Trzeba przyznać, że twórca dynastii Jagiellonów nie miał szczęścia do żon - pisze Andrzej Zieliński w wydanej właśnie książce "Skandaliści w koronach", której sporą część zajmują perypetie Jagiełły i jego czterech królowych. Faktycznie, nie miał szczęścia, ale jak miał mieć, skoro tylko jedną żonę sam sobie wybrał? Jak tak się przyglądam alkowianym przygodom Jagiełły, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tym przypadku to litewski książę znalazł się w roli typowej dla królewskich narzeczonych. A już na pewno ten pierwszy raz, kiedy po zawarciu unii polsko-litewskiej pojawił się w Krakowie. 

Królowa Jadwiga na osiemnastowiecznym portrecie 
Marcello Bacciarellego

 

 

Polacy nie szukali przecież króla, tylko małżonka dla króla, bo ten szczęśliwie już od dwóch lat mieszkał na Wawelu. Królem Polski była Jadwiga, jedna z najznakomitszych dam ówczesnego cywilizowanego świata, córka węgierskiego królestwa Andegawenów, perły średniowiecznej Europy. A on co, biedaczek? On był jej dokładnym przeciwieństwem. Księciem ostatniego w Europie pogańskiego kraju, dzikiego, barbarzyńskiego i prymitywnego, jak opowiadano. Fakt, że kraj był piękny i wielki (trzy razy większy niż królestwo polskie!), ale w rankingu prestiżowych państw - gdyby takie wtedy robiono - wlókłby się w ogonie, na szarym końcu. Jagiełło wiedział, że już najwyższy czas przyjąć chrzest i podpiąć swoją Litwę do "europejskiej wspólnoty chrześcijańskich królestw" (tak, tak, to była taka średniowieczna Unia Europejska) i propozycja Polski spadła mu jak gwiazdka z nieba. Ze swoją kulturą i pozycją w Europie nasz kraj imponował Jagielle, a on sam był dumny, że Polacy chcą go mieć na tronie. Na którym jednakowoż siedziała już uwielbiana przez swoich poddanych Jadwiga. Złożona z samych zalet. Mądra, dobra, piękna, pobożna. I dwunastoletnia.

Młodziutka Jadwiga chce dać nogę z Wawelu do Wilhelma, 
jej opiekun, Dymitr z Goraja, próbuje ją powstrzymać. 
Tak to widział Matejko

 

Wszyscy wychowaliśmy się na opowieściach o tym niedobranym związku. O ślicznej dziewczynie, która żeby chrzcić dzikich Litwinów wyrzekła się osobistego szczęścia. I zamiast młodziutkiego kuzynka Wilhelma Habsburga, do którego rwało się jej serce, zgodziła się wziąć za męża barbarzyńcę, w dodatku dwadzieścia lat z okładem starszego. Tak o tej historii myślimy, prawda? Wspominając sławną anegdotę z poselstwem Zawiszy z Oleśnicy, którego Jadwiga wysłała na przeszpiegi na Litwę w strachu, że jej pogański narzeczony wywija kudłatym ogonem i stuka kopytkami (naprawdę myślała, że jest kosmaty jak niedźwiedź!). Poseł się spisał, obejrzał księcia w łaźni i po powrocie uspokajał: "Książę Jagiełło jest wzrostu średniego, szczupłej postawy, budowę ciała ma składną i przystojną, wejrzenie wesołe, twarz ściągłą, bynajmniej nieszpetną, obyczaje poważne i książęcej godności odpowiednie". Dwunastolatka poczuła się trochę pewniej, ale w tym małżeństwie szczęścia nie oczekiwała, czemu zresztą wcale się nie dziwimy. Doceniamy, rozumiemy, współczujemy...

Ejże, dlaczego tylko jej? Według mnie Jagiełło co najmniej tak samo zasługuje na współczucie. Kiedy pojawił się w Krakowie był prawdopodobnie mężczyzną po trzydziestce (ile dokładnie miał lat - nie wiadomo, co historyk to inne zdanie). Podobno na widok pięknej nastolatki oniemiał z zachwytu, jak zapisał Jan Długosz, ale jakoś nie jestem pewna, czy z zachwytu. Mógł zaniemówić widząc, że będzie musiał wziąć do łóżka dziecko. Mógł też oniemieć z bardziej prozaicznej przyczyny, a mianowicie z braku znajomości języków. Wykształcona Jadwiga mówiła po grecku i po łacinie, którą posługiwano się na europejskich dworach, szybko też uczyła się polskiego. A Jagiełło umiał tylko po litewsku i trochę po rusku. Nawet nie mógł pogadać z narzeczoną. Musiał za to pójść z nią do łóżka natychmiast po akcie zaślubin, bo nieskonsumowane małżeństwo byłoby nieważne. Zrobił to, dlatego że musiał. Ale dalsze dzieje ich związku pokazują, że nie spieszył się z powtórką, cierpliwie i taktownie czekając aż młodziutka żona dorośnie. Jadwiga zaszła w ciążę dopiero dwanaście lat później, wszystko więc odbyło się według naszych, a nie średniowiecznych standardów.

Jadwiga na dziewiętnastowiecznym obrazie
Józefa Simmlera  (fragment)

 

Sypianie z mężem, jak przeczytamy w każdej opowieści o Jadwidze, było dla niej przykrym obowiązkiem. I znów wtłacza się nam do łepetyn, że to oczywista oczywistość. Bo czym taki Jagiełło mógł skusić kobietę? Niemłody, niepiękny, nie obeznany ani w księgach (niepiśmienny!), ani w dworskim życiu... Nic dziwnego, że młoda pani fukała na swego spowiednika, ilekroć ten zalecał jej częściej odwiedzać męża w łożnicy. Uznajemy za to za pewnik, że Jagiełło, gdyby mógł, wcale by z tej łożnicy nie wychodził. Ale mnie się wydaje, że niekoniecznie. Przywiózł przecież do Krakowa te swoje obyczaje, z powodu których nazywali go dzikusem. Oni, ale nie my. Styl życia króla, dla jego współczesnych dziwaczny, przypomina wypisz wymaluj ten, jaki dziś promują ekolodzy. Jagiełło był eko! W ramach rozrywki chodził na długie spacery po lasach zamiast zamroczony trunkiem leżeć pod stołem, pijał tylko źródlaną wodę, no i codziennie brał kąpiel. A Jadwiga... cóż... pod pięknymi sukniami nosiła kaleczącą ciało włosiennicę, a w czasie licznych postów katowała się umartwieniami, z których najbardziej popularnym była rezygnacja z mycia. Całkowita. Oj, coś mi się wydaje, że dla króla-czyściocha sypianie z żoną też mogło być przykrym obowiązkiem...

Tym niemniej trwał dzielnie na posterunku, a Jadwigę zmarłą po porodzie (na gorączkę popołogową, znów ten brak higieny!) szczerze opłakiwał. Następną żonę miała mu rzekomo wybrać... sama Jadwiga. Ponoć przed śmiercią wskazała na Annę Cylejską, rodzoną wnuczkę Kazimierza Wielkiego. Z politycznego punktu widzenia był to niezły pomysł, bo poślubienie piastowskiej księżniczki pomogłoby Jagielle wzmocnić się w roli polskiego króla. Ale na tym koniec dobrych wiadomości. 

 

Anna Cylejska i Jagiełło - ta szesnastowieczna grafika jest jedynym wizerunkiem królowej 

 

 

Drugie małżeństwo króla okazało się pomyłką. Powinien był trochę pomyśleć, zanim pozwolił, by mu ściągnęli dziewczynę na Wawel. Miała 19 lat, strasznie dużo jak na czasy, w których dwunastolatkę uznawano za pełnoletnią. A skoro dobrnęła do tego wieku, ani chybi nie było na nią chętnych.
Jagielle też się nie spodobała. Przyjechała bezbarwna panna, nieatrakcyjna do tego stopnia, że król pieklił się na swatów, że sprowadzili mu taką brzydką żonę. Ale zrobił co kazali. Odwlekał ślub tak długo, jak się dało, jednak w końcu, po ośmiu miesiącach, pojął Annę za żonę. I męczył się z nią przez kolejne trzynaście lat, unikając na wszystkie sposoby. Miał chyba z tego powodu wyrzuty sumienia, co pokazuje jego wyjątkowo łagodny stosunek do niewierności, z której zasłynęła królowa. Bo opuszczona przez męża Anna brała sobie kochanków. Tak przynajmniej plotkowano, choć trochę dziwi, że tych kochanków miała na fury, skoro taka z niej była brzydula. 
Tak czy inaczej najbardziej wyrazistą informacją, jaka o niej przetrwała, jest smakowita anegdota o zawaleniu się podłogi w jej sypialni. Długosz (który Jagiełły nie lubił i takich smaczków nie przegapiał) wywiódł z tej katastrofy jednoznaczny wniosek, że był to skutek namiętnego cudzołożenia królowej. Jagiełło na absztyfikantów żony rzekomo się pieklił, jednego zapakował nawet na trzy lata do zamkowej wieży, ale skandal dziwnie szybko ucichł i rozgrzewał głównie plotkarzy. Być może nie było w tym ani ziarna prawdy, a jeśli nawet, to uciekający przed żoną król wydawał się rozumieć jej samotność.
Anna zresztą szybko wybawiła wszystkich od kłopotów ze swoją niesforną osobą, umierając na jakąś bliżej nieznaną chorobę w wieku zaledwie lat 35. Zostawiła Jagielle córeczkę, ale królestwo czekało przecież na małego króla. Wielmożowie z miejsca zaczęli więc przegląd wolnych księżniczek, ale zanim zdążyli się uwinąć, dostali prztyczka w nos. Król się zakochał.

Elżbieta Granowska na obrazie z końca XVIII wieku

 

 

Lepiej późno niż wcale, chciałoby się powiedzieć, ale trochę mu to czasu zabrało, prawda? Dobijał już siedemdziesiątki. Pomyślał sobie pewnie, że ma prawo choć jeden raz w życiu posłuchać serca i wybrać sobie kobietę, jakiej pragnie on, a nie państwo. Partnerkę, a nie kolejne dziecko. Uczucia ulokował świetnie - także dziś ten związek uznalibyśmy za dobrany. Gdy stanęli przed ołtarzem z Elżbietą Granowską, on miał 67 lat, ona 47. On był wdowcem, ona też pochowała już trzech mężów i była wdową z czwórką dzieci. W młodości słynęła z wielkiej urody i nadal była piękna. Do tego inteligentna, pełna czaru i najwyraźniej zafascynowana Jagiełłą tak samo, jak on nią. Czy to nie piękne, że pobrali się z miłości?
Gdy to piszę, już czuję, jak nasi kronikarze przewracają się w grobach. Słyszę, jak Długosz wrzeszczy mi nad uchem: "Nie sromał się król tak dostojny brać za żonę kobietę suchotami wyniszczoną i swoją poddankę, wdowę po trzech mężach, zwiędłą i podstarzałą, a stanem i pochodzeniem bynajmniej sobie nierówną. I zdrowie przy ciągłym powodzeniu czerstwe i kwitnące wątlić pożądliwością ku jednej niewieście"?! Marcin Bielski też się wyzłośliwia: "Królowi nie wiedzieć z czego się podobała, iż ją pojął, bo była już stara i wyschła od suchot"! 
Małżeństwo powszechnie uznano za mezalians i niesłychany wprost skandal, a ponieważ Jagiełło zagroził abdykacją, gdyby zmuszono go do oddalenia żony (brawo królu!), ograniczano się do drwin i złośliwości. Najgorsze - i to już nie jest zabawne - że szyderstwa nie ustały nawet po śmierci królowej. Gdy po czterech latach Jagiełło ją stracił, rozpaczał tylko on. A inni... Ech, aż trudno uwierzyć, że mogło to tak wyglądać. Długosz zanotował: "większa nierównie była radość na pogrzebie królowej niżeli na jej koronacji". I dodawał, że "wszyscy przytomni, tak duchowni, jak i świeccy, objawiali radość niezwykłą, wszyscy w świąteczne szaty przybrani, śmiali się i cieszyli w czasie pogrzebu". Właśnie od tych odrażających wiwatów po śmierci Elżbiety zaczyna się nakręcony w 1988 r. serial "Królewskie sny":


 

Co miał robić król Jagiełło z poddanymi, którzy wiwatowali na pogrzebie jego ukochanej? Którzy nawet parę lat małżeńskiego szczęścia mieli mu za złe tylko dlatego, że ułożył je podług własnych, a nie ich pragnień? Którzy znów mu przypominali, że czas nagli, on się starzeje, a dziedzica korony jak nie było, tak nie ma? Machnął ręką i pozwolił im ożenić się po raz czwarty.

Sonka Holszańska, 
wizerunek szesnastowieczny 

 

 

Dalej wszystko pobiegło wedle klasycznych wzorów królewskich swatów. Zaczęto szukać młodej i zdrowej księżniczki (a jakże!), wspierając się jakąś bajdą, że stary mężczyzna i młodziutka dziewczyna mają szanse na liczne potomstwo. (W pewnym momencie węgierskiemu królowi Zygmuntowi Luksemburskiemu zaświtało w głowie, by wydać za Jagiełłę swą jedenastoletnią córkę, na szczęście się opamiętał). Wybrano siedemnastolatkę, litewską księżniczkę Sonkę Holszańską. W sumie też dziecko, ale na tyle już dojrzałe, by przykre małżeństwo z siedemdziesięciolatkiem dziewczyna mogła sobie dosłodzić myślą o splendorach, jakie na nią spłyną, gdy zostanie polską królową.

 

Nie było tak źle. Średniowieczna bajda o płodnym związku starca i nastolatki znalazła zaskakujące potwierdzenie. Sonka zaczęła rodzić synów, kraj się cieszył z królewiczów i tak jak wcześniej sarkał na Elżbietę, tak teraz wynosił pod niebiosa urodę i przymioty Sonki. Przez jakiś czas. Już my tam w Polsce dobrze wiemy, że nikt nie jest doskonały. 
Tuż przed narodzinami trzeciego syna wybuchła sprawa niewierności królowej. Skoro jest młoda, ładna i lubi dworskie życie, to ani chybi zdradza starego króla. Czy aby urodzi jego dziecko? Afera się rozkręcała, plotkowano już o niej w całej Europie, podejrzewani o romanse z królową dworzanie pierzchali z kraju, a ona sama składała uroczyste przysięgi oczyszczające, zaprzeczając pomówieniom.

 

Jagiełło w plastycznym opisie Długosza: 
"Oczy miał czarne i małe, które nigdy nie 
pozostawały bez ruchu, ale były ciągle jakoś 
rozbiegane i kręciły się w swych oczodołach. 
Uszy miał duże, głos tubalny i szybki, 
sylwetkę gładką i zręczną, a szyję długą"

 

Nie wiem, czy Jagiełło w zdradę Sonki uwierzył czy nie. Był już zaprawiony w takich bojach, nie pierwszy to raz plotkowano, ze żonka przyprawia mu rogi. Na pewno całą sprawę wziął sobie do serca głębiej niż historię z Anną, bo teraz kwestionowano jego ojcostwo, a chodziło o następców tronu. Historycy wspominają, że od tego czasu stosunki króla i królowej mocno ochłodły, ale przecież nigdy nie były gorące. Plotki o zdradach Sonki też po części wzięły się stąd, że Jagiełło zawsze miał coś ważniejszego do roboty niż zabawianie żony na Wawelu, gdzie często zostawiał ją samą. Od królowej oczekiwał jedynie następcy tronu, nic więcej. Hałaśliwa wawelska seksafera umarła jednak w końcu śmiercią naturalną, bo królewicze rośli i tylko ślepy by nie zauważył, że noszą rysy króla. Kronikarze podkreślali, że zwłaszcza ten trzeci, najmłodszy, jest "we wszystkim ojcu Jagiełłowi podobny". 

No i świetnie. Ten trzeci, najmłodszy, Kazimierz Jagiellończyk, zostanie wielkim królem, dziś uznawanym za najwybitniejszego władcę w historii Polski i jednego z największych w Europie. On w przeciwieństwie do ojca znajdzie sobie żonę, którą pokocha i z którą szczęśliwie przeżyje całe życie (choć historia na początku też będzie dramatyczna, tutaj ją znajdziecie). Jego ojciec podobnego szczęścia w miłości nie miał i nazywany jest dziś "wiernym mężem niewiernych żon". Coś w tym jest. Tylko jednej z nich, Elżbiety Granowskiej, nigdy nie oskarżono o zdradę, nieważne, serca czy ciała. Ale też tej jednej nie pozwolono mu kochać.

 
 

Tagi:

historia,  kobiety,  król,  ciekawostki, 



Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót