Reklama:
Reklama:

Pewna para wybrała się do kina. Seans odbywał się w weekend, więc bilety były droższe, niż gdyby postanowili wybrać się w któryś z pozostałych dni tygodnia. Kupili popcorn, dużą colę i czekając na seans, zjedli lody i wypili kawę w kinowej kawiarence. Kiedy weszli do sali projekcyjnej, okazało się, że są prawdziwe tłumy, a że siedzieli w środku swojego rzędu, musieli się przeciskać i nie mieli komfortu i przestrzeni, którą tak oboje uwielbiali, kiedy decydowali się na wspólne seanse. Jakby na domiar złego, film był miałki. O ile niekiedy filmy się rozkręcają, ten ani myślał stawać się lepszy, a nawet wydawało się, że z każdą minutą był coraz gorszy. Nie był to udany wieczór. Ale przecież nie każdy musi być udany.

Większość z nas bywała niejednokrotnie w podobnych sytuacjach. Zresztą o sytuacje nieprzyjemne nie trudno: a to będąc głodnymi weszliśmy do restauracji i dostaliśmy coś, co chyba chciało uciec z garnka (i prawie się to udało), innym razem dowiedzieliśmy się o szybszej opcji podróży, która bardziej by nam odpowiadała, ale ponieważ mieliśmy już zarezerwowany bilet, nie zdecydowaliśmy się na skorzystanie. W innej sytuacji z kolei nosiliśmy niewygodne buty, bo dopiero je kupiliśmy i szkoda byłoby je wyrzucić.

Wszystkie te wydarzenia mają jeden wspólny mianownik – utopionych kosztów. Kiedy ponieśliśmy koszt – czy to finansowy, czy w postaci zaangażowania czasu i energii w dane przedsięwzięcie – szkoda nam zakończyć, przerwać, porzucić czy zwyczajnie się pozbyć czegoś, co okazało się po prostu poniżej naszych oczekiwań.

Co rusz życie dostarcza nam okazji do poniesienia kosztów, zanim poznamy korzyści i będzie to czynić nieustannie, gdyś podejmowanie decyzji jest niejako wpisane w naszą egzystencję. Każdy ekonomista powie, że rzeczą absurdalną jest ponoszenie kolejnych kosztów za przełknięcie tej żaby, za którą już i tak zapłaciliśmy. W tym przypadku bowiem płacimy podwójnie – najpierw finansowo, następnie smakowo, a może i zdrowotnie. Koszty, które ponieśliśmy, są utopione i to się nie odstanie. Nie ma sensu kierować się tym faktem przy decyzji, co zrobić teraz lub na przyszłość. Jeśli film się nie podoba, to szkoda marnować czasu i trzeba wyjść z kina. Jeśli buty są niewygodne i nie da się ich zwrócić, to nie ma sensu robić sobie odcisków, tylko dlatego, że się za nie poniosło koszty. Motto ekonomisty, które powinieneś bezwzględnie przyswoić dla siebie, brzmi: „Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty twojego życia”. To, co było – było. Skup się na teraz i zaraz.

Tylko że ludziom ciężko jest w taki sposób funkcjonować. I to na każdym poziomie. Politycy, szefostwo naszej firmy, najbliższe otoczenie często wmawia nam, że poniesiono już za duże koszty, żeby się z tej decyzji wycofać. Tymczasem w tej sytuacji należy zakrzyknąć: „Przestańcie marnować pieniądze i czas na nietrafione inwestycje, tylko dlatego, że już sporo w nie zainwestowaliście! Te pieniądze, czas i energia i tak już przepadły.” Mimo tego jest to szalenie trudne.

Mechanizm, który zmusza nas do oszczędności, związany jest z aktywnością w  obszarze grzbietowo-przedniej części zakrętu obręczy i przedniej części wyspy. Obszary te związane są z antycypacją nagrody, wrażliwością na stratę i podstawowe funkcje wegetatywne, tj. ciśnienie krwi i tętno. Bazuje on na naszych doświadczeniach gatunkowych. Nasz organizm przyzwyczajony był do niedoboru bardziej niż nadmiaru możliwości, pożywienia czy dóbr. Dlatego bardziej cenimy sobie oszczędzanie i „chomikowanie” niż rozrzutność i poświęcenie zdobytych korzyści. W podobnym tonie oceniamy innych ludzi. Bardziej cenimy u innych powściągliwość jako cechę niż impulsywność. Te procesy są z grubsza automatyczne i najczęściej nieświadome.

To jednak, że jesteśmy predestynowani do podążania dalszą drogą utopionych kosztów, nie oznacza, że nie możemy z tym walczyć. W tej kwestii wystarczy odrobina refleksji. Zasoby, które wydałeś, nie powinny wpływać na decyzję dotyczącą tego, czy skonsumować coś, na co je przeznaczyłeś. Niezależnie bowiem od tego, co zrobisz – te koszty przepadły bezpowrotnie. Zjedzenie tej żaby ma sens tylko wtedy, jeśli lubisz żaby i sprawi ci to olbrzymią przyjemność. Jeśli natomiast nigdy żaby nie próbowałeś, już po pierwszym kęsie będziesz wiedział, czy zrobi ci dobrze, czy przyprawi o konwulsję.

Nie trwaj w aktywnościach, relacjach, związkach, sytuacjach tylko ze względu na to, że szkoda ci  poniesionych do tej pory kosztów. Za każdym razem ponosisz bowiem koszty utraconych możliwości – czyli czegoś, co mógłbyś robić, gdybyś nie trwał przy nietrafionej, niesprawiającej ci przyjemności ani większych korzyści decyzji.

Na zdobycie tej wiedzy poświęciłeś kilka minut. One już do ciebie nie wrócą. Jeśli jednak postępowanie zgodnie nauką płynącą z tego felietonu cię nie przekonuje lub sprawiałoby zbyt duży dyskomfort w życiu codziennym, po prostu postępuj tak, jak postępowałeś dotychczas. Paradoksalnie i tak wyciągnąłeś właśnie właściwe dla siebie wnioski.

Do poczytania:

  • Larrick, R. P., Morgan, J. N., Nisbett, R. E. (1990) Teaching the use of cost-benefit reasoning in everyday life. Psychological Science, 1, 362-370.
  • Larrick, R. P., Nisbett, R. E., Morgan, J. N. (1993). Who uses the cos-benefit rules of choice? Implications for the normative status of microeconomic theory. Organizational Behavior and Human Decision Processes, 56, 331-347.
Jarosław Świątek  artykuł z portalu www.psychologia-spoleczna.pl



Tagi:

psychologia,  stres,  decyzja,  wybór, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Reklama:
Loading...