Partner: Logo KobietaXL.pl

Poznały się na studiach. Ewa studiowała prawo, Jolka historię. Choć były na różnych kierunkach, jakoś tak ich losy się splotły.

- Jolka była miejscowa, ja przyjezdna – mówi Ewa. - Pokazywała mi miasto, chodziłyśmy po jej ulubionych miejscach. Dzięki niej łatwiej wtopiłam się w studenckie życie, poczułam się znacznie lepiej.

Były prawie nierozłączne, na tyle, na ile pozwalały im rożne plany zajęć. Ewa miała większe powodzenie u chłopaków, Jolka zawsze była w jej cieniu.

- Ale twierdziła, że jej to nie przeszkadza – mówi Ewa. - Zresztą na ostatnim roku „wpadła” i wyszła za mąż. Ten mąż to jest do dziś, ale to wielkie nieporozumienie.

 

Nigdy ci tego nie zapomnę

 Ewa też wyszła za mąż, urodziła dziecko trzy lata później. Jolka w międzyczasie doczekała się drugiego. Uczyła w szkole, do dziś tam pracuje, zawsze była „budżetówką”. Ewa postanowiła założyć własną firmę. Miała do tego dryg, odniosła sukces.

- Zaczęłam zarabiać dobre pieniądze – mówi. - Ciągle Jolkę wspomagałam, wisiała na pożyczkach ode mnie. Spłacała miesiącami w ratach, co nie było mi na rękę, ale w końcu to moja przyjaciółka.

Z mężem Ewie nie bardzo się ułożyło, rozstali się dość szybko, ona została sama z córką. Jolka tkwiła w swoim związku, choć Ewa wiedziała, że sielanki nie ma. Mąż Jolki lubił wypić, kobiety też lubił, nawet chyba bardziej niż alkohol.

- Ona jednak na ten temat milczała, jak zaklęta – mówi Ewa. - Ja wiedziałam od innych znajomych, jak jest naprawdę. Jeśli Jolka coś mówiła, to zwyczajnie kłamała, że jest cudownie. Ale uznawałam, że pewnie jej wstyd.

Pamięta dobrze sytuacje, kiedy Jolka poprosiła ją, żeby Ewa zawiozła ją z dziećmi na działkę. Były wakacje, znajomi zaprosili ją do letniskowego domku.

- Ona mi powiedziała, że samochód im się zepsuł – wspomina Ewa. - Zawiozłam, po latach przez przypadek wyszło na jaw, że wtedy mąż Jolki zniknął na kilka dni z kochanką, a ona nigdy nie miała prawa jazdy.

Ewa była na każde skinienie. Woziła, wspomagała finansowo, pomagała załatwiać różne sprawy.

- „Nigdy ci tego nie zapomnę” – tak do mnie mówiła – Obiecywała, że zawsze mogę na nią liczyć.

 

W końcu pożyczek odmówiłam

Lata leciały, ich przyjaźń trwała. Dzwoniły do siebie prawie codziennie, widywały minimum raz w tygodniu. Ale Ewa zaczynała wyczuwać nieszczerość u Jolki. Były takie delikatne sygnały, że ten związek jest jednostronny.

- Byłam sama z córką, nigdy nie zaprosiła nas na święta. Za to chętnie opowiadała, jak je rodzinnie spędzają – wylicza Ewa. - Nigdy nie zaproponowała wspólnego wyjazdu, żadnej wspólnej imprezy. Tak naprawdę to zawsze przychodziła do mnie do domu. Powili zaczynało mnie to zastanawiać.

Pożyczki nadal były Jolce potrzebne. Ale Ewę denerwowały te ratalne spłaty.

- Dajesz komuś 5 tysięcy złotych, a on oddaje przez rok po 100 czy 200 złotych – tłumaczy. - To nawet nie czujesz, że ci w końcu te pieniądze oddał. W końcu odmówiłam jej tych pożyczek.

Wyczuła, że Jolce bardzo to nie w smak. Ale Ewa też miewała różne okresy w swojej firmie. Wytłumaczyła Jolce, że nie może tak bez końca wyciągać gotówki.

- Nie wiem, na ile chciała to zrozumieć, na ile uznała, że to złośliwość z mojej strony – mówi Ewa. - Miałam jednak zawsze takie podskórne odczucie, że zazdrości mi finansowego luzu. Bo ja problemów finansowych nie miałam, ona ciągle.

Więc pewnie Jolce solą w oku były i wyjazdy Ewy na egzotyczne wakacje, gdzie zawsze zabierała córkę, i kupowane w butikach stroje, inne finansowe możliwości.

- Udawała, że to nie gra roli – mówi Ewa. - Ale dziś uważam, że i o to też była zazdrosna. Pewnie też i o to, że ja umiałam wyzwolić się od męża, a ona cały czas tkwiła w toksycznym związku.

 

Nieszczęścia chodzą parami

Choroba córki spadła na Ewę zupełnie niespodziewanie. Rozpoczęły się wędrówki po lekarzach, szpitalach, pieniądze szły jak woda.

- Nie chcę mówić ze szczegółami, ale rokowania nie były najlepsze – mówi Ewa. - Zostałam z tym sama, bo moja „przyjaciółka” dzwoniła i owszem. Ale nigdy się nie wychyliła z konkretna pomocą. A mnie było wtedy naprawdę ciężko.

Co gorsza, firma Ewy podupadła w okresie pandemii. Kobieta z mozołem starała się wyjść na prostą.

- Zatrudniam pięć osób, czuję się za nie odpowiedzialna – mówi Ewa. - A tu i choroba córki i kulejący biznes. Czułam się momentami jak w jakiejś matni.

Na szczęście córka powoli zdrowiała. Przyszła też biznesowa propozycja. Ewa wiedziała, że jeśli chce znowu wypłynąć na szerokie wody, to musi z niej koniecznie skorzystać.

- Dostałam zaproszenie od poważnej firmy, musiałam wyjechać na blisko tydzień – wspomina Ewa. - Był jeden problem, córka była po szpitalu. Nie mogła zupełnie sama zostać w domu. Na kilka godzin tak i ja pod telefonem, gotowa do przyjazdu w każdej chwili. Ale nie sama przez tydzień. No ale od czego jest przyjaciółka?

 

Niestety, nie mogę ci pomóc

Ewa była tak przekonana, że Jolka zajmie się jej córką, że nie przyszło jej do głowy, że może być inaczej. Chodziło przecież o to, by być po południu i zostać na noc, żeby dziewczyna miała opiekę. Kiedy jednak zadzwoniła do przyjaciółki wyłuszczając problem, usłyszała odmowę.

- „Niestety, nie mogę ci pomóc”, tak mi powiedziała – mówi Ewa. - Że niby musi do matki chodzić, bo matka gorzej się czuje. Ale ja wiedziałam, że to tylko wymówka. Bo nie było żadnej propozycji w stylu „coś wymyślimy”. Odłożyłam słuchawkę, od tamtej pory nie miałam z Jolką kontaktu.

 

Szefowa rozum postradała

Poszła załamana do pracy. Jej „dziewczyny” wiedziały o wielkiej szansie. Miały nadzieję, że Ewa podpisze ten kontrakt.

- Zawołałam je do siebie, rozpłakałam się, powiedziałam, co i jak – mówi Ewa. - Usłyszałam, że „szefowa rozum postradała”. Powiedziały, że bez problemu zaopiekują się córką. Każda z nich się zadeklarowała. Że przyjdzie do mnie na ten tydzień i zostanie z moim dzieckiem. Jedna z nich była nawet gotowa własne dzieci zawieść do teściowej 200 kilometrów, żeby mieć spokojną głowę do opieki. Byłam wzruszona i to bardzo.

Ewa wyjechała. Wróciła z kontraktem w reku. Firma znowu stanęła na nogi. Córka jest już w świetnym stanie, choć wiadomo, że trzeba cały czas uważać. Ale życie wróciło do normy.

- Tylko nie mam już „przyjaciółki”. Woziłam ją, pożyczałam pieniądze, wspomagałam na każdym kroku – mówi Ewa. Życie zweryfikowało naszą relację. Zostawiła mnie w najtrudniejszym momencie. Czy mi żal? Nie. Jestem zadowolona. Nie potrzebuję mieć przy sobie osoby, która tylko chce brać. To nie była żadna przyjaźń, ja jej byłam zwyczajnie potrzebna.

Magdalena Gorostiza

Imiona zostały zmienione.

Tagi:

przyjaźń ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz