Jesteś moją kolejną koleżanką, która zdecydowała się odejść ze szkoły, choć mogłaby jeszcze uczyć. Skąd taka decyzja?

Ja przy tablicy stałam 28 lat, choć nie zawsze na pełnym etacie. Jako nauczycielka jestem spełniona, przeszłam wszystkie stopnie kariery. Kiedy więc otworzyła się przede mną możliwość przejścia na świadczenie kompensacyjne, skwapliwie skorzystałam. Szczerze mówię dlaczego – miałam dość szkoły.

 

W Polsce zaczyna brakować nauczycieli, szczególnie w większych miastach. Szacuje się, że może być nawet blisko 17 tysięcy wakatów. Nie ma chętnych do pracy, jak sądzisz, dlaczego?

Głownie z powodu panującej obecnie w szkole biurokracji i niskich zarobków, młody nauczyciel dostaje jakieś 2600 złotych na rękę. To nie są zarobki adekwatne do wysiłku, który trzeba w tę pracę włożyć.

 

W twoim przypadku to nie chodziło jednak wyłącznie o pieniądze?

Nie, na moją decyzję złożyło się szereg czynników. Jak wspomniałam – ogromna „papierologia”, trzeba wypełniać, wypisywać dziesiątki formularzy, raportów itp. To taka praca pozorowana, przestał liczyć się człowiek, liczy się tylko papier. To są pomysły narzucane z góry. Do tego dochodzi częsta zmiana ministrów, a co za tym zmiany programowe, wychowawcze, nie ma ciągłości, ciągle są nowe, jakieś karkołomne pomysły. Obecny minister nie ma zaufania do nauczycieli, a wielu nauczycieli nie ufa jemu. Nie może być więc żadnych twórczych relacji na linii szkoła – ministerstwo. A to nie jest fabryka gwoździ, tu w grę wchodzi dobro dziecka. Na nie już nikt nie zważa w ferworze tych zmian i tabelek, które trzeba uzupełniać. Mnie taka atmosfera nie odpowiada, uznałam, że w tym chaosie, co się dzieje teraz w szkole, nie jestem w stanie dalej pracować.

 

Byłaś zwolenniczką gimnazjów, czy uważasz, że dobrze się stało, że wróciliśmy do starego trybu nauczania?

Z mojego punktu widzenia, zdecydowanie tak, nie byłam fanką tamtej reformy. Trzy lata – bo ja uczyłam w podstawówce polskiego dzieci od IV klasy – to za mało, żeby dobrze poznać ucznia. A potem była zmiana szkoły, znowu na trzyletnie gimnazjum i trzyletnie liceum, za dużo tych zmian dla tak młodych ludzi. Niepotrzebny był jednak ten stres i galimatias, który towarzyszył reformom.

 

Sama szkoła też się zmieniała na przestrzeni lat. Jak to zaobserwowałaś? Uczniowie są dziś inni, niż kiedy zaczynałaś pracę?

Owszem, widzę, że jest im znacznie trudniej skupić się na lekcjach, nie umieją słuchać. Nawet jeśli słuchają, to muszą coś robić, stukają długopisem, rysują na kratce. A umiejętność słuchania drugiego człowieka jest przecież bardzo ważna. Widać, że wiele dzieci ma rożne problemy, ale trudno im się przed kimkolwiek otworzyć, są zamknięte i bardziej nieufne. Nie potrafią nazywać uczuć, to na lekcjach polskiego widać gołym okiem. Nie potrafią określać emocji, myślę, że w domach się na ten temat nie rozmawia. Rodzice zabiegani, zapracowani i chyba spędzają z dziećmi za mało czasu.

 

A co z rodzicami, skoro o nich mówisz. On też się zmienili przez lata?

Zdecydowanie tak. Zrobili się roszczeniowi, często brak jest współpracy, albo agresja na jakiekolwiek uwagi nauczyciela. Ale czemu się dziwić, skoro szkoła zaczęła być traktowana jak instytucja usługowa, zaczęto nawet używać takich pojęć jak usługodawca i klient. Cóż, klient nasz pan, więc nauczyciel powinien być wobec klienta uległy. Autorytet, jaki kiedyś mieliśmy jest już tylko wspomnieniem, to inne pokolenie rodziców. Ja czasami miałam wrażenie, że oni chcieliby, żebym wywierciła ich dziecku dziurki w mózgu i tamtędy wlała wiedzę, bo „mam ich dziecko nauczyć i tyle”. To też jest jeden z powodów, który zaważył na mojej decyzji.

 

Pandemia też zmieniła szkołę?

Tak i to bardzo. Lekcje zdalne to dla wielu z nas była gehenna. Tylko kilkoro dzieci aktywnych, reszta milcząca, nie wiadomo nawet czy słuchają. Tak naprawdę to był monolog. Były dzieci, które po pół roku nie brały czynnego udziału w lekcji, trudno tak pracować. Dlatego, choć lubiłam bardzo swoją pracę, stwierdziłam, że już dość. Jeszcze rok temu się wahałam, jednak w obliczu tego, co teraz się dzieje, stwierdziłam, że z obecną szkołą nie jest mi po drodze.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Tagi:

szkoła,  Joanna Marzec,  nauczyciel, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót