Organizuje pani zbiórki na leczenie dzieci z Ukrainy, często na bardzo drogie terapie. Skąd pomysł, aby pomagać właśnie tamtym dzieciom? W Polsce też nie brak dzieci, które potrzebują materialnego wsparcia.

Wiem o tym doskonale. Ale kiedy zagłębiłam się w temat, zrozumiałam, jak wielka jest różnica pomiędzy tamtymi i naszymi dziećmi. U nas większość chorych dzieci ma całe armie zaangażowanych osób w zbieranie pieniędzy, są liczne grupy na Facebooku. No i mają nasze dzieci zdecydowanie lepszy dostęp do opieki zdrowotnej u nas w Polsce. Dla mnie sytuacja, kiedy umiera dziecko, bo nie ma pieniędzy na jego leczenie jest okrutną niesprawiedliwością i naprawdę nie ma znaczenia, skąd jest to dziecko. Za każdą historią moich „podopiecznych” kryje się prawdziwy dramat. Niedawno zmarł mały Sergiej, nie dożył do leczenia. Miał planowany przeszczep szpiku w Turcji. On był akurat z Rosji. Tam lekarze doprowadzili go do takiego stanu, że miał tylko chyba umrzeć w domu. Elena, jego mama, straciła męża kilka miesięcy później i została z chorym synem sama. Pomoc przyszła za późno. I mnie to bardzo przygnębia.

 

Nie mogą rodzice organizować zbiórek u siebie w kraju? Dlaczego robią to w Polsce?

Bo tam idzie to zdecydowanie gorzej, ale większość i tak zbiera u siebie. Są sytuacje, że brakuje niewiele i wtedy proszą nas o pomoc. To trudne ludzkie historie. Ludzie wyprzedają swoje majątki, zostawiają rodzinę, jadą w nieznane, byle tylko ratować dziecko. Rodzice, a szczególnie matki na całym świecie są podobnie zdeterminowane, by zrobić dla dziecka wszystko. Ja mam to szczęście, że mam zdrowego syna Kacpra, wiem, jak go kocham. Dlatego rozumiem chęć szukania pomocy wszędzie, nawet jeśli szanse są nikłe.

 

Nie spotyka się pani z hejtem?

Owszem, bywają nieprzyjemne komentarze, właśnie dotyczące tego, że zbieramy na ukraińskie dzieci. Ludzie pytają, dlaczego nie na nasze? Odpowiem krótko – bo na tym polega moim zdaniem solidarność. Zbiórki polskich dzieci są bardziej nagłaśniane, są opisywane w różnych mediach, pewnie jest łatwiej zebrać na ich leczenie pieniądze. Tamte dzieci są pozostawione samym sobie, nie mają aż takich możliwości. Więc staram się pomóc, jak mogę.

 

Kiedy pani zaczęła działać?

 W zeszłym roku w październiku. Czekałam na synka w przedszkolu, przeglądałam coś w telefonie i natrafiłam na filmik o Bogdanku. Wtedy wpłaciłam swoje pierwsze 50 złotych, ale pomyślałam, że przecież mogę zrobić coś więcej. Dziś prowadzę kilka grup z licytacjami na Facebooku, organizuje rożne konkursy. Udzielam się też w dwóch innych grupach. Bardzo mi zależy, aby te dzieci dostały szansę. Głównym priorytetem jest dla mnie pomoc w uratowaniu zdrowia i życia Matvi, Dawidka, Nikitki i Jarusi. Te dzieci mają szanse na wyleczenie. U Bogdanka, Mironka i Makarusia nie jestem w administracji grupy, ale pomagam przy licytacjach, zabawach i wpłatach. Maksio już właściwie wygrał tę wojnę i jego grupa licytacyjna przejdzie dla Jarosławy.

 

Opowie nam pani o swoich „podopiecznych”?

 

Bardzo chętnie, to naprawdę dramatyczne historie, te dzieci są bardzo chore i bardzo cierpią.

Matvi

 

Matvi jest po operacji, ma nowotwór, przechodzi dalsze leczenie, badania wykazały, że nie ma żadnych guzów w brzuszku. 3 marca będzie miał kolejne badanie, aby sprawdzić czy leczenie przynosi efekty. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Ale potrzebne jest ponad 400 000 zł na pokrycie kosztów.

 

 

 Dawidek

 

Dawidek ma bardzo rzadką chorobę zdiagnozowano Ahus, jest jedynym dzieckiem na Ukrainie z taką chorobą. U osób z Ahusem występuje mikrozakrzepica wszystkich narządów wewnętrznych, potem niedotlenienie organizmu, w wyniku tego narządy przestają działać. Przy tej chorobie te wszystkie zmiany zachodzą bardzo szybko. Czasami w ciągu dnia u dziecka mogą odmówić pracy wszystkie narządy wewnętrzne na raz, albo choroba może przebiegać powoli i wybuchnąć jak wulkan. Dawidek miał transfuzję krwi i osocza, potem płatna klinika na Ukrainie powiedziała, że nie dadzą rady leczyć dalej. Żeby zatrzymać postęp choroby trzeba podać lek, który jest bardzo drogi, wyceniono na prawie 3 mln złotych. Matka Dawidka została z walką o życie dziecka sama, mąż i rodzina jej nie wspierają. Ona opiekuje się dwoma synami.

 

Nikitka

 

Nikitka ma rzadką chorobę, leczy się w Turcji. Yana mama Nikusia wyjechała z Ukrainy żeby ratować syna. W domu zostawiła drugiego syna – bliźniaka. Walczy dzielnie żeby dziecko wyzdrowiało. Lekarze dają szanse na wyzdrowienie, ale leczenie jest bardzo kosztowne. Zmieniono też sposób leczenia ponieważ choroba postępowała.

 

 

Jarusia

Jarusia – leczy się w Turcji. Straciła wzrok w jednym oku po operacji na Ukrainie. Alina, mama Jarusi zostawiła w domu dwóch synków, jeden ma dopiero 10 miesięcy. Jest szansa na wyleczenie, brakuje jednak środków. Koszt leczenia to prawie 1 mln złotych.

 

Bogdanek

 

Bogdanek kolejny raz zbiera pieniądze na leczenie. O jego życie walczy samotna mama. Guz był usunięty, ale jak się okazało nie do końca i są przerzuty. Trwa walka o jego życie, jest aż 10 tysięcy osób na jego grupie licytacyjnej. Wszyscy walczą i zbierają o zebranie pełnej kwoty na leczenie. Bogdanek wydaje mi się, jest jedynym dzieckiem z Ukrainy, który zebrał i zjednoczył tak dużą grupę ludzi, którzy nadal walczą o niego.

 

Makary

 

Makary to jeszcze inny przypadek. Rodzice sprzedali wszystko co mieli, żeby ratować życie synka. Nadal brakuje ponad 100 tysięcy zł do końca zbiórki.

 

 

Mironek

Mironek ma szanse na wyleczenie, badania pokazują, że coraz mniej ognisk raka. Szpik jest czysty. Jest jedynym dzieckiem, więc jego rodzice nie odpuszczają i walczą o swoje dziecko.

 

 

 Maksio

 

Maksio był leczony przez kilka lat, wydano na to ponad 1 milion złotych. Maksio w zasadzie jest praktycznie wyleczony, nie ma przerzutów. Wiktoria mama Maksia, przez wiele lat była poza domem, zostawiła na Ukrainie męża i córkę. Maksio nadal potrzebuje jednak immunoterapii.

 

 I tak właśnie życie tych dzieci wygląda, nieustająca walka o życie. Szczegółowe opisy można znaleźć na ich stronach w Fundacji Siepomaga. Można pomóc im wpłata, można dołączyć do grup na Facebooku. Tyle dziś mówimy o Ukrainie w kontekście Rosji i potencjalnej wojny. A tu można konkretnie pomóc bardzo chorym dzieciom.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Możecie wspomóc chore dzieci wpłacając na ich zbiórki:

https://www.siepomaga.pl/matvi

https://www.siepomaga.pl/makar-kabakow

https://www.siepomaga.pl/nikita-wozny

https://www.siepomaga.pl/dla-bohdana

https://www.siepomaga.pl/miron

https://www.siepomaga.pl/ratuj-dawidka

https://www.siepomaga.pl/jarunia

https://www.siepomaga.pl/maks-nazarenko

Tagi:

pomoc,  choroba,  leczenie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót