- Groby Babci i jej zięcia i wnuka są niedaleko od grobów moich rodziców. Ilekroć jestem na cmentarzu też na nie zaglądam. To kawałek historii naszego miasta, choć niewiele osób już o niej pamięta – mówi dr Mikrut.

 

Jedni nazywali ją Babuszką, inni Babcią Rosjanką. I rzeczywiście pochodziła z Rosji. Urodziła się w 1888 roku jako obywatelka Imperium Rosyjskiego i poddana przedostatniego cara Aleksandra III. Gdy miała 8 lat, na wszechrosyjski tron wstąpił ostatni już z rodu Romanowów i ostatni z rosyjskich carów Mikołaj II. Urodziła się w Sankt Petersburgu, a jej ojciec służył jako wyższy oficer w armii carskiej. W 1911 roku urodziła córkę Serafinę.

 

- Nie znam dokładnie losów tych osób, ale wiem, że obydwie - jako pochodzące z rodziny "białego oficera" - musiały uciekać przed rewolucyjnym terrorem "czerwonych". Przedostały się do Polski i zamieszkały pod Warszawą. Tu dorastająca Serafina poznała emigranta rosyjskiego Aleksego Lenczewskiego (1913-1966). Z tego związku urodził się Dymitr (1944-2020). Po przekroczeniu Wisły przez Armię Czerwoną w 1945 roku cała czwórka znów musiała uciekać – opowiada dr Leszek Mikrut.

 

 

Schronienie znaleźli w Lublinie. Przy ul. Północnej (róg ul. Ireny Kosmowskiej) stała cegielnia, a przy niej była stróżówka. Nie wiadomo, jak to się stało, ale rodzina pp. Lenczewskich wraz z Babcią Rosjanką zamieszkała w tej właśnie stróżówce. A dzieliła ją jeszcze z inną rodziną. Dwa pokoje, niewielki przedpokój z pomieszczeniem kuchennym i toaleta (a w zasadzie wygódka) na podwórku musiały wystarczyć.

Jak Leszek Mikrut trafił do babci Rosjanki? Mama dr. Mikruta, Aleksandra Mikrut skończyła po wojnie pedagogikę na KUL. Prace magisterską pisała u słynnej profesor Zofii Sękowskiej. W czasach tzw. komuny nie były to jednak dobre referencje. Aleksandra nie mogła znaleźć pracy. W końcu zaproponowano jej etat nauczycielki, miała wybór – uczyć rosyjskiego lub biologii. O biologii pojęcia nie miała, rosyjski znała jako tako. Dowiedziała się Babci Rosjance i postanowiła brać u niej lekcje.

- Pani Natalia, a dla mnie Babcia Rosjanka czy też Babuszka, była kobietą wykształconą jak na owe czasy. I choć nie w szkołach czy uniwersytetach, to przez guwernerów. Udzielała korepetycji nie tylko z rosyjskiego, ale też z angielskiego, francuskiego, niemieckiego, a nawet z... polskiego. Jej córka Serafina pracowała jako tłumacz i lektor filmów radzieckich. Mama zabierała mnie do nich, można powiedzieć, że w jakiś sposób brałem udział w tych lekcjach – opowiada dr Mikrut.

 

Mógł mieć wtedy może pięć, może sześc lat, gdy pierwszy raz trafili do Babuszki. Zafascynowała go cyrylica, poznał alfabet rosyjski przed polskim.

Niestety, nie zachowało się zdjęcie Babci Rosjanki. Dr Mikrut opisują ją jako dystyngowaną kobietę, z ciemnymi włosami, przyprószonymi siwizną. Nosiła obszerne ciemne spódnice, białe bluzki z kołnierzykiem, pod kołnierzykiem obowiązkowo broszka. Na palcach dwa eleganckie pierścionki.

 

Dr Mikrut systematycznie odwiedza grób Babuszki.

 

- Bardzo ciepła, przyjazna, obie z córka kochały zwierzęta, pomagały biednym ludziom, choć same nie były bogate. W ich domu zawsze było pełno ludzi, to było niesamowite miejsce i niesamowite kobiety. Aleksy, jej zięć był inżynierem (wcześnie zmarł i choć pamiętam jego wygląd, to niczego więcej nie przypominam sobie). A Babuszka dawała cukierki, gdy przychodziliśmy do niej, bawiąc się nad pobliskimi stawami (dziś już nieistniejącymi), czy też wracając z Górek Czechowskich - bardzo lubiła dzieci, rozmawiała z nami, opowiadała bajki... – wspomina dr Mikrut.

 

To tam poznał rosyjską literaturę, Babcia Rosjanka pięknie opowiadała. Pomagała Aleksandrze Mikrut w przygotowaniach do akademii czczących rewolucję. Znała dużo wierszy i pieśni stosownych na tę okazję.

 

- Pomagała z serca, bo wiedziała jak jest. Ale „czerwonych” serdecznie nienawidziła do końca swojego życia – podkreśla Leszek Mikrut.

 

Kiedy podrósł, jego kontakty z Babcią Rosjanką były już rzadsze. Ale zaglądał do niej, a pod koniec lat 70. podczas podroży do Petersburga, odnalazł na jej prośbę jej rodzinny dom, który okazał się pałacem.

 

- Nie było to łatwe, ulice zmieniły nazwy, ale starsi ludzie pamiętali i jakoś się udało. Dom był w opłakanym stanie, w nim mieszkania komunalne. Dałem Babci zdjęcia, które zrobiłem, strasznie wtedy płakała – opowiada dr Mikrut.

Babcia Rosjanka zmarła w wieku 95 lat. W lipcu 1983 r., Leszek Mikrut był na jej pogrzebie.

 

- Zawsze dystyngowana, elegancka, pełna nienagannych manier, do końca swych dni uczyła dzieci i młodzież. Mnie jeszcze pod względem językowym sprawdzała nawet pracę magisterską w 1979 r. - mówi dr Mikrut.

 

Grób męża i syna Serafiny.

Serafina przeżyła mamę i odeszła, mając 92 lata. Ostatnio zmarł też jej syn Dymitr Lenczewski. Wszyscy pochowani są na Cmentarzu Prawosławnym przy ul. Lipowej tuż za tylną ścianą kaplicy cmentarnej.

 

Groby są za kaplica prawosławną na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie.

- Teoretycznie kobiety żyły tylko w dwóch krajach, a w praktyce w kilku zupełnie różnych! Urodziły się jako obywatelki Imperium Rosyjskiego. Potem nastała Rosja Radziecka, bo ZSRR powstał w 1924 roku. Uciekły do II RP. Przeżyły okupację, potem nastał PRL. A Serafina dożyła jeszcze III RP. Taki los potrafi zgotować ludziom historia – mówi dr Mikrut.

Tagi:

historia,  Lublin,  Leszek Mikrut,  Babcia Rosjanka, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót