Partner: Logo KobietaXL.pl

Ania się tym zajmie

Choć Ania mieszka w mieście, od dziecka, w każde wakacje jechała na wieś i pracowała w sadzie rodziców. Rodzina była na dorobku, więc nie grymasiła, że zamiast jechać na obóz, pomaga. Nie otrzymywała nawet kieszonkowego, bo jak zapewniali rodzice, wszystko idzie na budowę. Stawiali w mieście piętrowy dom. Jej starsza siostra i brat byli traktowani inaczej, dostawali pieniądze, bo jako nastolatki mieli już swoje potrzeby, cieszyli się większą niezależnością. Rodzeństwo poszło na studia i wyjechało z domu. Jej kolej miała nadejść.

- Niestety robiłam studia zaocznie, bo rodzice podupadli na zdrowiu i znowu musiałam im pomagać – opowiada Ania – Siostra i brat nie wrócili do domu, założyli rodziny w innych miastach, mieli małe dzieci. Nie miałam serca zostawić rodziców samych z tymi problemami.

Prowadzenie domu rodziców powoli spadło na nią. Tak samo, jak przygotowywanie wszystkich świąt oraz urodzin rodziców dla rodzeństwa z rodzinami. To było dla niej normalne, zresztą mama prosiła ją przecież o pomoc. Gdy raz próbowała powiedzieć, że na Boże Narodzenie i sylwestra chce jechać ze znajomymi ze studiów w góry, rodzice mieli pretensje, że jest taką egoistką, więc odpuściła.

- Wyszłam za mąż za sąsiada, tak radzili rodzice był to chłopak spokojny, z dobrego domu i byłam blisko nich - mówi - Owszem, trochę mi się Mirek podobał, ale to nie była wielka miłość, znaliśmy się od dziecka. Z drugiej strony, nigdy się w nikim wcześniej nie zakochałam, to był mój pierwszy, prawdziwy chłopak. Po studiach znalazłam pracę w przedszkolu, bo blisko i miałam dłuższe wakacje, więc mogłam pomagać w sadzie oraz zajmować się domem. Potem urodziłam dwoje dzieci, no bo tak wypada. Wszyscy byli zadowoleni, choć ja wieczorami wzdychałam, gdy oglądałam film z przebojową kobietą, która żyje jak chce i nie ogląda się na nikogo. Wątpiłam, czy tak jest w życiu. Nie wierzyłam też, w takie płomienne uczucia i seks do utraty tchu. Najczęściej gdy uprawiałam seks, myślałam o zakupach albo co zrobię jutro na obiad. Ja po prostu wypełniałam małżeński obowiązek, byłam dobrą żoną, matką i córką.

 

Nikogo nie obchodzę

Czas płynął, Ania stała się dojrzałą kobietą, dzieci wyfrunęły z domu na studia, zaczynały układać sobie życie gdzieś daleko. Ania nie protestowała, bo nie chciała, aby jak ona, utknęły w małym mieście. Nigdy nie wymagała od swoich pociech, by się dla niej poświęcały. Nie chciała nikogo obarczać swoimi potrzebami.

- Było mi smutno, ale nie miałam czasu na syndrom pustego gniazda, rodzice wymagali już bardzo dużej opieki, praktycznie wszystko koło nich robiłam, do tego stopnia się poświęciłam, że uszkodziłam sobie kręgosłup. Oboje byli trochę otyli – wspomina – Mąż nie miał czasu mnie wspierać. Zajmował się swoją pracą, założył z kolegą sklep, rzadko bywał w domu, nie pomagał mi z podnoszeniem ich i myciem ani w pracach domowych. Rodzice zmarli w ciągu dwóch lat.. Ciężko to przeżyłam, kochałam ich, przecież byłam z nimi każdego dnia. Jakby umarła jakaś część mnie. Ale nie dane mi było przeżyć spokojnie czas żałoby.

Po drugim pogrzebie pojawiło się rodzeństwo, bez skrupułów przeszli do omawiania testamentu. Rodzice, mimo że Ania przez lata zajmowała się ich domem oraz opieką nad nimi, podzielili majątek na trzy, równe części.

- To było przykre, że potraktowali mają ciężką wieloletnią pracę, jak coś niewartego docenienia – przyznaje Ania – Zamiast powiedzieć o tym głośno i zażądać jakiejś rekompensaty od rodzeństwa, milczałam. Nie chciałam robić zamieszania i skłócać rodziny. Oni wyjechali zadowoleni, a mąż zrobił mi awanturę, nazwał głupią i przy każdej okazji mi to wytykał. Oddałam dzieciom spadek po dziadkach, aby miały na lepszy start, też były obrażone, że tylko tyle dla nich mam. Nasze kontakty się oziębiły, dotarło do mnie, że jestem potrzebna jak coś ode mnie mogą dostać. Przynajmniej miałam męża, ale jak się wkrótce okazało i tu się myliłam. Okazało się, że mąż już od jakiegoś czasu miał romans z panią- rozwódką, którą zatrudnił w sklepie. Wcześniej nic nie dostrzegłam, przecież miałam tyle obowiązków, że wieczorem dosłownie padałam ze zmęczenia na twarz. To był szok, on się nie wypierał. Stwierdził tylko – stało się. Nie wiedziałam co zrobić? Wpadłam w depresję.

Ania walczy z głęboką depresją od kilku lat. Były momenty, że nie wstawała z łóżka, że miała dość życia.

- Dzieci i mąż, kazali mi się wziąć w garść – opowiada. – Uznali, że robię wokół siebie niepotrzebny dramat. Zrozumiałam, że nie mogę na nich liczyć, gdy to ja potrzebuje wsparcia. Pomogli mi obcy ludzie w szpitalu psychiatrycznym. Mąż odszedł, choć nie mamy rozwodu, dzieci widzę rzadko. Przyjeżdżają z przymusu. Przygarnęłam suczkę Lulu, podrzutka ze schroniska, zgodnie z zasadą, że jeśli chcesz aby naprawdę być kochana – weź sobie psa. Zrozumiałam, że teraz nadszedł czas by zająć się sobą.

Zrozumiała też, że nie warto się było tak poświęcać.

 

Egoizm jest nam potrzebny

Monika Kotlarek to Mental Health Worker w organizacji rządowej w Sydney. Jest absolwentką Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, członkinią Australian Society of Rehabilitation Counsellors, autorką bloga „Psycholog pisze”. Co sądzi o takich postawach?

„Uszczęśliwianie innych nie zawsze jest oczywiste. Jest to cecha, która może się przejawiać na wiele różnych sposobów. Uszczęśliwianie ludzi, to nie tylko bycie miłym, choć może to być jeden z głównych efektów. Sedno tkwi w tym, że bardzo często uszczęśliwiając ludzi zmagasz się z własnym poczuciem wartości i tożsamością. Wiąże się to z brakiem wyznaczonych granic i strukturą relacji w Twoim życiu. Skutkiem tego może być poczucie przemęczenia czy pustka. Większość ludzi stara się być uprzejma i przestrzegać norm społecznych.” - pisze na swoim blogu.

Dlaczego niektórzy z nas poświęcają się dla innych? Bo jesteśmy istotami społecznymi, potrzebujemy akceptacji, oznak sympatii, albo bycia podziwianym i szanowanym. Wiele, niepewnych siebie, wrażliwych i empatycznych ludzi czyje silny dyskomfort gdy w ich otoczeniu są osoby, które ich nie akceptują, okazują niechęć, krytykę albo lekceważą ich wysiłki. Co się dzieje w duszy takiego człowieka? Jest mu bardzo źle i będzie robił wszystko, nawet kosztem siebie, by się przypodobać. Takie wrażliwe osoby tzw. „zadawalacze” są znakomitymi ofiarami dla tych, którzy bez skrupułów wykorzystują ich dobroć i dążenie do tworzenia wokół siebie miłej atmosfery w relacjach.

Ile razy każdy z nas słyszał, „daj spokój, zrób to dla świętego spokoju” albo „nie rób niepotrzebnej awantury, po prostu to zrób, ona/on już taki jest”. Niestety, pogoń za cudzymi potrzebami, dobrym samopoczuciem, spełnianie życzeń innych w końcu zaczyna nas wyniszczać.

„Zadowalacze” mają specyficzne cechy. Jesteś jednym z nich? Oto symptomy:

- Jeśli warunkiem swojego dobrego samopoczucia jest zadowolenie innych, a cudze złe emocje wpływają na twój nastrój.

- Jeśli zamiast zająć się sobą i swoimi problemami, stale pomagasz lub bierzesz na barki kłopoty innych, mimo że cię to dołuje.

- Jeśli regularnie rezygnujesz z własnego wypoczynku, relaksu czy z własnych planów, by realizować plany innych.

- Jeśli regularnie nie słuchasz swojego organizmu, kosztem własnych wartości np. rodziny, zdrowia czy dokształcania, poświęcasz się by zadowolić innych.

- Jeśli mimo że kogoś nie lubisz, jest dla ciebie toksyczny, a zmuszasz się by mimo tego, utrzymywać taką relację.

- Jeśli ciągle coś sobie odmawiasz, rezygnujesz z czegoś co bardzo chciałeś, aby ktoś inny coś otrzymał.

-Jeśli coś kupujesz, albo dajesz sobie wcisnąć jakieś zobowiązanie, bo nie potrafisz odmówić.

 

Chore koszty dobroci

Ciągłe zadowalanie innych kończy to zagrożenie dla zdrowia. Psychologowie przedstawiają szereg niebezpieczeństw, które czyhają na takie zbyt empatyczne osoby. Stałe stawianie cudzych interesów nad swoimi, to objaw niskiego poczucia wartości, braku zdecydowania.

Silne poczucie winy i stres pojawia się gdy „zadowalacz” jest zmuszony powiedzieć „nie”. Dla takiego człowieka to prawdziwa walka wewnętrzna i konflikt. Woli się na coś zgodzić, bo to mniejszy stres.

W przypadku ludzi toksycznych, mimo że daje się im czego tylko chcą i tak na dłuższą metę nie zostawią człowieka wrażliwego w spokoju. Zawsze będą chcieli więcej i więcej. Wypijają z ludzi, którzy im na to pozwolą, całą energię, wykorzystują materialnie, są niezwykle męczący i frustrujący. Uwolnić się od nich można zrywając kontakt. A to dla ludzi empatycznych jest bardzo trudne, boją się narazić na konsekwencje, obmowy, otwarty konflikt, plotki.

Co absurdalne, „zadowalacze” są również zestresowani, gdy ktoś im pomaga. Czują się winni, że kogoś kłopoczą! Uważają, że na to nie zasługują i to tylko niepotrzebny problem.

W mediach społecznościowych pełno jest osób z niską samooceną, które poprzez swoje profile szukają aprobaty. Często to właśnie oni stają się ofiarami hejtu. Są zbyt mili, zbyt im zależy na opinii innych. Dlatego aby oszczędzić sobie stresu i niepewności, psycholodzy radzą by z tej aktywności zrezygnować, lepiej szukać towarzystwa w rzeczywistości wśród ludzi którzy docenią wartość człowieka. Ogromne koszty psychiczne ponoszą ludzie, którzy poświęcają swoje życie innym – opiekunowie niepełnosprawnych, społecznicy, medycy, nauczyciele. Po jakimś czasie czują się puści w środku, następuje kompletnie wypalenie. Tracą sens życia, bo dali innym zbyt dużo siebie, a dostali niewiele, abo nic.

Wypalenie może przyjąć bardzo niebezpieczne formy, ludzie aby się rozładować napięcie, sięgają po używki, objadają się, uprawiają hazard a nawet się okaleczają.

Zaniedbanie siebie może się objawiać różnymi dolegliwościami zdrowotnymi. Nadmiar stresu zaczyna powodować przeróżne bóle i symptomy dziwnych chorób. Organizm mówi wyraźnie stop.

„Uszczęśliwianie ludzi to wybór. To nie jest stała część naszej osobowości - pisze psycholog Monika Kotlarek z Sydney - Możesz się nauczyć odwracać i likwidować niektóre z tych cech. Spójrz na siebie czy jesteś bardziej entuzjastą innych ludzi czy raczej wybrednie dobierasz znajomych? Jeśli jesteś bardziej selektywny, to jakie sytuacje wywołują potrzebę dbania o innych? Pomocne może być rozpoczęcie prowadzenia dziennika. Zapisywanie w nim momentów, w których zauważasz, że robisz coś, czego nie chcesz robić. To pomoże zapewnić Ci lepszy wgląd w Twoje zachowanie.”

 

Ćwiczenie z bloga „Psycholog pisze”

Jak sobie pomóc? Ćwicz mówienie „nie”. Choćby w połączeniu z alternatywami, takimi jak:

  • Dziękuje za zaproszenie, ale mam plany.

  • Bardzo bym chciał, ale tego dnia jestem zajęty.

  • Nie mogę teraz. Czy możemy zmienić termin?

  • Nie, to nie sprawia, że czuję się komfortowo.

  • Nie jestem pewny. Pozwól mi się zastanowić i wrócę do Ciebie.

Większość z nas, podczas podróży samolotem po starcie odbyła szybki kurs na wypadek katastrofy, który przeprowadzają stewardesy i stewardzi. Ostrzegają pasażerów, by zawsze najpierw sobie założyli maskę z tlenem, dopiero później pomagali innym, nawet własnym dzieciom . To bardzo ważny przekaż, jeśli chcesz kogoś ratować, najpierw ty musisz być bezpieczny. Nie tylko w chmurach, także na ziemi.

Źródła:

https://psycholog-pisze.pl/zadowalanie-innych/

https://www.medonet.pl/psyche,10-znakow--ze-za-bardzo-poswiecasz-sie-dla-innych-i-zapominasz-o-sobie,artykul,12808860.html

https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/rozwoj-osobisty/jak-nie-przejmowac-sie-tym-co-inni-powiedza-porady-psychologa-aa-i38C-Fcvc-52JW.html

 

 

Tagi:

rodzina ,  samotność ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz