Od kilku tygodni widać jednak bardzo wyraźny problem. Ceny biletów wylotowych z Polski – szczególnie z Warszawy i Krakowa – są znacznie wyższe niż z wielu innych lotnisk w Europie. I nie chodzi tu o różnicę rzędu 100 czy 200 zł. W wielu przypadkach mówimy o oszczędnościach sięgających nawet 3–4 tysięcy złotych na osobie!
Kosmiczne różnice na kierunkach azjatyckich
Świetnym przykładem jest Tajlandia. Ten sam przewoźnik, ta sama klasa podróży i bardzo podobne terminy z Pragi potrafią kosztować około 2 tys. zł, podczas gdy z Polski cena często przekracza 5 tys. zł. Trudno znaleźć logiczne, ekonomiczne uzasadnienie dla tak gigantycznej przepaści.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Wietnamu, Indonezji, Malezji czy Singapuru. W ostatnich tygodniach przewoźnicy oferowali świetne promocje z Berlina, Pragi, Wiednia czy Oslo. Wielu podróżnych kupowało bilety do Azji za 1,3–2 tys. zł. W tym samym czasie osoby szukające identycznych połączeń z Polski widziały stawki na poziomie 4,5–6 tys. zł.
Coraz więcej osób zaczyna więc planowanie wakacji od dojazdu do Pragi, Wiednia, Berlina czy miast skandynawskich. Nawet po doliczeniu kosztów paliwa czy pociągu taka podróż okazuje się nieporównywalnie tańsza. W praktyce czteroosobowa rodzina może zaoszczędzić kilka, a czasem nawet kilkanaście tysięcy złotych.
Co to oznacza dla branży turystycznej?
Mnie najbardziej martwi przyszłość tradycyjnych biur podróży oferujących wyjazdy dalekodystansowe. Polacy coraz śmielej rezerwują loty samodzielnie, a różnica w cenie staje się drastyczna.
Podobnie sytuacja zaczyna wyglądać na kierunkach takich jak Egipt – gdy tanie linie, np. Wizz Air, uruchamiają bezpośrednie połączenia, bez problemu można zarezerwować hotel all inclusive na własną rękę taniej niż w pakiecie z biura. Dodatkowo, rezerwując noclegi przez platformy typu Booking, bardzo często w cenie otrzymujemy darmowy transfer z i na lotnisko (dotyczy to zarówno Egiptu, jak i wielu krajów w Azji – warto na to zwracać uwagę podczas rezerwacji).
Na czym nie warto oszczędzać?
Na koniec kwestia najważniejsza – ubezpieczenie. Bardzo często uczulam na to na grupie i powtórzę raz jeszcze: na bezpieczeństwie się nie oszczędza. Ubezpieczenie od kosztów rezygnacji z podróży (np. na weekendowy wyjazd dla 4 osób) to wydatek rzędu zaledwie 28 zł.
Pełną polisę na 14-dniowy wyjazd do Azji dla 4 osób – uwzględniającą m.in. choroby przewlekłe – kupimy za około 400 zł. W skali całego budżetu to niewielki koszt, a w razie odwołania wyjazdu lub nagłych problemów zdrowotnych chroni nas przed utratą fortuny. Pamiętajcie tylko, aby przed zakupem zawsze uważnie przeczytać Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU) i sprawdzić dokładny zakres ochrony.
Podsumowując: Obecnie różnice cenowe między Polską a sąsiednimi krajami są największe w historii. Nie zamykajcie się tylko na wyloty z kraju. Kilkugodzinna podróż do Pragi, Wiednia czy Berlina może zostawić w Waszej kieszeni kilka tysięcy złotych!
Paweł Borsucki
Autor jest podróżnikiem, założycielem grupy na Facebooku Świat to za mało, która zrzesza ponad 135 tys. członków.


