Mówiąc o przemocy domowej, myślimy głównie o kobietach. A przecież dotyka też mężczyzn. Mówi się o nich pogardliwie - pantoflarze, mięczaki, uznając, że to wina ich charakterów. Jak to jest w rzeczywistości?
 
Rzeczywiście, gdy myślimy o przemocy domowej – w pierwszej kolejności myślimy o mężczyznach w roli sprawców, a kobietach w roli osób przemocy doświadczających. Taki sposób myślenia odzwierciedla rzeczywiste dane i statystyki dotyczące stosowania przemocy w środowisku domowym. W latach 2012 – 2020, co roku wszczynanych  było średnio ok. 75 tysięcy procedur tzw. „Niebieskiej Karty”. Niebieska karta to procedura uruchamiana w sytuacji gdy zachodzi podejrzenie, że jeden z członków rodziny doświadcza przemocy domowej.
Pamiętajmy jednak, że liczba wszczynanych procedur nie odzwierciedla rzeczywistej skali problemu. Wiele osób doświadczających przemocy – nie szuka pomocy, nie informuje o istniejącym problemie nikogo. Osoby te cierpią często w absolutnym milczeniu, a milczenie to uwarunkowane jest szeregiem mechanizmów psychologicznych. Jeśli przeanalizujemy dane dot. przemocy domowej zarejestrowanej w 2020 r. to okazuje się, że ok. 73% osób doświadczających przemocy to kobiety. Kolejne 14% udokumentowanych przypadków przemocy dotyczy małoletnich dzieci, a 13% jest to przemoc zgłaszana przez mężczyzn.
Musimy pamiętać, że za przemoc domową odpowiada zawsze sprawca przemocy. Nie jest to wina charakteru, czy jakiejś słabości osoby, która takiej przemocy doświadcza. Sama definicja przemocy akcentuje bardzo ważny fakt, związany z nierównowagą sił pomiędzy osobą stosującą i osobą doświadczającą przemocy. Najogólniej definiując „przemoc w rodzinie to zamierzone, wykorzystujące przewagę sił działanie przeciwko członkowi rodziny naruszające jego godność oraz podstawowe prawa i wolności, powodujące cierpienie i szkody”. W związku z tym jesteśmy w stanie zrozumieć, czemu mamy takie dysproporcje statystyczne – często mężczyźni będący sprawcami przemocy domowej wykorzystują swoją fizyczną przewagę nad osobą doświadczającą przemocy – kobietą, dzieckiem. Kobiety niezwykle rzadko korzystają z przewagi fizycznej, ale zdarza się, że te przewaga dotyczy nierówności ekonomicznej – wyższych zarobków, posiadanego majątku co tworzy dysproporcję sił. Zdarza się, że kobiety w ramach tworzenia iluzji dysproporcji grożą mężczyznom np. odebraniem dzieci, uniemożliwieniem kontaktów itp. tworząc tym samym zależność emocjonalną – „jeśli chcesz mieć kontakt z dziećmi, nie złożysz pozwu o rozwód, nie odejdziesz od rodziny” itp. wówczas mamy do czynienia z przejawem przemocy psychicznej. 
 
 
Kobiety stosują więc zamiast bicia,  bardziej wyrafinowane tortury? Jakie metody stosują, aby upokorzyć partnerów?
 
Kobiety zdecydowanie częściej stosują przemoc psychiczną wobec partnerów, która jest znacznie trudniejsza do udowodnienia – nie pozostawia bowiem śladów, blizn czy siniaków. Dlatego też przemoc psychiczną trudniej jest udokumentować w postępowaniu sądowym. Przemoc psychiczna najczęściej ma formę poniżania, wyzywania, wyśmiewania, upokarzania, krytykowania, kontrolowania. To także działania polegające na narzucaniu poglądów partnera, wmawianiu choroby psychicznej, domaganiu się posłuszeństwa, stosowania do reguł narzuconych przez współmałżonka, partnerkę itp. Przemoc fizyczna od przemocy psychicznej różni się tym, że ta pierwsza powoduje szkody i cierpienie natury cielesnej, może zagrażać życiu i zdrowiu ofiary, a ta druga powoduje cierpienie natury psychicznej, emocjonalnej. Należy zauważyć, że osoby doświadczające przemocy fizycznej doświadczają także szkód psychicznych. Każda osoba, która doświadcza przemocy domowej z czasem zmienia bowiem stosunek do samego siebie – traci poczucie własnej wartości, wiarę w swoje możliwości, ma obniżoną samoocenę, czuje się beznadziejnie, bezużytecznie. Te zmiany warunkują również to, że osoby, które przemocy doświadczają, trwają przy swoich partnerach/ partnerkach. Jeśli myślimy o sobie w opisany wyżej sposób często wydaje nam się, że nie będziemy w stanie poradzić sobie bez tej drugiej „połówki”. Tworzy się swoiste poczucie zależności psychicznej i emocjonalnej. 
 
 
Skąd bierze się to zjawisko - przemocowych kobiet  i  mężczyzn - ofiar?
 
To pytanie mogłoby brzmieć zupełnie odwrotnie, a odpowiedź brzmiałaby identycznie. Niezależnie bowiem od tego czy mężczyźni, czy to kobiety stosują przemoc z reguły uwarunkowania są dość podobne. Problem przemocy nie leży bowiem w osobie doświadczającej przemocy, ale w sprawcy – niezależnie od płci. Pamiętajmy, że osoba, która przemoc stosuje, ucieka się do wielu zniekształceń poznawczych przemoc uzasadniających. Sprawcy przemocy, niezależnie od płci, stosują więc wiele racjonalizacji. Po pierwsze kwestionują swoją własną odpowiedzialność – obarczają nią inne czynniki – nie panuje nad sobą, mam kłopoty w pracy, nie radzę sobie z dziećmi, nieprzespanymi nocami itp. Sprawcy przemocy kwestionują także swoją winę – ja tylko ją popchnąłem, a ona się przewróciła, to dla jej dobra, inaczej się nigdy nie nauczy… Idąc dalej sprawca przemocy stara się obarczyć odpowiedzialnością za to co się dzieję -  osobę doświadczającą przemocy – to ona zaczęła, to ona na mnie napadła, zasłużyła sobie. W ten sposób stara się przekonać samego siebie, że działanie przemocowe jest uzasadnione, a on wręcz musiał tak się zachować. Ponadto osoba stosująca przemoc uznaje, że wszyscy tak robią, co normalizuje jej własne zachowanie, a także potępia tzw. potępiających – na jakiej podstawie mnie oceniasz? Nie wiesz jak jest u mnie, gdybyś był na moim miejscu zrobił być to samo. 
 
 
Jaki to jest mechanizm psychologiczny?
 
Osoby stosujące przemoc często nie radzą sobie ze swoimi emocjami, nie potrafią ich we właściwy i nieprzemocowy sposób odreagowywać. Często obserwujemy u tych osób zjawisko tzw. „przeniesienia agresji”. Jest to klasyczny przykład gdy zdenerwowany przez szefa mąż, wraca z pracy do domu i wyżywa się na żonie. Zdenerwowana zachowaniem męża żona idzie i krzyczy na dzieci, odreagowując tym samy swoją złość. Dziecko jeśli ma młodsze rodzeństwo lub zwierzaka – krzywdzi jego, jeśli nie urwie np. misiowi głowę, zniszczy zabawkę itp. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że każdy z członków tej rodziny przenosi swoje emocje, złość i zachowanie agresywne z nich wynikające na obiekt w mniejszym stopniu zagrożony karą. Mąż nie będzie pyskował szefowi, bo wówczas mógłby stracić pracę. Żona nie wyżyje się na mężu, gdyż boi się, że będzie gorzej i może on wyrządzić jej jeszcze większą krzywdę, podobnie dziecko jest słabsze od matki, więc obawia się konsekwencji stosowania agresji wobec niej. Przybiera to postać takiego błędnego koła. 
Warto sobie uświadomić, że osoby, które stosują przemoc, często same doświadczały jej w jakiejś formie, w dzieciństwie. Wychowywały się w rodzinie dysfunkcyjnej, obarczonej problemem alkoholowym lub w domu panowały nieprawidłowe relacje pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny, dzięki czemu dzieci te nauczyły się same przemoc stosować, uznawały bowiem, że to jest normalne, pewnie w każdej rodzinie się tak dzieje, gdy nikt nie widzi.
 
 
 
 Czy pandemia nasiliła ten problem, jest więcej takich pacjentów?
 
Ze statystycznego punktu widzenia nie ma znaczącej różnicy. W 2020 r. nie wszczęto jakiejś rekordowej liczby wspomnianych wcześniej tzw. „Niebieskich Kart”. Natomiast zdecydowanie częściej obserwujemy więcej problemów rodzinnych – konfliktów małżeńskich. Pandemia nie przełożyła się ponadto na wyższą liczbę orzeczonych rozwodów w 2020 r. Pamiętajmy, że już przed pandemią co trzecie małżeństwo kończyło się rozwodem i to dość szybko – średnio w ciągu 3-4 lat od zawarcia związku małżeńskiego. Jednak nie zapominajmy, że pandemia wpłynęła również na pracę sądów w Polsce. Sprawy sądowe nie odbywały się, były odwoływane, przesuwane w czasie. W związku z czym, aktualnie mamy rozpatrywanych szereg spraw tzw. zaległych, a cały czas wpływają nowe pozwy rozwodowe. Wydaje mi, że to w jakim stopniu pandemia przyczyniła się do nasilenia zjawiska przemocy domowej oraz wzrostu innych niepokojących zjawisk w obszarze systemów rodzinnych, ocenić będzie można dopiero za ok. 2-3 lata. 
 
 
Ale to tylko statystyki, prawdziwej skali problemu nadal nie znamy.
 
Jak wspomniałam już wcześniej, liczby faktycznie nie odzwierciedlają rzeczywistej skali problemu. Osoby doświadczające przemocy wciąż rzadko zgłaszają istnienie problem. Nasuwa się w związku z tym pytanie czemu nie szukają pomocy? Z wielu względów. Po pierwsze kochają partnera czy partnerkę, nawet jeśli ich krzywdzi. Po drugie, osoby doświadczające przemocy boją się zgłaszać po pomoc, obawiają się, że będzie jeszcze gorzej, że współmałżonek będzie chciał się zemścić. Po trzecie wstydzą się, czują się upokorzone tym faktem. Gdy wiążemy się, zawieramy związek małżeński, nie myślimy o tym, że nasz ukochany/a będzie się nad nami znęcać. Osoby doświadczające przemocy często obwiniają się za to co się dzieje, czują, że zasłużyły na taki los. Po czwarte osoby doświadczające przemocy są zależne np. finansowo od partnera, mieszkają w jego domu, w związku z czym obawiają, się, że finansowo sobie nie poradzą, nie będą miły gdzie mieszkać, nie stać ich na wynajem itp. Po piąte wierzą, że sytuacja się zmieni. Pamiętajmy, że w związkach przemocowych, zgodnie z tzw. cyklem przemocy, obserwujemy również fazy „miodowego miesiąca”, gdzie partner jest miły, dobrze nas traktuje, przeprasza, obiecuje, że to się więcej nie powtórzy, że się zmieni. Osoba doświadczająca przemocy regularnie ma nadzieję, że rzeczywiście partner się zmieni, przestanie tak się zachowywać. Jednak praktycznie nigdy się tak nie dzieje, przemoc sama w sobie nie ustaje… Jeśli osoba nie znajdzie odpowiedniej specjalistycznej pomocy, nie nauczy się w prawidłowy sposób radzić sobie z emocjami. Wiele lat temu mieliśmy kampanię społeczną dot. zjawiska przemocy z hasłem „bo zupa była za słona”. Miała ona na celu uświadomić, że sprawca przemocy zawsze znajdzie jakąś przyczynę, żeby skrzywdzić członka rodziny, choćby pozornie wydawała się ona absurdalna, a po drugie pokazuje, że przemoc odpowiada sprawca, nie osoby, które tej przemocy doświadczają – mimo, iż one same często się obwiniają. Myślą, że gdyby były inne, lepsze to partner by przemocy nie stosował.  
Zdecydowanie natomiast zwiększyła się w okresie pandemii liczba zabójstw w Polsce. Najczęściej zbrodnie te popełniane są właśnie w środowisku domowym – wobec małżonka, partnera. Szacuje się, że w niektórych regionach, województwach liczba zabójstw, których doszło w pierwszej połowie 2020 r. wzrosła o 50% w stosunku do podobnego okresu w 2019 r. W izolacji narasta agresja, osoby częściej doświadczają trudnych emocji, są bardziej drażliwi, zdenerwowani, a pozostawanie we wspólnym mieszkaniu z osobą, która dodatkowo wyzwala czy potęguje w nas takie uczucia może być silnym czynnikiem skłaniającym do podjęcia „ostrej” przemocy. 
 
 
Mężczyźni wstydzą się przyznać? Trudniej im wyjść z przemocy?
 
Zdecydowanie jest im trudniej się przyznać do doświadczania przemocy. Jest to związane z postrzeganiem w dość stereotypowy sposób pewnych zjawisk. Jeśli mężczyzna ma problem z alkoholem, to znacznie łatwiej ten problem zrozumieć – ma problemy w pracy, lubi zaszaleć… Jeśli kobieta nadużywa alkoholu jest znacznie gorzej postrzegana – to już jest dno. Jeśli mężczyzna zdradza kobietę, w pewnych środowiskach ujdzie za bohatera – to jest „gość”, ten to się potrafi ustawić… Jeśli zdradza kobieta, mówiąc delikatnie zostanie uznana za puszczalską, jej akt będzie społecznie postrzegany bardziej pejoratywnie. Podobnie jest z przemocą. Jeśli doświadcza jej kobieta – można pomyśleć, że facet jest prawdziwą głową rodziny, że musi sobie podporządkować kobietę i dzieci (w co my kobiety chętnie wchodzimy w roli wychowawczej mówiąc „poczekaj, aż ojciec się dowie”, „nie rób tak bo powiem ojcu, gdy wróci”). Natomiast jeśli to kobieta źle traktuje mężczyznę to on postrzegany tak jak powiedziałaś – jako pantoflarz, mięczak. Wciąż nie mamy równouprawnienia jeśli o choroby i zaburzenia psychiczne łatwiej akceptujemy alkoholizm mężczyzn, depresję kobiet itp. Podobnie jest z przemocą. Mężczyzna, który doświadcza przemocy obawia się, jak zostanie odebrany, że stanie się obiektem żartów, drwin, albo, że nikt mu nie uwierzy, bo skutki stosowania przemocy wydają mu się za „małe”, niewidoczne gołym okiem. Często również ludzie nie wiedzą, że przemoc to nie tylko „bicie”, ale także istnieje przemoc psychiczna, ekonomiczna, seksualna czy poprzez zaniedbywanie. 
 
 
Jak sobie poradzić w takiej sytuacji?
 
Należy pamiętać, że przemoc sama w sobie nie ustanie… Jeśli ktoś nauczył się, w związku, z tej nierównowagi sił korzystać, nie przestanie tego robić samoistnie. Osoba, która stosuje przemoc potrzebuje specjalistycznej pomocy, aby nauczyć się radzić z emocjami i odreagowywać je w taki sposób, który nie będzie krzywdził innych. 
Osoba, która przemocy doświadcza również potrzebuje pomocy psychologicznej. Potrzebuje wsparcia, aby odzyskać poczucie wiary we własne siły, odzyskać poczucie kontroli nad swoim życiem, poczucie sprawczości. Podnieść swoje poczucie własnej wartości, samoocenę, uwierzyć w siebie, a także odbarczyć z poczucia winy i odpowiedzialności za przemoc w domu. Zarówno sprawcy jak i osoby doświadczające przemocy mogą skorzystać z pomocy indywidualnej lub grupowej. Organizowane są grupy zarówno dla sprawców jak i grupy wsparcia do osób, które przemocy doświadczają – oczywiście oddzielnie. Pamiętajmy, że jeśli mamy w rodzinie do czynienia z problemem przemocy domowej, terapia małżeńska nie jest dobrym pomysłem, terapia taka skuteczna będzie w sytuacji gdy mamy do czynienia z równym rozkładem sił. W przypadku przemocy każdy z partnerów potrzebuje w pierwszej kolejności poradzić sobie z swoim problemem indywidualnie, a dopiero potem możemy pomyśleć o terapii wspólnej, aby dodatkowo poprawić jakość czy umocnić związek.  
Bardzo ważne jest też, aby wspomnieć o sytuacji dotyczącej dzieci. Nawet jeśli przemoc nie jest skierowana bezpośrednio na dziecko, należy uznać, że dziecko, które jest świadkiem przemocy, doświadcza takich samych strat psychicznych jak rodzic, wobec którego przemoc jest stosowana. Bardzo często również dzieci powinny zostać objęte odpowiednim wsparciem psychologicznym, kontaktem ze specjalistą, który pomoże dziecku poradzić sobie z trudnymi doświadczeniami. 
 
Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

przemoc,  ofiara,  Marta Rutkowska, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót