Partner: Logo KobietaXL.pl

Gdzie są te naprawdę szczęśliwe rodziny, które marzą o świętach? Ja ich wkoło siebie nie widzę. Koleżanki z pracy mają swoje problemy, każda liczy się z groszem i narzekają na wizyty matek czy teściów. Ja też mam nie lepiej, a może nawet gorzej. Mam 38 lat, jestem młoda i powinnam być pełna energii. Niestety, nie jestem, bo nie widzę dla siebie perspektyw. Trzy lata temu rozwiodłam się z mężem, mieszkam obecnie z 10-letnią córka u moich rodziców. Sprzedaliśmy wspólne mieszkanie z mężem za 350 tys. zł. Dostałam swoją połowę. Nic sensownego nie dało się za to kupić. Wpłaciłam pieniądze na konto i patrzę, jak powoli znikają, bo moja pensja jest marna, niecałe 3,5 tys. złotych na rękę. Po rozwodzie wróciłam do rodzinnego domu. Rodzice nie byli zachwyceni, ale zgodzili się ze względu na wnuczkę. Mają nieduże mieszkanie, w sumie trzy pokoje. Jeden pokój jest ich sypialnią, jeden ma córka, ja śpię w salonie, co oznacza, że nie mam własnego kąta. Mogę się położyć, jak skończy się oglądanie telewizji. W weekendy też nie mogę pospać, bo mama ogląda jakieś śniadaniówki, ojciec politykę. Musze wstawać, ścielić łózko, robić porządek, żeby ”salon wyglądał”. Córka musi mieć pokój, bo potrzebuje gdzieś w spokoju odrabiać lekcje. Ja siedzę z reguły kątem w kuchni, aż salon będzie wolny.

Dokładam się do czynszu, do rożnych opłat, robię zakupy. A i tak co jakiś czas słyszę, że rodzicom jest ciężko ze mną i z córką, bo ciasno, bo na starość chcieliby mieć spokój. I ja nawet rozumiem rodziców. Czuję się wtedy, jak nieudacznica. Mieszkania nie wynajmę, bo nie mam za co. Kredytu nie wezmę, bo nie mam z czego spłacać. Też wolałabym swój kąt i święty spokój. Ale jedyne pieniądze, jakie mam, to te ze sprzedaży mieszkania. I jest ich coraz mniej, bo czasami sięgam po nie w razie większych wydatków. I zjada je inflacja.

Na święta mama oczekuje, że dołożę większą kwotę, bo jak zwykle pojawią się moi bracia z rodzinami. Od nich mama niczego nie chce, ani złotówki, choć to w sumie 8 osób. Będzie wielkie gotowanie i pieczenie, co już przyprawia mnie o mdłości. A potem oni przyjdą w gości, będą siedzieć do późna, a ja nawet nie będę miała gdzie uciec. Chyba, że schowam się do pokoju córki.

Bardzo mnie to wszystko przygnębia. To, że nie mam perspektyw, że w pracy grożą redukcjami etatów, że nie dorobię się własnego mieszkania. Nadchodzące święta tylko potęgują ten nastrój. Znowu wydam mnóstwo pieniędzy (bo muszę się odwdzięczyć matce za możliwość mieszkania), znowu będzie ten cały świąteczny rozgardiasz. Bracia wzajemnie się nie znoszą, stale ze sobą rywalizują, ale przez te dni będziemy udawać szczęśliwą rodzinę. Dalego chciałabym te święta przespać i obudzić się po sylwestrze. Czy tylko ja tak mam, czy są też inne osoby, którym się robi słabo, na myśl o tym, co ich czeka za tydzień?

 

Joanna

 

 

Tagi:

święta ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót