Tym bardziej, że w czasie owego bycia jezuitą (1976‑2005) wiele lat byłem nie tylko nowicjuszem, klerykiem i tzw. młodym księdzem do wszelkich posług. Przez wiele lat byłem też przełożonym i znam życie zakonne również od tej strony. Do zakonu jezuitów przyciągnął mnie ich humanizm. Wiem z historii i sam wielokrotnie o tym pisałem, że to zakon wyrosły z tradycji Erazma z Rotterdamu. To na jego pismach Ignacy Loyola uczył się nowego spojrzenia na chrześcijaństwo. Tę lekcję przekazał również swoim duchowym spadkobiercom, a zwłaszcza przełożonym zakonnym. Nie wszyscy się tą lekcja jednak przejmują. Widzę to ze smutkiem, ze dotyczy to mojej byłej prowincji zakonnej. Tym bardziej dlatego o tym piszę bo wiem, że można być przełożonym na różne sposoby, można ludziom pomagać, ale można ich też doprowadzać do rozpaczy.
 
O dwóch tragicznych przypadkach chciałbym teraz nadmienić. O jednym pisałem już, ale go przypomnę. Drugi zdarzył się kilka dni temu. W obydwu przypadkach chodzi o moich studentów, których lubiłem i ceniłem. Obydwaj popełnili samobójstwo i okoliczności tego czynu zapewne nigdy nie zostaną do końca wyjaśnione. Te tragedie odsłaniają ponurą twarz zakonu, który, jako nie przestaje mi być bliski, dlatego nie bez bólu o tym piszę.
 
 
Samobójstwo o. Piotra Matejskiego (1967-2019)
 
 
24 czerwca 2019 r. jezuita Piotr Matejski popełnił samobójstwo, strzelając sobie z pistoletu w usta na dziedzińcu klasztoru w Nowym Sączu, gdzie był nauczycielem historii w szkole średniej. Był zdolnym i bardzo dobrze wykształconym jezuitą. Na temat okoliczności jego śmierci napisałem 5 lipca 2019 r. obszerny tekst w Studio Opinii, tutaj przywołuję jeden tylko fragment dotyczący posiadania broni.
Zakładam, że Ojciec Piotr Madejski miał pozwolenie na przechowywanie w domu zakonnym, którą nabył na drodze legalnej. Tymczasem dotarły do mnie niepokojące informacje, że o. Piotr Matejski posiadał w pokoju zakonnym „cały arsenał broni i amunicji”. Dom zakonny w Nowym Sączu był często odwiedzany przez jezuitów z innych domów – z racji jego usytuowania w turystycznym regionie. O. Piotr nie krył się ze swoim hobby i chętnie zapraszał przybyłych jezuitów do swojego pokoju, by pokazać i scharakteryzować swój „arsenał”. Według relacji pewnego jezuity jeden sztucer w ocenie Ojca Piotra miał wartość nowego samochodu. Skąd jezuita miał środki na nabywanie takich okazów, skoro wiadomo mi skądinąd, że statystyczny jezuita w Polsce otrzymuje około 300 zł tytułem miesięcznego „żołdu”? Co więcej na opublikowanych zdjęciach w Internecie dostrzegamy w rękach Jezuity karabin maszynowy! Czy w Polsce można nabywać tego rodzaju egzemplarze broni na drodze legalnej? Dlaczego przełożony domu o. Józef Polak (od 1 września 2013 r.), tak długo tolerował niebezpieczne hobby swojego podwładnego, które wykraczało poza zakres konkretnego pozwolenia zakonnego i łamało ślub ubóstwa profesa?
 
A co na to prowincjał, który ponosi główną odpowiedzialność w prowincji zakonnej. Jako że w Towarzystwie Jezusowym funkcjonuje władza autorytarna – prowincjał jednoosobowo rządzi prowincją. Nie może prowincjał o. Jakub Kołacz zasłonić się niewiedzą w poruszonym przedmiocie. Od początku jego prowincjalstwa, od 8 września 2014 r., o. Piotr znajdował się na placówce w Nowym Sączu przy ul. Ks. P. Skargi. W ramach corocznej wizytacji domu zakonnego prowincjał odwiedza swoich podwładnych z reguły w pokojach... Z drugiej strony Ojciec Piotr nie miał zwyczaju ukrywać przez jezuitami faktu posiadania „arsenału broni i amunicji”. Zadałem też pytanie, że w świetle powyższego przyzwoitość domaga się – niezależnie od wyników śledztwa w sprawie śmierci Ojca Piotra – by przełożony domu zakonnego o. Józef Polak poddał się do dymisji, a prowincjał prowincji o. Jakub Kołacz co najmniej oddał się do dyspozycji Generała Zakonu. Niestety, o niczym takim na razie nie została poinformowana opinia publiczna. Apelowałem w tekście, żeby przełożeni o. Piotra rozliczyli się z tej śmierci wobec rodziny i społeczeństwa. O. Piotr posiadał bezprawnie w pokoju zakonnym arsenał broni i amunicji – co najmniej za przyzwoleniem superiora placówki a przede wszystkim ówczesnego prowincjała, o. Jakuba Kołacza. Nic mi dotąd nie wiadomo o rozliczeniu się przełożonych z tej tragicznej śmierci podwładnego.
Z jakim zdumieniem potem przeczytałem w mediach, że o. Jakub Kołacz, jako były prowincjał, wszedł do grona komisji, którą powołali Dominikanie w celu prześwietlenia działań o. Pawła M. (https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,26935977,dominikanie-powolali-komisje-ktora-ma-przeswietlic-dzialania.html?disableRedirects=true). Wywołuje to we mnie skojarzenie z jakąś parodią. Wydawało się, że po zmianie prowincjała nastanie nowa era, wszak prowincjała magistra zastąpił doktor Jarosław Paszyński. Jednak mały niepokój u jezuitów krakowskich wzbudzał fakt, że nowy prowincjał był socjuszem poprzednika, a to generowało obawy, że styl zarządzania prowincją raczej nie ulegnie radykalnej zmianie.
 
 
Tragiczna śmierć o. Jacka Hubickiego (1966-2021).
 
 
22 listopada 2021 r. oficjalny portal jezuitów (https://jezuici.pl/2021/11/sp-o-jacek-hubicki-sj-1966-2021/) opublikował następującą historię:
 
Śp. O. Jacek Hubicki SJ (1966-2021). Jacek Hubicki SJ urodził się 24 maja 1966 r. w Poroninie. Uczęszczał do Technikum Elektrycznego w Nowym Sączu, które ukończył maturą w 1986 r.
Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił 18 sierpnia 1986 r. w Starej Wsi, a po dwuletnim nowicjacie złożył pierwsze śluby 21 sierpnia 1988 r. w Starej Wsi, które przyjął o. Rektor Fryderyk Młynarczyk SJ. W latach 1988-92 r. studiował filozofię w Krakowie, następnie w ramach magisterki był katechetą i opiekunem ministrantów w Gliwicach (1992-94), a potem studiował teologię na Bobolanum w Warszawie (1994-98) oraz pedagogikę na UJ w Krakowie (1998-2000). Święcenia prezbiteratu otrzymał 29 czerwca 1999 r. w Krakowie z rąk ks. kard. Franciszka Macharskiego. Trzecią probację odbył w Los Angeles (2007), gdzie instruktorem był o. William Wood SJ.
O. Jacek Hubicki SJ w czasie studiów teologii i pedagogiki w Krakowie posługiwał jako kapelan szpitala (1998-2000). Następnie był dyrektorem bursy w Nowym Sączu (2000-2002). Później był duszpasterzem i katechetą w Gliwicach (2002-2003). Podobną posługę pełnił we Wrocławiu na Stysia (2003-2006). Od 2006 r. przebywał w USA. Najpierw przez rok uczył się j. angielskiego w Cincinnati, by po Trzeciej Probacji w Kalifornii, powrócić do Cincinnati i tam podjąć studia z resocjalizacji na Xavier University (2007-2009). Po powrocie do Polski został skierowany do Gliwic, gdzie był duszpasterzem akademickim i operariuszem (2009-2012). W Nowym Sączu na Zygmuntowskiej posługiwał jako operariusz i katecheta (2012-2014). W latach 2014-18 pracował w Zakopanem udzielając się w Duszpasterstwie Trzeźwości oraz pomagając kapelanowi szpitala. Przez dwa lata zaangażowany był przy kościele św. Barbary na Małym Rynku w Krakowie (2018-2020). Od sierpnia 2020 r. aż do tragicznej śmierci posługiwał w Kłodzku jako operariusz i pisarz historii domu. O. Jacek był kapłanem mającym łatwość nawiązywania duszpasterskiego kontaktu z osobami przeżywającymi trudności i doświadczonymi przez życie na różne sposoby. Odnajdywał się również w posługiwaniu i obecności wśród artystów. Był zapalonym motocyklistą.
 
Ten biogram przedrukowały portale internetowe w miastach, w których pracował o. Jacek (https://sadeczanin.info/wiadomosci/nie-zyje-jezuita-ojciec-jacek-hubicki-przez-wiele-lat-pracowal-w-nowym-saczu; https://www.o2.pl/informacje/nie-zyje-o-jacek-hubicki-nosil-trampki-do-sutanny-6707855432448768a; https://24tp.pl/n/88067; https://gliwice.gosc.pl/doc/7237692.Nie-zyje-o-Jacek-Hubicki-SJ). Do powyższego biogramu dodawano jednak informację: Ojcowie jezuici nie podali dokładnej przyczyny śmierci. Wiadomo jedynie, że zginął śmiercią tragiczną.
 
 
Okoliczności śmierci o. Jacka i korekta jego oficjalnego biogramu
 
 
Kiedy jezuici wiedzieli i co wiedzieli o okolicznościach śmierci o. Jacka – jasno wynika z korespondencji mailowej do swoich poddanych prowincjała o. Jarosława Paszyńskiego datowanej na: 21 XI 2021 godz. 14:15.
 
Drodzy Współbracia! Z wielką przykrością pragnę Was poinformować, że o. Jacek Hubicki SJ został znaleziony martwy w swoim pokoju w Domu Zakonnym w Kłodzku. Najprawdopodobniej odebrał sobie życie – znaleziono go powieszonego. Sprawę bada Policja.
 
 
 Znając ten mail prowincjała, jezuici, tworząc pośmiertny biogram o. Jacka na portalu internetowym, pominęli istotne okoliczności jego śmierci. „Wypuryfikowali” również jego biogram, dlatego poczuwam się do jego uzupełnienia.
 
O. Jacek to typowy góral z Podhala, z Poronina, osoba o dużej wrażliwości i niezależności. Wstąpił do zakonu po zdaniu matury. Po nowicjacie ukończył filozofię w Krakowie po czym został skierowany na tzw. magisterkę do Gliwic (praktyka duszpasterska w trakcie studiów). Na studiach teologii w Warszawie przechodził pewne perturbacje z wykładowcami, które spowodowały, że święcenia kapłańskie zostały mu odroczone o rok (przyjął je w 1999 r.). Rozpoczął w 1998 r. studia doktoranckie z zakresu pedagogiki na UJ, których nie mógł ukończyć z powodu dyspozycji prowincjała, powierzającej mu dyrektorstwo bursy w Nowym Sączu. Następnie w krótkich odstępach czasu został „przeczołgany” przez Gliwice (2002‑2003) i placówkę zakonną we Wrocławiu (2003-2006).
Nowy prowincjał o. Krzysztof Dyrek dostrzegł w nim duże możliwości rozwoju i wysłał go w 2006 r. do USA na roczny kurs języka angielskiego, który mógł jeszcze ugruntować podczas rocznej, tzw. trzeciej probacji. Po trzeciej probacji powrócił do Cincinnati i tam podjął studia z resocjalizacji na Xavier University (2007-2009). Niestety, nowy prowincjał odwołał go do kraju, uniemożliwiając mu ukończenie tych studiów. Już drugi raz w życiu doznał dotkliwej frustracji.
 
Po powrocie do kraju został duszpasterzem akademickim w Gliwicach (2009-2012). Następnie przeżył degradację do funkcji operariusza (wikary) w Nowym Sączu (2012-2014) i w Zakopanem (2014-2018). Wrażliwa psychika nie wytrzymała tej swoistej „ścieżki życia zakonnego” i zareagowała utratą sensu życia – czyli depresją. Leczył się na nią, przebywając dwa lata w domu prowincjalnym na Małym Rynku w Krakowie. Na ile został doleczony, nie wiadomo. Ale w tym stanie otrzymał stałą dyspozycję do Kłodzka, od sierpnia 2020 r.
 
Nadmienić wypada, że o. Jacek nie otrzymał możliwości złożenia ostatnich ślubów zakonnych i funkcjonował na tzw. ślubach nowicjackich. Nie czuł się dobrze w Kłodzku, w domu dość przygnębiającym. Kiedy prowincjał zakomunikował mu o decyzji przeniesienia go w trybie nadzwyczajnym do domu zakonnego w Starej Wsi, którą miał wykonać 20 listopada, w tym dniu popełnił samobójstwo. Nadmienić należy, że w opinii jezuitów krakowskich Stara Wieś jest najgorszym, ostatnim miejscem zsyłki.
 
Trudno te historie adekwatnie skomentować. One sygnalizują mi o poważnym kryzysie humanitarnym u jezuitów krakowskich. System zakonny „mieli” ideowych i wrażliwych jezuitów, degradując ich człowieczeństwo, co w skrajnych przypadkach prowadzi do auto-zamachu na swoje, udręczone życie.
 
 
Postscriptum. Rodzina o. Jacka wywarła presję na władzach prowincji i jego pogrzeb odbył się nie w Kłodzku, ale w Zakopanem – nieopodal Poronina. Nabożeństwo prowadził… prowincjał o. Jarosław Paszyński.
 
Stanisław Obirek

Tagi:

kościół,  kościół katolicki,  Stanisław Obirek, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót