranda.- Bez niej nic się nie zadzieje. Najpierw do Boga, bo on jest najważniejszy. Potem do twojego świętego. Trzeba go błagać, prosić o przebaczenie, o zdjęcie choroby, nieszczęścia. Dostajesz to od nich, tam z góry i tylko oni mogą to zdjąć z ciebie. Rytuał jest częścią tej modlitwy. Musisz to wszystko robić szczerze i z serca. Inaczej nikt ci nie pomoże. Taka jest prawda o magii i innej nie ma.

Czas się pożegnać. Wychodzimy przed domek. Miranda pokazuje mi kapliczkę swojej świętej, duchowej matki, przewodniczki. Marta Dominatorka, Dambara, Lubana Filomena strzeże wejścia do domu, wnosi tu swoją energię.

 

Kapliczka Mirandy

 

Kapliczka Mirandy.

 

Wracamy do hotelu. Pytam Alfredo, czy zapłaciłby 100 dolarów za butelkę od Mirandy.

 

Alfredo - jeśli czegoś chcesz, to płacisz

-Jeśli czegoś bardzo bym pragnął, bardzo by mi na czymś zależało, to zapłaciłbym - stwierdza bez wahania. -To tylko kwestia tego, jak bardzo czego chcesz.

Mnie w głowie kołaczą słowa Mirandy na temat modlitwy. Wróćmy na chwilę na naszą półkulę, konkretnie do Madrytu. To tu mieszka, wykłada na uniwersytecie, hiszpański psycholog Joaquín Cámara, badacz życia po życiu, autor książki Nieskończone życie. Traf chciał, że przed samym wyjazdem tłumaczyłam jego tekst o naszych duchowych przewodnikach z zaświatów. 

- Nasz Przewodnik Duchowy jest zawsze blisko nas, uważny na to, co się z nami dzieje. Zna nasz plan życia i wie, z czym się zmierzyliśmy i czego jeszcze nie przeżyliśmy. Ich zadaniem jest pomóc nam, prowadzić nas i chronić nas tak bardzo, jak to możliwe, bez ingerowania (i to jest bardzo ważne) w naszą wolną wolę. Główną wadą jest to, że zwykle nie zwracamy uwagi na jego sygnały, wskazówki, które wysyła nam, gdy ich potrzebujemy.

Możesz rozmawiać ze swoim Przewodnikiem, kiedy tylko chcesz, on słucha cię w dowolnym momencie. Nie ma znaczenia, czy mówisz głośno, czy mentalnie. Nie ma też znaczenia, czy robisz to swoimi zdaniami lub odmawiając religijną modlitwę, on doskonale rozumie, co mu przekazujesz. I zawsze odpowie.

Oczywiście twój Przewodnik nie będzie rozmawiał z tobą przez zwykłe mechanizmy (nie usłyszysz jego głosu w twojej głowie), ale spróbuje to zrobić w inny sposób. Dlatego też, kiedy rozmawiasz ze swoim Przewodnikiem, aby poprosić o pomoc lub radę, zwróć szczególną uwagę na minuty, a nawet dni po jakiejkolwiek wskazówce lub sygnale, które może ci wysłać: intuicja lub impuls w tobie, rada przyjaciela, a nawet inne, piosenka, przekaz reklamowy, a książka, sen – to wszystko może dać ci odpowiedź, pokazać ci drogę. Głównym problemem komunikacyjnym, jaki mamy z naszym Przewodnikiem, jest to, że rozmawiamy z nim i oczekujemy natychmiastowej i jasnej odpowiedzi, a to rzadko się tak zdarza. Musimy zwracać uwagę na otoczenie, pozostając w kontakcie z wnętrzem. Oczywiście możesz poprosić go o pomoc, kiedy tylko będziesz jej potrzebować. Nie może ingerować w twoją wolną wolę, ale jeśli go poprosisz, ma większe szanse na pomoc w tym, o co prosisz. Pomoc ta może nie być tym, o czym myślałeś, że akurat tego potrzebujesz, ale z pewnością dostaniesz dokładnie to, co naprawdę jest przydatne - pisze Joaquín Cámara.

 

Jak to jest, że Miranda na drugim końcu świata mówi dokładnie to samo, choć rzecz jasna zupełnie inaczej interpretuje naszych duchowych opiekunów? 

 
 Magdalena Gorostiza

Tagi:

magia,  podróże,  Miranda,  Dominikana, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót