Starsza sąsiadka zwabiała chłopców do mieszkania
Mateusz Śliwa dorastał w wielorodzinnym, piętrowym budynku na Śląsku. Wśród dzieci, z którymi spędzał czas, byli dwaj koledzy, Rafał i Dariusz. W tym samym budynku mieszkała Barbara S., kobieta starsza od Mateusza o około dziesięć lat. Chłopcy znali ją z sąsiedztwa i początkowo nie mieli powodów, by obawiać się kontaktów z nią. Jak po latach opowiadał Mateusz, właśnie ta znajomość stała się początkiem doświadczeń, które naznaczyły całe jego dorosłe życie. Kobieta miała wykorzystywać różne preteksty, aby nakłonić dzieci do przychodzenia do jej mieszkania. Czasami częstowała je papierosami, a następnie groziła, że opowie o wszystkim rodzicom. W ten sposób, jak relacjonował mężczyzna, zdobywała nad nimi przewagę i zmuszała do milczenia. Chłopcy byli jeszcze dziećmi, a Barbara była osobą znacznie starszą, która świadomie wykorzystywała ich wiek i obawę przed konsekwencjami. Za zamkniętymi drzwiami jej mieszkania miało dochodzić do przemocy seksualnej. Mateusz opowiadał, że sąsiadka rozbierała chłopców, zmuszała ich do kontaktów intymnych oraz wykorzystywała do zaspokajania własnych potrzeb. Według jego relacji, nie ograniczała się do jednego dziecka. Zdarzało się, że tego samego dnia krzywdziła kolejnego chłopca z grupy. Najmłodszy z nich, Rafał, był o dwa lata młodszy od Mateusza. W rozmowie z reporterem programu "Interwencja" Mateusz przyznał, że przez długi czas nie potrafił przeciwstawić się kobiecie. Nie rozumiał jeszcze w pełni sytuacji, w której się znalazł, a strach przed ujawnieniem tego, co działo się w mieszkaniu sąsiadki, dodatkowo utrudniał mu szukanie pomocy. Z czasem wykorzystywanie stało się powtarzającym się elementem jego dzieciństwa. Mężczyzna twierdził, że do podobnych sytuacji dochodziło przez kolejne lata, również wtedy, gdy był już nastolatkiem.
Dziewięć lat przemocy i setki kontaktów seksualnych
W czerwcu 2019 roku Mateusz miał 29 lat i zdecydował się publicznie opowiedzieć o wydarzeniach z przeszłości. W wywiadzie przyznał, że wykorzystywanie rozpoczęło się, gdy miał około siedmiu lat i trwało aż do szesnastego roku życia. Nie potrafił wskazać dokładnej liczby wszystkich zdarzeń. Bywały miesiące, kiedy kobieta dopuszczała się przemocy wielokrotnie, ale zdarzały się również okresy, w których nie dochodziło do żadnych kontaktów. Reporter zapytał go, czy przez dziewięć lat mogło dojść nawet do kilkuset gwałtów. Mateusz potwierdził takie szacunki i podkreślił, że nie traktował tych doświadczeń jako dobrowolnych kontaktów seksualnych. Mówił o wykorzystywaniu, strachu i przemocy, której jako dziecko nie umiał zatrzymać. Jego relacja dotyczyła nie pojedynczego zdarzenia, ale wieloletniego krzywdzenia trzech chłopców przez tę samą kobietę. W tamtym okresie dzieci nie zgłosiły sprawy policji. Mateusz nie poinformował również rodziców o tym, co działo się w mieszkaniu sąsiadki. Dopiero jako dorosły człowiek zdecydował się ujawnić szczegóły przemocy, której miał doświadczać przez znaczną część dzieciństwa. Jego dwaj koledzy także przez lata nie mówili publicznie o tych wydarzeniach. Sytuacja zmieniła się, gdy Mateusz dorastał i zaczął rozumieć, że może spróbować przeciwstawić się swojej oprawczyni. Według jego relacji w wieku około 16 lat zdecydowanie zagroził Barbarze S., że jeśli ponownie spróbuje go wykorzystać, zrobi jej krzywdę. Mężczyzna opowiadał, że właśnie po tej konfrontacji kobieta przestała dopuszczać się wobec niego przemocy seksualnej. Nie oznaczało to jednak końca konsekwencji wieloletniego wykorzystywania. Mateusz wchodził w dorosłość z doświadczeniami, o których przez lata milczał. Nie wiedział jeszcze, że po pewnym czasie ta sama sąsiadka ponownie pojawi się w jego życiu, tym razem za pośrednictwem sądu rodzinnego. Wówczas dowie się również, że ma biologicznego syna.
Przeszłość, od której nie potrafił uciec
Choć Mateusz zdołał uwolnić się od przemocy ze strony sąsiadki, nie oznaczało to, że odzyskał spokój. W dorosłym życiu zaczął sięgać po alkohol i narkotyki. Przyznawał, że wydarzenia z dzieciństwa pozostawiły w nim traumę, z którą przez długi czas nie potrafił sobie poradzić. W rozmowie z reporterem "Interwencji" ujawnił również, że dwukrotnie próbował odebrać sobie życie. Dopiero po latach zdecydował się publicznie opowiedzieć o tym, czego doświadczył. Tragicznie potoczyły się także losy jednego z jego kolegów. Rafał, który według relacji Mateusza również był wykorzystywany przez Barbarę S., miał w późniejszym życiu poważne problemy z prawem. Trafił do zakładu poprawczego, a następnie do więzienia. Około dwóch lat po opuszczeniu zakładu karnego odebrał sobie życie. Mateusz opowiadał o jego śmierci jako o kolejnym dramatycznym wydarzeniu związanym z przeszłością, której żaden z chłopców nie potrafił całkowicie zostawić za sobą. Trzeci z nich, Dariusz, wyprowadził się z rodzinnej okolicy. Nie chciał wracać do wydarzeń, które rozgrywały się w mieszkaniu sąsiadki, ani angażować się w ich publiczne opisywanie. Każdy z trzech mężczyzn próbował więc na własny sposób poradzić sobie z tym, czego doświadczył jako dziecko. Przez lata sprawa pozostawała jednak poza zainteresowaniem wymiaru sprawiedliwości. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy Barbara S. postanowiła dochodzić przed sądem ustalenia ojcostwa swojego syna.
Po latach zażądała alimentów
Niedługo po zakończeniu wykorzystywania chłopców Barbara S. urodziła dziecko. Przez kolejne lata Mateusz nie miał pewności, kto jest jego biologicznym ojcem. Nie wykluczał, że mógł nim być on sam, ale brał pod uwagę również dwóch kolegów, którzy wcześniej padali ofiarami kobiety. Wszystko zmieniło się, gdy chłopiec skończył siedem lat. Barbara S. wystąpiła wówczas do sądu o ustalenie ojcostwa. Mateusz wspominał, że kobieta kontaktowała się z nim telefonicznie, a następnie przyszła do niego razem ze swoją matką. Oświadczyła, że to on jest ojcem jej syna i zamierza domagać się od niego alimentów. Dla mężczyzny oznaczało to konieczność ponownego kontaktu z osobą, którą oskarżał o wieloletnią przemoc seksualną. Tym razem jednak nie chodziło o wydarzenia z przeszłości, lecz o obowiązek finansowy. Sprawą zajął się Sąd Rejonowy w Tychach. Powołano biegłych, którzy przeprowadzili badania genetyczne w celu ustalenia ojcostwa. Wyniki DNA wykazały z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że biologicznym ojcem chłopca jest Mateusz Śliwa. Tym samym zakończyły się wątpliwości dotyczące pochodzenia dziecka, ale rozpoczął się kolejny spór, tym razem o konsekwencje prawne tego ustalenia. Magdalena Piwowarska, ówczesna prezes Sądu Rejonowego w Tychach, wyjaśniła w reportażu, że na podstawie badań potwierdzono ojcostwo mężczyzny. Mateusz zobowiązał się do przekazywania na utrzymanie syna 450 zł miesięcznie. Nie kwestionował wyniku badań genetycznych, lecz okoliczności, w jakich miało dojść do poczęcia dziecka. Utrzymywał, że kontakty seksualne z Barbarą S. nie były dobrowolne, a obowiązek alimentacyjny oznaczał dla niego dalsze konsekwencje doznanej przemocy.
Wyrok, po którym zdecydował się przerwać milczenie
Dopiero po rozstrzygnięciu sprawy dotyczącej alimentów, Mateusz wraz z kolegami zdecydował się zgłosić na policji wydarzenia z dzieciństwa. Opowiedzieli o sposobach działania Barbary S., okolicznościach spotkań w jej mieszkaniu i wielokrotnych kontaktach seksualnych, do których miała ich zmuszać. Ich zeznania stały się podstawą postępowania karnego. Po latach kobieta musiała odpowiedzieć przed wymiarem sprawiedliwości za swoje zachowanie wobec małoletnich. Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia dotyczący kontaktów seksualnych z osobami poniżej 15. roku życia. W toku postępowania Barbara S. przyznała się do wszystkich zarzucanych jej czynów. Z ustaleń przedstawionych przez sąd wynikało również, że w czasie popełniania przestępstw miała ograniczoną poczytalność. Okoliczność ta miała znaczenie dla oceny jej odpowiedzialności karnej, ale nie oznaczała, że nie mogła zostać skazana. Dla Mateusza postępowanie karne miało szczególne znaczenie. Po raz pierwszy wydarzenia, o których przez lata milczał, stały się przedmiotem oficjalnego śledztwa, a kobieta przyznała się do przestępstw. Mężczyzna liczył również, że ustalenia sądu karnego wpłyną na jego sytuację związaną z alimentami. Okazało się jednak, że odpowiedzialność Barbary S. za wykorzystywanie dzieci oraz obowiązek utrzymywania jej syna były przez prawo rozpatrywane odrębnie.
Dwa lata więzienia w zawieszeniu
Sąd skazał Barbarę S. na dwa lata pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na pięć lat. Oznaczało to, że kobieta nie musiała trafić do zakładu karnego, jeśli w okresie próby przestrzegała ustalonych warunków. Wyrok dotyczył przestępstw seksualnych popełnionych wobec chłopców, którzy nie ukończyli 15 lat. Mateusz liczył, że skazanie kobiety pozwoli mu również uwolnić się od obowiązku alimentacyjnego. Tak się jednak nie stało. Kluczowe znaczenie miał wiek mężczyzny w chwili poczęcia dziecka. Magdalena Piwowarska, ówczesna prezes Sądu Rejonowego w Tychach, wyjaśniała w czerwcu 2019 roku, że Mateusz miał już ukończone 15 lat i zbliżał się do szesnastych urodzin. W ocenie przedstawionej przez sąd, kontakt seksualny, w wyniku którego doszło do ciąży, nie stanowił przestępstwa objętego wydanym wyrokiem karnym. Sam fakt, że wcześniej dochodziło do wykorzystywania chłopca, nie oznaczał więc automatycznego uchylenia obowiązku utrzymywania dziecka. Jednocześnie ukończenie 15 lat nie przesądza o dobrowolności kontaktów seksualnych ani nie wyklucza możliwości popełnienia zgwałcenia. Dla Mateusza takie rozstrzygnięcie było szczególnie bolesne. Utrzymywał, że również kontakty z okresu nastoletniego odbywały się wbrew jego woli, a on przez wiele lat pozostawał pod wpływem kobiety, która zaczęła go krzywdzić jeszcze w dzieciństwie. W jego odczuciu każde kolejne świadczenie przypominało o wydarzeniach, od których próbował się uwolnić. Podczas rozmowy z reporterem Polsatu przyznał, że płacąc alimenty, czuje się tak, jakby Barbara S. nadal go wykorzystywała. Chciał, aby obowiązek ten został uchylony. Innego zdania była siostra Barbary S. Kobieta przekonywała, że sprawa przemocy seksualnej nie powinna być łączona z obowiązkiem alimentacyjnym, ponieważ dziecko nie ponosi odpowiedzialności za okoliczności swojego poczęcia. To właśnie dobro chłopca stanowiło podstawę rozstrzygnięcia dotyczącego jego utrzymania. Alimenty nie były karą wymierzoną Mateuszowi, lecz świadczeniem przysługującym jego biologicznemu synowi. Dla mężczyzny oznaczało to jednak konieczność finansowego uczestniczenia w życiu dziecka, którego poczęcie wiązał z doznaną przemocą.
Bał się o bezpieczeństwo syna
Na tym nie kończyły się kontrowersje związane z decyzjami sądu. Mateusz został całkowicie pozbawiony prawa do sprawowania opieki nad synem, a chłopiec pozostał pod opieką Barbary S. Kobieta miała wcześniej stwierdzoną niepełnosprawność intelektualną i została skazana za przestępstwa seksualne wobec małoletnich. W chwili emisji reportażu Polsatu, 26 czerwca 2019 roku, jej syn miał 11 lat. Mężczyzna obawiał się, że dziecko może doświadczyć podobnej krzywdy, jak on sam przed laty. Mateusz nie potrafił pogodzić się z tym, że kobieta nadal wychowuje chłopca. Zwracał uwagę, że wykorzystywanie seksualne dzieci często pozostaje ukryte, a najmłodsi nie zawsze potrafią powiedzieć dorosłym o doznanej przemocy. Przywoływał własne doświadczenia i wieloletnie milczenie, które pozwalało jego sąsiadce unikać odpowiedzialności. Nie wiedział, co dzieje się za drzwiami mieszkania Barbary S., dlatego obawiał się o bezpieczeństwo syna. Były to jednak jego obawy, a nie potwierdzone ustalenia dotyczące krzywdzenia chłopca. Przedstawicielka sądu zapewniała, że sytuacja rodziny pozostaje pod kontrolą odpowiednich instytucji. Barbara S. i jej syn byli objęci wsparciem asystenta rodziny, a określone kwestie związane z opieką podlegały nadzorowi sądu rodzinnego. Miało to umożliwiać kontrolowanie warunków, w jakich wychowywało się dziecko.
Na razie sytuacja pozostaje niezmieniona. Nie ma żadnych potwierdzonych informacji, które pozwalałyby ustalić, czy zapadły inne rozstrzygnięcia dotyczące alimentów lub opieki nad chłopcem.
Źródła:
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-06-26/jest-ofiara-gwaltu-musi-placic-alimenty/
https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2019-06-26/jako-ofiara-gwaltu-musi-placic-alimenty/
https://wydarzenia.interia.pl/slaskie/news-jest-ofiara-gwaltu-musi-placic-alimenty,nId,3065977
https://kobieta.wp.pl/29-latek-byl-gwalcony-jako-dziecko-musi-placic-alimenty-na-biologicznego-syna-6396453573933185a
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/ofiara-gwaltu-musi-placic-alimenty/6ckh9m1
https://www.wprost.pl/amp/10229040/mezczyzna-zostal-zgwalcony-kilkaset-razy-teraz-musi-placic-alimenty.html
https://www.se.pl/wiadomosci/polska/slask-pan-mateusz-byl-wielokrotnie-zgwalcony-teraz-placi-alimenty-aa-toak-Za5G-cH4g.html


