Partner: Logo KobietaXL.pl

Bartek od lat jeździł do Puli. To było jego ulubione miejsce w Chorwacji. I jest nadal. Spędzał tam prawie każdy urlop. Nie, nie sam. Dopiero w ubiegłym roku to był jego pierwszy samotny urlop. Do tej pory jeździł zawsze z Beatą. To jego była żona.

- Byliśmy razem przez 15 lat - zaczyna swoją historię. - Późno zdecydowaliśmy się na ślub. Ja miałem już 34 lata, ona była trzy lata młodsza.

Poznali się na imprezie u znajomego Bartka. Od razu wpadli sobie w oko. Beata była kosmetolożką. Miała swój własny gabinet. Zatrudniała dwie pracownice. Nie narzekała na klientów. Zarabiała też przyzwoicie. Na tyle, że stać ją było na dobry samochód, duży apartament w centrum miasta i częste wycieczki zagraniczne.

 


Była atrakcyjną kobietą, inteligentną, z poczuciem humoru, ale przez te wszystkie lata nie udało jej się stworzyć trwałego związku

 


Do momentu, kiedy spotkała Bartka. Na ślub zdecydowali się już po kilku miesiącach bycia razem.

- Pasowaliśmy do siebie - mówi Bartek. - Mieliśmy te same zainteresowania, podobny temperament. Było nam po prostu ze sobą dobrze.

Dwa lata temu świat zawalił mu się na głowę. Okazało się, że Beata od dłuższego czasu potajemnie spotykała się z kochankiem. Kolega ze studiów, jej dawny chłopak. Siedział kilka lat w Stanach i wrócił do rodzinnego miasta.

- Odkryłem to przypadkowo - mówi Bartek. - Akurat zepsuł mi się laptop. Czekałem na ważnego maila. Beata była w łazience. Nie wyłączyła swojego komputera. Kiedy zalogowałem się na swoją pocztę, otrzymała wiadomość na messengera. To był on. Pytał, czy jutro aktualne spotkanie. Przejrzałem historię. Takich wiadomości było więcej. Zanim Beata wyszła z łazienki, wiedziałem gdzie się spotykają. Następnego dnia czekałem aż wyjdą z małego, kameralnego pensjonatu tuż pod miastem. Beata na mój widok zaniemówiła. Nie musiała nic wyjaśniać. To był dla mnie cios. Nalegała, żebyśmy dali sobie jeszcze szansę, żebyśmy nie robili nic pochopnie, ale to mnie przerosło. Rozwód dostaliśmy dość szybko. Długo jednak dochodziłem do siebie.

 


Do Chorwacji pojechał w to same miejsce, gdzie co roku bywał z żoną

 


Nie chciał zmieniać miejsca.

- Chyba chciałem sobie podświadomie udowodnić, że potrafię funkcjonować bez Beaty, mimo, że to miejsce, ten pensjonat w Chorwacji ciągle mi ją przypominał - przekonuje Bartek.

Pod koniec września nie było tu zbyt wielu gości. Na parkingu, obok jego jeepa, parkowały jedynie dwa inne auta: jedno na niemieckich numerach i drugie z Czech. Każdy pokój miał swój własny taras, nie było wspólnej przestrzeni dla gości poza dwoma ławkami w ogrodzie ukrytymi między rozłożystymi platanami.

Bartek spał do południa, potem szedł na długie spacery wzdłuż wybrzeża, dużo czytał, rozmyślał. Leczył rany po rozwodzie. Wieczorami siadał z butelką wina lub piwa na tarasie i albo czytał, albo przeglądał coś w internecie.

Tą drobną, ubraną jak chłopak szatynkę zobaczył trzeciego dnia pobytu. Siedziała na ławeczce z książką w ręku. Była mniej więcej w jego wieku. Dość długo ją obserwował, kiedy nagle zadzwonił jej telefon. Rozmawiała po niemiecku. Język, który Bartek znał perfekt. W Niemczech spędził pięć lat na różnych budowach, które realizowała jego firma. Był inżynierem - specjalistą od instalacji odnawialnych energii. Nie chciał podsłuchiwać jej rozmowy, ale mówiła dość głośno. Na tyle, żeby zrozumieć, że poradziła swojemu ojcu, że skoro nie może usnąć, to niech weźmie tabletkę na sen. Mówiąc to, spojrzała do góry i ujrzała Bartka. Kiedy skończyła, uśmiechnęła się do niego. Odwzajemnił się tym samym. Zdołał jednak zauważyć, że ma ciemne, niezwykle smutne oczy. Zaraz po tym powróciła do lektury.

 


Dwa dni później po raz pierwszy rozmawiał z Claudią. Tak miała na imię

 


Spotkali się na parkingu. Zupełnie przypadkowo. Pierwsza go pozdrowiła. Kiedy usłyszała jego niemiecki, nie kryła zaskoczenia, że tak dobrze opanował język. Jechała do sklepu. Bartek zaplanował dłuższą wycieczkę. Życzyli sobie miłego dnia.

Wieczorem po raz kolejny wpadli na siebie w ogrodzie. Claudia tym razem rozłożyła leżak na trawie i jak zwykle zagłębiła się w lekturze.

- Uwielbiała biografie - mówi Bartek. - Interesowała się historią, zwłaszcza starożytną. Na drugim biegunie był sport. Zaimponowała mi, bo znała nie tylko nazwiska wielu piłkarzy, ale śledziła na bieżąco wyniki w koszykówce, siatkówce, lekkiej atletyce.

Pożegnali się grubo po północy. Dowiedział się, że pracuje w jednym z instytutów biologii w Monachium i że niedawno straciła męża. Zginął w wypadku. Nie mieli dzieci - podobnie jak Bartek.

- To była, długa, niezobowiązująca rozmowa dwójki hotelowych gości - mówi Bartek. - Claudia rzadko się uśmiechała, co jakiś czas milkła, wpatrzona gdzieś w dal. Nie mówiła zbyt wiele o sobie. Widać było, że cały czas coś ją dręczyło, coś rozpamiętywała.

Kolejne popołudnie spędzili razem. Rano, kiedy Bartek wyjrzał prze okno, jej samochodu nie było. Zauważył ją po obiedzie. Usiedli razem na ławce. Byli sami w pensjonacie. Samochód na czeskich numerach, którym przyjechała trzyosobowa rodzina z Pragi - jak się okazało - wyjechał o świcie.

 


- Fajnie nam się gadało - mówi Bartek. - Piliśmy wino, Claudia się nieco odprężyła, nie była już tak spięta, nawet kilka razy się zaśmiała

 


A ja się przed nią zupełnie otworzyłem. Chyba było mi to potrzebne. Po raz pierwszy od dnia, kiedy dowiedziałem się, że Beata mnie zdradza, opowiedziałem komuś o tym. Taka psychoterapia. Byłem wdzięczny Claudii, bo mi nie przerywała. Uważnie słuchała. A ja czułem ogromną ulgę, że mogłem się wreszcie wygadać.

Bartek miał być jeszcze w Puli przez tydzień. Claudia dwa dni krócej. Spędzili je razem. Codziennie wychodzili na długie spacery, wieczorem chodzili do jedynej czynnej w pobliżu tawerny, a potem siedzieli w ogrodzie. Nie nudzili się ze sobą. Wręcz przeciwnie. Łapali się na tym, że jest już trzecia w nocy, a oni wciąż rozmawiali.

 


Dzień przed wyjazdem Claudii, Bartek ją pocałował

 


- To było tak spontaniczne, że nawet nie wiem, jak do tego doszło - wyjaśnia Bartek. - Claudia o czymś opowiadała i robiła to z taką dziecięcą, niewinną gestykulacją, że w pewnym momencie przerwałem jej, całując w usta. Była tak zaskoczona, że przez dłuższą chwilę nie odezwała się ani słowem. W jej oczach widziałem jednak, że nie miała mi tego za złe. Nawet się delikatnie do mnie przytuliła.

Ostatnią noc spędzili razem. Zasnęli, przytuleni do siebie. Nie było seksu. Claudia w pewnym momencie, kiedy byli już razem w łóżku powiedziała cicho, że nie jest jeszcze na to gotowa. Bartek pocałował ją w głowę. Przytulił i gładził ją delikatnie po włosach, aż razem usnęli.

- Rano pożegnaliśmy się czule, ale bez żadnych zobowiązań, że się jeszcze spotkamy - mówi Bartek. - W sumie znaliśmy się raptem kilka dni. Czułem jednak, że stała mi się bardzo bliską osobą. Spędziłem z nią naprawdę wspaniałe chwile.

Długo patrzył jeszcze za odjeżdżającym volkswagenem. Kiedy doszedł do ogrodu, usłyszał chrzęst kół na żwirowym podjeździe. Odwrócił się. To była Claudia. W pierwszej chwili pomyślał, że czegoś zapomniała. Spojrzał na nią zaskoczony. Prawie biegła w jego stronę. Po chwili miał ją w ramionach. Mocno się do niego przytuliła. Zaczęli się całować. Mocno, namiętnie. Bez słowa. Obydwoje czuli, że słowa są tu zbędne. Trwało to kilka minut, po czym cmoknęła go w policzek, wsiadła do auta i odjechała.

W Puli spędził jeszcze dwa dni - tak jak zaplanował. Nie dzwonili do siebie.

 


Dostał tylko od niej SMS-a. Z adresem. Nic więcej

 


- Trzeciego dnia wieczorem stałem pod jej drzwiami mieszkania w Monachium - mówi Bartek. - Otworzyła po pierwszym dzwonku, nawet nie pytała, kto to. Musiała mnie zauważyc z okna. I tak było. Przyznała mi się potem, że mnie wypatrywała. Czuła, że przyjadę.

To było rok temu. Mieszkają trochę w Niemczech, trochę w Polsce. Nie rozmawiają o ślubie. Są razem i to, co najważniejsze - są szczęśliwi. Claudia zakochała się w Polsce. Wcześniej była tylko raz - wiele lat temu służbowo we Wrocławiu. Nie była wtedy zachwycona. Kiedy teraz Bartek zabrał ją na tydzień po Polsce, zmieniła zdanie. Stwierdziła, że to piękny kraj. Uwielbia też od niedawna pierogi i bigos. Flaków jednak nie polubiła.

- Kiedyś spytałem ją, jak się znalazła wtedy w tym pensjonacie w Puli - mówi Bartek. - Powiedziała, że to był przypadek. Miała już rezerwację w zupełnie innym miejscu. W ostatniej chwili zmieniła zdanie. Nie wie dlaczego. Może to przypadek. Myślę jednak, że to los tak chciał. A może pan Bóg stwierdził, że w ten sposób nam wynagrodzi to, co każde z nas przeżyło...

 

 Krzysztof Załuski

 

 

 

Tagi:

romans ,  miłość ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót