Adriana „Tata” Rojas urodziła się w Bogocie w Kolumbii. Pracowała na giełdzie. Kiedy jednak urodziła swoją córkę, rzuciła pracę, bo chciała mieć czas dla dziecka. Ta decyzja odmieniła jej życie. Weszła na inną drogę. Jako szamanka zdobywała swoją wiedzę na Ścieżce Majów, którą podąża od ponad 20 lat. Otrzymała nauki od Starszyzny i Kapłanów Klanu Orła, Dziadków i Babek Tzutujiles oraz klanu Tzotz (międzywymiarowych posłańców). Jest  Ajq´ij - przewodnikiem duchowym Majów i specjalistką od kalendarza Cholq'ij - Świętego Kalendarza Majów - oraz uzdrowicielką najróżniejszymi technikami.

Babki znad Jeziora Atitlan w Gwatemali wyznaczyły jej zadanie przekazania starożytnej wiedzy Kobiet ludziom Świata Zachodniego.

 

Była inicjowana w tradycjach Amazońskich. Podczas swej niezwykłej podróży (300 km pieszo w głąb dżungli) odkryła siłę, która drzemie w każdym z nas oraz pilną potrzebę odzyskania połączenia z Matką Ziemią. To uczyniło ją jedną z niewielu kobiet, które zostały zaakceptowane przez Starszyznę jako Wojowniczka Zielonej Drogi.

Podążając w zgodzie z energiami nowego cyklu, Adriana obecnie przeznacza swój czas na dzielenie się na różne sposoby dawną wiedzą przodków, otrzymaną od Starszyzny Babek i Dziadków. Daje wykłady i prowadzi warsztaty na forach międzynarodowych, w różnych instytucjach i organizacjach, które wspierają proces transformacji ludzkości. Podkreśla wagę pracy z różnymi energiami, które współistnieją w ciele i naszym środowisku.

Adriana jest również autorką książki "Dance of the Mayan energies", która została przetłumaczona na kilka języków.

 

Adriana jest teraz w Polsce, miałam okazję z nią się spotkać, podzieliła się przesłaniem Majów na obecne czasy.

 

Majowie nadal żyją!

 

Oglądając opuszczone miasta Majów czy to w Meksyku czy w Gwatemali, większość turystów może odnieść wrażenie, że to pozostałości po jakiś wymarłych plemionach.

- Nic bardziej złudnego, Majowie żyją i kultywują swoje tradycje. W samej Gwatemali mieszka 5 milionów Majów, a do tego dochodzi przecież Meksyk, Salwador, czy Honduras – mówi Adriana.

 

Nauki Majów, przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie też są kontynuowane. I choć kiedy widzimy ich na starych płaskorzeźbach, z upiętymi włosami i przepaskami, możemy mieć wrażenie, że to „dzicy ludzie”, prawda na temat Majów jest zupełnie inna. Adriana podkreśla, że wizerunek na wpół nagiego człowieka budzi w ludziach Zachodu skojarzenie z ignorancją i brakiem wiedzy. Tymczasem Majowie byli mistrzami matematyki, astronomii, astrologii, budownictwa czy inżynierii. Budowali skomplikowane systemy miejskie, umieli zaopatrzyć swoje miasta w żywność, mieli łazienki, brukowane drogi. Kiedy w Europie nieczystości wylewano z nocników wprost za okno, Majowie mieli w miastach kanalizację. Nawadniali pola, tworząc specjalne kanały, którymi doprowadzali wodę z Zatoki Meksykańskiej, po drodze ją odsalając.

 

Mieli też swój system matematyczny, prosty, bo składający się zaledwie z trzech znaków, ale stosując go potrafili robić najbardziej skomplikowane obliczenia. System oparty był na dwudziestkach, w przeciwieństwie do używanego dziś systemu dziesiętnego.

 

Stela 1 z La Mojarra, na której zapisano dwie daty w długiej rachubie. Zdjęcie Wikipedia/domena publiczna

 

 

I choć chęć zniszczenia kultury i tradycji Majów trwa gdzieniegdzie od czasów podboju hiszpańskiego do dziś (szczególną rolę odgrywają tu fundamentalistyczne kościoły), oni nadal trwają i strzegą swoich tajemnic.

 

To nie był koniec świata

 

Domorośli znawcy tradycji majańskich ogłosili na 21.12. 2012 roku koniec świata jakoby zapowiadany przez Majów. Adriana wyjaśnia, że tylko kompletni laicy mogli stworzyć podobną historie. Majowie byli zawsze zainteresowani tym, co ich otacza – naturą, ludźmi, gwiazdami. Na podstawie różnorodnych wyliczeń tworzyli kalendarze, niektóre dotyczyły er życia na ziemi, inne rolnictwa itd. Stworzyli też kalendarz długiej rachuby, który określał zmianę cykli życia na Ziemi, zwanych Sol. Jeden cykl trwa 5200 lat i 21.12.2012 roku było datę przełomową, kończył się wówczas czwarty cykl Sol.

Pierwszy cykl Sol zdominowany był przez energię kobiecą związaną z ogniem, drugi cykl to dominacja energii męskiej związanej z ziemią, trzeci to znowu energia kobieca związana tym razem z powietrzem, czwarty ponownie męska, ale związana z żywiołem wody.

 

- Przeszliśmy więc cztery cykle i cztery żywioły. Co teraz? 21.12.2012 roku po raz pierwszy ludzkość wkroczyła w nowy, piąty cykl, tym razem związany z piątym żywiołem, eterem – wyjaśnia Adriana.

 

Czym jest eter? To niewidzialna galaktyczna substancja, która wypełnia całą przestrzeń i jest nośnikiem wszelkich przejawów energii. Nadszedł więc czas znalezienia balansu pomiędzy męskim a żeńskim, na wejście ludzkości na wyższy poziom duchowy.

 

- Ale ten czas pomiędzy jednym Sol a drugim, to czas największego chaosu. Jesteśmy w trakcie nowych narodzin ludzkości, bolesnych, jak wszystkie narodziny. Są nowe wibracje, ciężko rozstać się ze starymi przekonaniami. Ale musimy nauczyć się zbudować nową przestrzeń – wyjaśnia Adriana.

 

Ten okres według Majów trwa 20 lat przez nadejściem nowego Sol i 20 lat po jego nadejściu. Przełom możemy więc zauważyć około 2032 roku.

 

Musimy wyjść ze swoich pudełek

 

Żeby jednak jakakolwiek zmiana mogła być zauważalna, musimy zmienić swoje nastawienie do życia. Cywilizacja Zachodu, pomimo swojego materialnego bogactwa, ludziom szczęścia nie dała. Pieniądze, nieograniczona konsumpcja, to wszystko nie sprawiło, że człowiek na Ziemi czuje się wolny, spokojny, osiąga wewnętrzny spokój.

- Niestety, wiele osób przychodzących do mnie raczej odczuwa duchowa pustkę – mówi Adriana.

I podkreśla, że tak naprawdę żyjemy pod presją posiadania, jednego ideału piękna, do którego powinniśmy dążyć. Wmówiono nam, że bycie samym ze sobą jest bezproduktywne, że powinniśmy być stale czymś zajęci, a jeśli już zostajemy sami, to mamy telefon z internetem, który sprawia, że nie będziemy odczuwać samotności.

 

- Żyjemy więc tak, jak chce system – dodaje Adriana. I opowiada historie o pudełkach. Jakiś czas temu została zaproszona na ceremonię w górach Sierra Nevada de Santa Marta, specjalnym miejscu w Kolumbii. Zapytała Starszyzny, czy może zabrać ze sobą grupę znajomych ludzi. Starszyzna odmówiła stanowczo. Adriana nie rozumiała odmowy.

 

- Nie chcemy ludzi z pudełek. Oni się rodzą w pudełkach zwanymi szpitalami, są kładzeni do pudełek nazwanych inkubator albo kołyska. Mieszkają, pracują w pudełkach, potem wsiadają do pudełek zwanych samochodem, by przemieścić się z miejsca na miejsce. A potem umierają i znowu wkładani są do ziemi w pudełku. Ja urodziłem się pod drzewem przy rzece, nie separuję się od świata, świat jest mi bliski – wyjaśnił jeden z członków Starszyzny.

 

Adriana wyjaśnia to przesłanianie – trzeba się zastanowić, czy żyjemy zgodnie z naturą, czy też jesteśmy zamknięci w pudełku? Nie chodzi wyłącznie o fizyczne zamknięcie, mamy pudełka emocjonalne, mentalne. Jeśli nie uda nam się z nich wyjść, nasza transformacja, jako ludzkości, nigdy nie będzie możliwa. Nie dokonamy też zmian w indywidualnym życiu. Często determinuje je przywiązanie, strach, poczucie winy, resentymenty, nadmierne myślenie o dobrach materialnych. To wszystko zabiera nam wolność.

 

 

Żyć zgodnie ze swoją energią

 

Kiedy wśród Majów rodzi się dziecko, rodzice zabierają je do Cholq'ij - Przewodnika Duchowego, który na podstawie Świętego Kalendarza Majów sprawdza energie, jakie dziecku będą towarzyszyć przez całe jego życie. Kalendarz ma 260 dni, Kinów i stanowi formę dwóch kół, które każdego dnia przesuwają się o jedną pozycję, spotykając się od nowa co każe 260 dni właśnie.

- Każdy dzień niesie ze sobą inną energię, inne przesłanie, zadanie, wyzwanie, a osoba urodzona danego dnia przeżywa swoje życie będąc pod wpływem tych energii. Dlatego ważne jest, aby je poznać – mówi Adriana.

 

Cholq'ij określa więc, jaki typ działania będzie dla dziecka w jego życiu najlepszy.

- Być może będzie ono uzdrowicielem, być może liderem, albo świetnym hodowcą pszenicy. I znowu, zauważmy różnicę. Wśród rodziców z Zachodu lider wzbudziłby entuzjazm, rolnik już niekoniecznie. U Majów nie ma takiego problemu. Nie uważają, że ten, który dba o żywność jest mniej ważny od przywódcy. Obaj są tak samo wspólnocie potrzebni – wyjaśnia Adriana.

 

Dziecko wychowywane jest tak, aby mogło rozwijać swoje talenty. Nie ma jednak przymusu ich realizacji. Adriana jednak uważa, że znajomość energii, które nam towarzyszą pomaga zrozumieć misję naszej duszy na Ziemi. A to z kolei pomaga nam osiągnąć wewnętrzny spokój i pełną radość z życia. To proste, podstawowe sprawy, których osiągniecie jest jednak dla ludzi Zachodu coraz trudniejsze.

 

- Przesłanie Majów jest proste i czytelne, moim zadaniem jest je głosić. Inną sprawą jest to, czy ludzie zechcą z niego skorzystać – podsumowuje Ariana.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

Majowie,  Adriana Tatas Rojas,  horoskop, 

Polecane artykuły:

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót