Miał 19 lat, kiedy trafił do Auschwitz
Jerzy Bielecki urodził się 28 marca 1921 roku w Słaboszowie na Kielecczyźnie. Przed wybuchem II wojny światowej uczył się w Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie. Kiedy we wrześniu 1939 roku Niemcy napadli na Polskę, osiemnastolatek chciał włączyć się do walki z okupantem. Wraz z pięcioma kolegami postanowił przedostać się przez Węgry do Francji, gdzie organizowano polskie oddziały wojskowe. Nie udało mu się jednak dotrzeć do celu. 7 maja 1940 roku został zatrzymany przez Niemców, a następnie osadzony w więzieniach w Nowym Sączu i Tarnowie. 14 czerwca 1940 roku Jerzy znalazł się w pierwszym transporcie 728 polskich więźniów politycznych skierowanych z Tarnowa do nowo utworzonego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Otrzymał numer obozowy 243. Miał zaledwie 19 lat, kiedy rozpoczęło się jego życie za drutami. Od pierwszych tygodni więźniowie byli zmuszani do wyczerpującej pracy przy budowie obozowej infrastruktury. Wznosili baraki, przygotowywali ogrodzenia i wykonywali ciężkie roboty fizyczne pod nadzorem esesmanów. Głód, bicie oraz nieustanne zagrożenie śmiercią stały się częścią ich codzienności. Przez około półtora roku Bielecki pracował w różnych komandach zewnętrznych. Dzięki znajomości języka niemieckiego, na początku 1942 roku został skierowany do młyna w Babicach, niedaleko Oświęcimia. Warunki były tam nieco lepsze niż podczas wcześniejszych robót, a więźniowie mogli korzystać ze wsparcia członków obozowej konspiracji. Jerzy odzyskał część sił i zaczął wierzyć, że uda mu się przeżyć wojnę. Nie pozostał jednak długo w tym miejscu. Po ucieczce jednego z osadzonych, pozostałych więźniów przeniesiono do cięższych zajęć, a on ponownie musiał pracować w innych komandach. W kolejnych miesiącach kosił trawę na terenie należącym do obozu, pracował jako mechanik w warsztacie naprawczym i wykonywał obowiązki w magazynie zbożowym. Podczas jednej z prac zobaczył na dziedzińcu krematorium ciała zamordowanych więźniów przygotowane do spalenia. Był już wtedy świadomy rozmiarów zbrodni popełnianych przez Niemców i tego, że nawet kilkuletni pobyt w obozie nie dawał żadnej gwarancji przeżycia. Nie wiedział jeszcze, że właśnie w tym koszmarnym miejscu, która na zawsze zmieni jego życie.
Spotkali się w magazynie zboża
Cyla urodziła się 29 grudnia 1920 roku w Łomży. Pochodziła z żydowskiej rodziny, która podczas okupacji niemieckiej została przesiedlona do getta w Zambrowie. 19 stycznia 1943 roku dziewczyna trafiła do Auschwitz-Birkenau wraz z innymi deportowanymi Żydami. Podczas selekcji skierowano ją do obozu, gdzie otrzymała numer 29558. Jej najbliżsi zostali zamordowani przez Niemców, a ona pozostała sama, pozbawiona rodziny i dotychczasowego życia. W dokumentacji obozowej figurowała pod nazwiskiem Stawiska, natomiast po wojnie była znana jako Cybulska. Początkowo Cyla przebywała w Birkenau, gdzie panowały katastrofalne warunki sanitarne i żywnościowe. Po pewnym czasie została przeniesiona do grupy więźniarek wykonujących prace w pobliżu obozu macierzystego Auschwitz I. Kobiety zajmowały się między innymi naprawianiem worków przeznaczonych do przechowywania zboża. Pracowały w budynku spichlerza, do którego przychodzili również więźniowie zatrudnieni przy magazynowaniu żywności. Właśnie tam Cyla po raz pierwszy zobaczyła Jerzego Bieleckiego. Jerzy zapamiętał dzień, w którym do magazynu przyszła grupa około dziesięciu młodych kobiet. Wśród nich dostrzegł ciemnowłosą dziewczynę, która zwróciła jego uwagę uśmiechem i zachowaniem. Po latach wspominał, że był zaskoczony samym widokiem kobiet w miejscu swojej pracy. Cyla również zauważyła młodego Polaka. Początkowo wymieniali krótkie spojrzenia i pojedyncze słowa, ponieważ nie mogli swobodnie rozmawiać. Więźniowie byli stale obserwowani, a nieuprawnione kontakty mogły skończyć się dotkliwą karą. Z czasem zaczęli wykorzystywać przerwy obiadowe, kiedy nadzorujący ich Niemcy opuszczali pomieszczenia. Spotykali się na krótko, rozmawiali o swoim życiu sprzed wojny i coraz lepiej się poznawali. Jerzy dowiedział się, skąd pochodzi Cyla i co stało się z jej najbliższymi. Ona poznawała historię chłopaka, który chciał walczyć o wolność Polski, a zamiast tego trafił do obozu. W tych krótkich chwilach próbowali choć na moment oderwać się od rzeczywistości, w której codziennie oglądali cierpienie i śmierć. Bielecki po latach opowiadał w Polskim Radiu, że po około trzech miesiącach był już głęboko zakochany, a Cyla odwzajemniała jego uczucia. Potrafili wykorzystać każdą sposobność, żeby zamienić kilka zdań, dotknąć swoich dłoni czy przytulić się na chwilę.
Kiedy więźniarki przeniesiono do sąsiedniego budynku, Jerzy i Cyla nadal starali się podtrzymywać znajomość. Oboje wiedzieli jednak, że sytuacja żydowskich więźniów staje się coraz bardziej niebezpieczna. Transporty kierowane do komór gazowych, egzekucje i wiadomości o kolejnych zamordowanych nie pozwalały im zapomnieć, że w każdej chwili mogą zostać rozdzieleni. Jerzy coraz bardziej obawiał się, że któregoś dnia Cyla po prostu nie pojawi się w pracy. Pewnego dnia dziewczyna przyszła do niego zapłakana. Dowiedziała się, że jedna z jej bliskich koleżanek została zastrzelona przez esesmana. Bała się, że ją również może spotkać taki los. Jerzy próbował ją uspokoić, ale wiedział, że żadne zapewnienie nie zmieni sytuacji, w której się znaleźli. Wtedy obiecał jej, że zrobi wszystko, aby wydostać ją z Auschwitz. Cyla początkowo nie wierzyła, że ucieczka jest możliwa. Obóz pozostawał pod ścisłym nadzorem Niemców, a każda próba opuszczenia go mogła zakończyć się śmiercią. Jerzy znał te zagrożenia, lecz nie potrafił pogodzić się z myślą, że ukochana zostanie zamordowana. Zaczął więc rozważać sposób, który pozwoliłby im opuścić obóz razem.
Mundur SS i przepustka z fałszywym nazwiskiem
Jerzy Bielecki wiedział, że sam nie zdoła przeprowadzić Cyli przez pilnowane przez Niemców ogrodzenia. Zaczął więc przygotowywać plan, który opierał się na wykorzystaniu obozowych procedur. Znał język niemiecki, potrafił porozumiewać się z esesmanami i przez kilka lat obserwował sposób kontrolowania osób opuszczających teren Auschwitz. Postanowił wykorzystać mundur SS oraz dokument zezwalający na wyprowadzenie więźnia poza obóz. Jeśli strażnicy uwierzyliby, że jest niemieckim funkcjonariuszem, mógłby przeprowadzić ukochaną przez posterunek bez wzbudzania podejrzeń. O pomoc poprosił Tadeusza Srogiego, przyjaciela zatrudnionego w magazynie odzieży SS. Początkowo zaproponował mu wspólną ucieczkę, ale mężczyzna odmówił. Zgodził się jednak zdobyć dla Jerzego kompletny mundur esesmana ze stopniem Rottenführera oraz przepustkę używaną przy opuszczaniu terenu obozu. Bielecki musiał jeszcze przygotować odpowiednie dokumenty, ponieważ Niemcy co kilka dni zmieniali kolory obowiązujących przepustek. Dzięki pomocy więźnia pracującego w obozowej drukarni udało się sporządzić sześć formularzy w różnych kolorach. Pozostawało wybrać ten, który będzie obowiązywał w dniu ucieczki. W dokumentach Jerzy miał występować jako esesman Helmut Steiner. Nazwisko zostało zmienione, aby zmniejszyć ryzyko rozpoznania fałszerstwa przez wartowników znających prawdziwego właściciela przepustki. Przygotował również informacje potrzebne do wyprowadzenia Cyli pod pretekstem przesłuchania przez obozowy Wydział Polityczny. Ukrył mundur na poddaszu budynku, w którym pracował, razem z niewielkim zapasem żywności i rzeczami potrzebnymi po opuszczeniu Auschwitz. Dla ukochanej zdobył dodatkowe buty, sweter oraz płaszcz przeciwdeszczowy. Wszystko musiało być gotowe, zanim trafią się odpowiednie warunki do realizacji planu. 20 lipca 1944 roku Jerzy zauważył, jaką przepustką posługuje się jeden z esesmanów przyjeżdżających do magazynu. Zrozumiał, że nadarzyła się okazja, na którą czekał. Poinformował Cylę, że następnego dnia przyjdzie po nią w niemieckim mundurze i zażąda wyprowadzenia jej na przesłuchanie. Uprzedził, aby zachowywała się jak więźniarka prowadzona przez funkcjonariusza SS i nie próbowała okazywać mu znajomości. Kobieta była przerażona, ponieważ rozumiała, co może się wydarzyć, jeśli zostaną rozpoznani. W ostatnich chwilach przed ucieczką wspierała ją przyjaciółka Sonia Rotschild, przekonując, że nawet krótki pobyt na wolności da jej szansę opowiedzenia światu o niemieckich zbrodniach.
Wyszedł po nią jako esesman
21 lipca 1944 roku Bielecki rozpoczął pracę jak zwykle. Wczesnym popołudniem poprosił nadzorującego go esesmana o pozwolenie na krótkie wyjście, tłumacząc, że chce odebrać kiełbasę, którą mieli dla niego zdobyć więźniowie zatrudnieni w rzeźni. Obiecał podzielić się żywnością, dlatego Niemiec wyraził zgodę. Zamiast udać się po jedzenie, Jerzy wszedł do magazynu od rzadziej używanej strony i skierował się na poddasze. Zdjął więzienny pasiak, założył mundur, wysokie buty i czapkę polową. W kaburze, która miała wyglądać na wyposażoną w broń, umieścił kawałek metalu. Przed opuszczeniem kryjówki, sprawdził przygotowane dokumenty, schował żywność oraz ubrania dla Cyli. Założył także ciemne okulary. W swoich wspomnieniach opisywał, że był niezwykle zdenerwowany, a ręce drżały mu podczas przebierania. Wiedział, że jeśli ktokolwiek rozpozna w nim więźnia, może zostać natychmiast zastrzelony. Mimo to wyszedł zdecydowanym krokiem, starając się zachowywać tak, jak niemieccy funkcjonariusze, których przez lata obserwował. Mijani więźniowie stawali przed nim na baczność, nie wiedząc, kto naprawdę ukrywa się pod mundurem. Około godziny 15 dotarł do budynku Stabsgebäude, w którym pracowała Cyla. Przedstawił się jako funkcjonariusz Wydziału Politycznego, zajmującego się między innymi przesłuchiwaniem więźniów. Zażądał wydania kobiety, odczytując jej dane i numer obozowy. Nadzorczyni nie rozpoznała oszustwa i poleciła przyprowadzić wskazaną więźniarkę. Po chwili przed Jerzym stanęła blada, wyraźnie przestraszona Cyla. Nie mogli się przywitać ani dać po sobie poznać, że wspólnie przygotowali ucieczkę. Mężczyzna ruszył za nią, pozorując eskortowanie zatrzymanej na przesłuchanie. Przeszli przez teren znajdujący się w pobliżu podobozu Raisko, kierując się do jednego z wyjść poza zewnętrzną linię posterunków. Nie była to główna brama Auschwitz z napisem "Arbeit macht frei", lecz przejście kontrolne pilnowane przez uzbrojonego esesmana. Jerzy zasalutował i podał wartownikowi sfałszowaną przepustkę. Niemiec uważnie obejrzał dokument i przyjrzał się obojgu. Dla uciekinierów były to najtrudniejsze chwile całego planu, ponieważ strażnik mógł zażądać dodatkowego potwierdzenia tożsamości rzekomego funkcjonariusza. Ostatecznie wartownik pozwolił im przejść. Bielecki ponownie zasalutował i zdecydowanym tonem nakazał Cyli iść dalej. Przez pierwsze kilkaset metrów starali się zachowywać spokojnie, aby nie zwracać na siebie uwagi. Jerzy przez długi czas obawiał się, że za plecami usłyszy rozkaz zatrzymania albo strzały. Dopiero kiedy oddalili się od posterunku, zorientowali się, że strażnik nie obserwuje już ich drogi. Oboje opuścili strzeżony teren Auschwitz, ale nadal znajdowali się w okolicy kontrolowanej przez Niemców.
Dziewięć nocy marszu
Po odejściu od obozu Jerzy i Cyla ukryli się w gęstych zaroślach. Musieli poczekać do zmroku, ponieważ przemieszczanie się w świetle dnia groziło rozpoznaniem. Dopiero około godziny 22.30 rozpoczęli dalszy marsz. Przeszli w pobliżu kopalni i przez most na Sole, a następnie ruszyli przez pola, omijając drogi i miejscowości. Nie chcieli natknąć się na niemieckie patrole ani wzbudzić zainteresowania mieszkańców. Każde spotkanie z obcymi mogło zakończyć się donosem. Uciekinierzy pokonywali kolejne odcinki trasy nocami, a za dnia szukali schronienia w zbożu lub zaroślach. Starali się iść przez lasy i pola, trzymając się z dala od zabudowań. Według wspomnień Jerzego, zdarzyło im się wejść na teren pilnowany przez niemieckich żołnierzy, a w pobliżu Zatora zostali ostrzelani przez wartowników. Udało im się jednak uniknąć zatrzymania. W drodze przeszkadzały im deszcz, podmokły teren oraz konieczność przeprawiania się przez rzeki. Cyla była coraz bardziej wyczerpana, ponieważ długie marsze przekraczały jej siły. Po latach opowiadała, że niekiedy nie potrafiła już zrobić kolejnego kroku. Przy przekraczaniu głębszej wody Jerzy musiał przenosić ją na drugą stronę. Zdarzyło się również, że prosiła, aby zostawił ją i ratował siebie, ponieważ nie chciała dłużej go spowalniać. Nie zgodził się. Utrzymywał, że skoro razem uciekli z Auschwitz, razem muszą kontynuować drogę. W takich warunkach wędrowali przez dziewięć kolejnych nocy, stopniowo oddalając się od obozu. Dotarli wreszcie do Bachowic niedaleko Spytkowic, gdzie otrzymali pomoc od Stanisława Kosowskiego, miejscowego organisty. Mężczyzna zapewnił im schronienie i pomógł znaleźć kobietę, która znała drogę przez granicę oddzielającą tereny wcielone do III Rzeszy od Generalnego Gubernatorstwa. Po przeprowadzeniu przez niebezpieczny odcinek mogli poruszać się nieco swobodniej. W okolicach Czernichowa przeprawili się promem przez Wisłę, a następnie skierowali się w stronę miejscowości, w których Jerzy miał krewnych. 1 sierpnia 1944 roku dotarli do Muniakowic w powiecie miechowskim. Schronienie znaleźli u Jana Marusa, krewnego Jerzego. Po wielodniowej wędrówce mogli wreszcie odpocząć pod dachem, otrzymać jedzenie i odzyskać siły. Bielecki miał za sobą ponad cztery lata spędzone w Auschwitz, a Cyla po raz pierwszy od deportacji nie musiała wykonywać poleceń niemieckich strażników. Nadal jednak trwała wojna, a ich nazwiska znajdowały się wśród zbiegłych więźniów. Aby uniknąć ponownego schwytania, potrzebowali dalszej pomocy i bezpiecznych kryjówek.
Obiecali sobie, że odnajdą się po wojnie
Po dotarciu do krewnych Jerzego zakochani przez krótki czas mogli cieszyć się życiem z dala od niemieckich strażników. Nie oznaczało to jednak, że byli bezpieczni. Bielecki pozostawał poszukiwanym zbiegiem z Auschwitz, a Cyla jako Żydówka wciąż była zagrożona aresztowaniem i śmiercią. Matka Jerzego z radością powitała syna, którego przez kilka lat nie widziała, ale miała wątpliwości dotyczące jego planowanego małżeństwa z kobietą innego wyznania. Zakochani nie zamierzali jednak rezygnować ze wspólnej przyszłości. Jerzy postanowił zaangażować się w działalność polskiego podziemia. Związał się z Armią Krajową, a Cyli znaleziono bezpieczną kryjówkę w miejscowości Przemęczany-Gruszów, u rodziny Czerników, znajomych jego wuja. Gospodarze przyjęli młodą kobietę pod swój dach i traktowali ją jak członka rodziny. Rozstanie było konieczne ze względów bezpieczeństwa, ponieważ wspólne ukrywanie się mogło zwiększać ryzyko rozpoznania. Jerzy i Cyla wierzyli, że kiedy wojna dobiegnie końca, będą mogli wreszcie żyć razem bez strachu. Ostatnią noc przed rozstaniem spędzili w sadzie, pod gruszą. Rozmawiali o przyszłości, wspólnym domu i małżeństwie, które planowali po zakończeniu okupacji. Przyrzekli sobie, że niezależnie od tego, co wydarzy się w kolejnych miesiącach, odnajdą się, gdy tylko będzie to możliwe. Nie wiedzieli, że następnego spotkania przyjdzie im oczekiwać niemal czterdzieści lat. Oboje przeżyli wojnę, ale seria nieporozumień i nieprawdziwych wiadomości sprawiła, że ich wspólne plany nigdy się nie spełniły. W styczniu 1945 roku Armia Czerwona zajęła Kraków. Jerzy uznał, że nadszedł moment, aby wrócić do ukochanej. Wyruszył pieszo do gospodarstwa, w którym się ukrywała, pokonując około czterdziestu kilometrów po zaśnieżonych drogach. Kiedy dotarł na miejsce, dowiedział się, że Cyla wyjechała zaledwie cztery dni wcześniej. Kobieta, nie mając od dawna wiadomości od Jerzego, przestała wierzyć w jego powrót. Nie wiedziała, że sytuacja w miejscowości, w której przebywała, zmieniła się wcześniej niż w Krakowie. Do Cyli dotarła później wiadomość, że ukochany zginął podczas walk partyzanckich. Jerzy usłyszał natomiast, że dziewczyna wyjechała do Szwecji i tam zmarła. Żadne z nich nie miało możliwości sprawdzenia otrzymanych informacji. Wojna rozdzieliła rodziny, zniszczyła dokumenty i utrudniła odnajdywanie ludzi, którzy musieli wielokrotnie zmieniać miejsca pobytu. Oboje pogodzili się z przekonaniem, że osoba, z którą planowali przyszłość, już nie żyje. Cyla wyjechała z Polski, zamierzając dotrzeć do krewnych mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Podczas podróży pociągiem poznała Dawida Zacharowicza, Żyda, który również przeżył wojnę. Ich znajomość przerodziła się w związek i ostatecznie zostali małżeństwem. Najpierw zamieszkali w Szwecji, a później przenieśli się do Nowego Jorku, gdzie dzięki pomocy rodziny rozpoczęli działalność jubilerską. Dawid zmarł w 1975 roku. Jerzy pozostał natomiast w Polsce, ożenił się, doczekał dzieci i podjął pracę zawodową. Ukończył Politechnikę Krakowską, a następnie przez lata pracował w szkolnictwie, między innymi jako dyrektor Zespołu Szkół Mechanicznych w Nowym Targu.
Po 39 latach usłyszał znajomy głos
W maju 1983 roku w mieszkaniu Cyli w Nowym Jorku doszło do rozmowy, która niespodziewanie zmieniła jej życie. Kobieta opowiedziała swojej pomocy domowej, Polce imieniem Irka, o młodym więźniu, który przed laty uratował ją z Auschwitz. Wspominała Jerzego, ich uczucie oraz rozstanie, po którym nigdy więcej go nie zobaczyła. Pracownica słuchała z niedowierzaniem, ponieważ przypomniała sobie program telewizyjny, w którym pewien mężczyzna opowiadał niemal identyczną historię. Zapamiętała również jego nazwisko i informację, że mieszka w Nowym Targu. Cyla początkowo nie mogła uwierzyć, że chodzi o tego samego człowieka. Zaczęła sprawdzać informacje, aż w końcu udało jej się zdobyć numer telefonu Bieleckiego. Zadzwoniła do niego pewnego poranka. Jerzy odebrał połączenie, nie spodziewając się, że po drugiej stronie usłyszy kobietę, którą przez kilkadziesiąt lat uważał za zmarłą. Początkowo rozpoznał jedynie śmiech przeplatany płaczem. Dopiero po chwili usłyszał, że dzwoni jego ukochana Cyla. Rozmawiali długo, próbując opowiedzieć sobie o wszystkim, co wydarzyło się od ich rozstania. Oboje mieli już za sobą małżeństwa, pracę zawodową i lata życia w zupełnie innych warunkach. Cyla dowiedziała się, że Jerzy nie tylko przeżył wojnę, ale także od dawna mieszka w Polsce i nadal pamięta o ich wspólnej historii. Postanowili spotkać się osobiście. Kilka tygodni później kobieta wsiadła do samolotu i rozpoczęła podróż, na którą czekała niemal całe dorosłe życie. 8 czerwca 1983 roku Cyla przyleciała do Polski. Na lotnisku czekał na nią Jerzy z bukietem 39 czerwonych róż, po jednej za każdy rok rozłąki. Oboje byli już po sześćdziesiątce, a ich wygląd znacznie różnił się od tego, który zapamiętali z młodości. Mimo upływu czasu rozpoznali się i przywitali niezwykle wzruszeni. Spotkanie przywołało wspomnienia, o których przez lata nie mieli z kim rozmawiać w taki sam sposób. Po raz pierwszy mogli również wyjaśnić, dlaczego każde z nich przez tak długi czas było przekonane o śmierci drugiego. W kolejnych miesiącach Cyla wielokrotnie odwiedzała Polskę. Razem z Jerzym pojechali do byłego obozu Auschwitz, odwiedzili rodzinę, która udzieliła jej schronienia, i wracali do miejsc związanych ze wspólną przeszłością. Bielecki również odwiedził ją w Stanach Zjednoczonych. Spędzali ze sobą czas, rozmawiali i stopniowo odkrywali, że uczucie sprzed lat nie zniknęło. Nie byli już jednak dwojgiem młodych ludzi mogących swobodnie decydować wyłącznie o sobie. Cyla chciała, aby Jerzy wyjechał z nią do Ameryki. Namawiała go do opuszczenia Polski i rozpoczęcia wspólnego życia, którego nie udało im się stworzyć po wojnie. Mężczyzna nie potrafił jednak zostawić żony i dzieci. W rozmowie z dziennikarką Associated Press po latach wspominał, że widział, jak bardzo Cyla cierpiała, gdy odmówił. Sam przyznawał, że dawne uczucie odżyło, ale nie chciał z tego powodu krzywdzić najbliższych. Po jednej z kolejnych wizyt Cyla wróciła do Nowego Jorku i napisała do niego list, w którym zapowiedziała, że nie przyjedzie już do Polski. Według wspomnień Jerzego od tamtej chwili nie spotkali się ponownie. Mężczyzna nadal próbował utrzymywać kontakt, wysyłając listy, na które nie otrzymywał odpowiedzi. Nie ukrywał, że przez wiele lat wracał myślami do swojej pierwszej miłości. Przyznawał, że nawet po wojnie zdarzało mu się śnić o Cyli i budzić ze łzami w oczach. 27 czerwca 1985 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował Jerzego Bieleckiego tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Otrzymał również honorowe obywatelstwo Izraela. Wyróżnienie przyznano mu za odwagę i uratowanie życia żydowskiej więźniarce podczas niemieckiej okupacji. W późniejszych latach zaangażował się w upamiętnianie ofiar Auschwitz, współtworząc Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich, którego został honorowym prezesem. W 1990 roku opublikował wspomnienia zatytułowane "Kto ratuje jedno życie...", opisując między innymi swoje doświadczenia obozowe. Cyla Cybulska, znana po ślubie jako Zacharowicz, zmarła 5 lutego 2005 roku. Rok później Jerzy Bielecki uczestniczył w spotkaniu byłych więźniów Auschwitz z papieżem Benedyktem XVI, które odbyło się przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11. Do końca życia angażował się w przekazywanie świadectwa o zbrodniach popełnionych w obozie i przestrzegał przed zapominaniem o jego ofiarach. Zmarł 20 października 2011 roku w Nowym Targu, mając 90 lat.
Źródła:
https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/w-auschwitz-byla-takze-milosc-historia-jerzego-bieleckiego
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Bielecki_(1921%E2%80%932011)
https://warhist.pl/artykul/jerzy-bielecki-i-cyla-cybulska-zakochani-z-auschwitz-po-39-latach/
https://dzieje.pl/wiadomosci/10-lat-temu-zmarl-jerzy-bielecki-wiezien-auschwitz-sprawiedliwy-wsrod-narodow-swiata
https://www.polskieradio.pl/8/2384/artykul/1362645,jerzy-i-cyla-zakochani-z-auschwitz
https://wielkahistoria.pl/uciekl-z-auschwitz-w-mundurze-ss-razem-z-ukochana-jak-im-sie-to-udalo/
https://polskieradio24.pl/artykul/1598386,z-obozu-auschwitz-uciekl-z-ukochana-spotkal-ja-po-39-latach
https://www.cbsnews.com/news/ex-inmate-recalls-daring-escape-from-auschwitz/
https://www.historynewsnetwork.org/article/former-inmate-recalls-daring-escape-from-auschwitz


