Urszula miała wówczas 50 lat, weszła w menopauzę. W domu dwójka nastolatków i mąż, przyzwyczajeni do tego, że wszystko robi matka. A ona nagle stwierdziła, że dłużej nie da rady. Miała uderzenia gorąca, pociła się niemiłosiernie.

- Pot spływał mi po szyi strumieniami, raz było mi gorąco, za chwilę zimno. Nie spałam całe noce, byłam wykończona, serce cały czas telepało się w piersi. Raz chciałam płakać, za chwilę byłam wściekła, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje – opowiada Ursula.

W domu nikt jednak nie zwracał uwagi na jej samopoczucie. Rodzinę przyzwyczaiła do obsługi. Gotowała, prała, sprzątała, podtykała od nos.

 

- Tak zostałam wychowana, że to kobieta ma to wszystko robić. W dodatku dość długo nie mogłam zajść w ciążę. Upragnione dzieci pojawiły się dobrze po trzydziestce. Nie ukrywam, że nieba im chciałam przychylić i to był wielki błąd. Drugi był taki, że nigdy nie chciałam sobą komukolwiek głowy zawracać. Stałam się więc darmową służąca, na którą domownicy nie zwracają uwagi – podkreśla Urszula.

 

Bo przecież zawsze, nawet kiedy była chora, to zaciskała zęby i dalej prasowała, gotowała, sprzątała. Wypiekała ciasta, lepiła pierogi, ścierała okruchy z blatów w kuchni, zmywała podłogi, zmieniała pościel. A przecież cały czas normalnie pracowała, na pełen etat, jest księgową, pracę ma odpowiedzialną.

 

- No ale, kogo to obchodziło? Tak naprawdę, nikogo. Sama się w taki stan rzeczy wpędziłam, więc mogę mieć tylko do siebie pretensje. Ale wtedy wiedziałam, że dalej nie dam rady, że nie mam siły, że jestem wykończona fizycznie i psychicznie. Koleżanka w pracy, która menopauzę już przechodziła, poradziła wizytę u ginekologa. W końcu zebrałam się w sobie i poszłam – opowiada Urszula.

 

Lekarka, starsza od niej i doświadczona kobieta, najpierw dała jej się wypłakać. A potem Urszula opowiedziała jej o wszystkim, o menopauzie, o rodzinie, o braku siły, o podłym nastroju. O tym, że są dni, kiedy Urszuli dosłownie żyć się już nie chce.

 

- Zaproponowała mi hormony, ale powiedziała, że nie zadziałają natychmiast. Dołożyła na pierwsze dni jakieś leki nasenne, żebym do siebie doszła. Zaaplikowała dwa tygodnie zwolnienia, kazała leżeć w łóżku, odpocząć i powiedzieć rodzinie, że jestem zwyczajnie bardzo chora. Że nic nie będę robiła, bo nie mam na to siły – opowiada Urszula. Dodała też, że naprawdę nie muszę wszystkich w domu obsługiwać.

 

To była dla Urszuli nowość i nie wiedziała, jak się w tym odnajdzie. W pracy była dwa razy na zwolnieniu i nigdy aż tak długo. W domu zwolnienia od obowiązków nigdy sobie nie dała. Więc była pełna obaw, jak w tym wytrwa.

 

- Pamiętam, że wróciłam do domu, położyłam się do łóżka, choć była dopiero godzina 17. Nikt na to nie zwrócił uwagi, choć w domu była córka z mężem. Potem wrócił syn i mąż zajrzał do mnie z pytaniem, co z kolacją. Nie pytał, co się stało, czemu leżę, tylko dlaczego na stole nie ma jeszcze jedzenia! No to mnie utwierdziło w przekonaniu, że lekarka miała rację - mówi Urszula.

Odpowiedziała, że kolację muszą zrobić sami, bo ona źle się czuje. Była u lekarza i ma zwolnienie lekarskie. Jest chora, będzie się leczyć i odpoczywać, nie da rady niczego robić.

- Widziałam szok na twarzy męża. Wyszedł, coś tam powiedział dzieciom, robili sobie jedzenie. Córka zajrzała i zapytała, jak się czuję i czy może jestem głodna. Ale nie była bardzo przejęta. Potem syn zajrzał, przyniósł mi herbatę, szybko wyszedł, bo mówił, że ma sporo lekcji – opowiada Urszula.

Mąż zjawił się w sypialni chyba późno, ona już spała po leku nasennym. Rano w domu obudziła ją cisza. W kuchni stały brudne talerze, nie sprzątnęli nawet po kolacji. Pierwszym odruchem było zrobienie porządku. Ale zamiast tego zrobiła sobie śniadanie, wyszła z nim do salonu. Tam też były porozrzucanie różne rzeczy. Wytrwała, włączyła telewizję, obejrzała wiadomości. Wróciła do łóżka z książką.

- Jakież było zdziwienie wszystkich, że w domu jest brudno i nie ma obiadu. Mina męża była jak w tej reklamie, bezcenna. Zapytał, co się ze mną dzieje. Odpowiedziałam, że przecież mówiłam, że jestem chora i muszę leżeć w łóżku. Dzieci wróciły ze szkoły, przyszły do mnie, słyszałam po raz pierwszy w ich głosach niepokój. Powiedziałam, że wyzdrowieje, potrzeba czasu, że dostałam leki – opowiada Urszula. Ale dodała, że od dziś muszą z ojcem podzielić między siebie domowe obowiązki.

Przez pierwszy tydzień w domu był chaos. Nie wiedzieli, jak nastawić pralkę, córka pytała, jak ugotować zupę, kupowali pierogi w garmażerce, zamawiali pizzę. Urszula reagowała dość obojętnie, leżała na kanapie, oglądała telewizję. Od czasu do czasu żądała herbaty albo kanapki.

- Mąż pytał, na co właściwie jestem chora, powiedziałam mu, że mam ostre zapalenie jajników. Że mam też nadciśnienie, depresję i menopauzę. Że nie mam siły, że serce mi kołacze, że nawet jak się poczuje lepiej, to nie mogę tak tyrać, bo lekarka mi zabroniła. No nie ukrywam, że widziałam w jego oczach strach. Raczej nie o mnie, chyba o to, że trzeba się będzie domem zająć – śmieje się dziś Urszula.

 

Właśnie szybkimi krokami zbliżała się Wielkanoc. Ona zawsze celebrowała święta. Też w domu tak ja nauczono. Sprzątania, pucowanie, pieczenia mazurków, bab wielkanocnych, gotowania żurku. Urszula wróciła już do pracy, ale w domu nadal się oszczędzała. Hormony zaczęły działać, miała lepsze samopoczucie, wiedziała jednak, że jeśli wejdzie w kierat, rodzina odda jej z ulgą wszystkie obowiązki.

- Więc kiedy przy kolacji zapytali, co ze świętami, powiedziałam krótko: Święta będą, jak je zrobicie. Dodałam, że przecież nie ma problemu, żebym im udzieliła wskazówek. Ale sama sprzątać ani tyle gotować nie będę – opowiada Urszula.

Zrobiła listę zakupów, podzieli się obowiązkami. Kupili trochę gotowych potraw. Może nie były aż tak pyszne, ale ona pierwszy raz zasiadła za świątecznym stołem radosna i wypoczęta. Upiekła tylko swoje baby i kilka mazurków i to z pomocą syna. Zaniosła część wypieków lekarce, w podziękowaniu za dobre rady i życiową mądrość

- Spotkałam na swojej drodze nie tylko dobrego lekarza, ale też wspaniałą kobietę. Dalej biorę hormony, objawy menopauzy praktycznie znikły. Ale sama widzę, że nie mam już tyle siły, co kiedyś, nie mam ochoty na obsługiwanie rodziny. Jakoś przywykli do tego, nauczyli się robić zakupy, posprzątać. Więc choć późno, to jednak udało się podjąć dobrą decyzję i tego wszystkim kobietom na święta życzę – kończy swoją opowieść Urszula.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię bohaterki i niektóre szczegóły zostały zmienione.

 

Tagi:

święta,  kobieta,  rodzina,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót